Autor
Scenariusz
Rysunki
Tłumaczenie
Piękna, barokowa adaptacja „Drakuli” Brama Stokera. Ktoś powiedziałby, że kolejna… ale takiej adaptacji jeszcze u nas nie wydano. Malarskie, pełne rozmachu artystyczne plansze. Groza i strach mają tu naprawdę wielkie oczy, chociaż chwilami opowieść Fernandeza uroczo trąci myszką.
Wielbiciele „Nieustraszonych pogromców wampirów” czy horrorów wytwórni Hammer będą ukontentowani.
Miłośnicy wspaniałych plansz niech szykują portfele. A kto lubi historie pełne strachu i grozy opowiedziane „w starym, dobrym stylu” już wie, który tytuł winien kupić.
Kategoria
Pochodzenie
Postacie
Wydawca Polski
Wydawca Oryginalny
Data Wydania
23.08.2024
Wydanie
I
Druk
Kolor
Oprawa
Twarda
Format
240x320 mm
Liczba Stron
104
Cena Okładkowa
109,00 zł
EAN
9788397166073
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Znowu wracam do tematu Drakuli. Mam wrażenie, że jakkolwiek adaptacja Georgesa Bessa była dosyć wyczekiwana, tak album Mandioki przeszedł trochę bez echa. Pamiętam nawet komentarze zastanawiające się, czy w ogóle jest go sens jeszcze wypuszczać w momencie, gdy niedawno dostaliśmy inną wersję. Na całe szczęście wydawca tych głosów nie posłuchał i na naszym rynku pojawiła się kolejna komiksowa wariacja Stokera, tym razem mająca hiszpańskie korzenie. Na szczęście, bo jest według mnie tytułem zdecydowanie godnym uwagi, a w moim prywatnym rankingu lepszym od tego, co zaproponował francuski twórca.
Całość jest krótsza, a komiks wraz dodatkami (których co prawda zbyt wiele nie ma) mieszczą się w okolicy 100 stron. W niczym to jednak nie przeszkadza fabule, aby wybrzmieć, powiedziałbym wręcz, że Fernández wypada lepiej pod względem adaptowania materiału źródłowego, bo jego Drakula w pełni korzysta z komiksowej narracji. Scenariusz to ponownie klasyczny Stoker, którego autor trzyma się dość wiernie, ale w tym przypadku obyło się bez uczucia zmęczenia, a opowieść choć znana, była dla mnie na ponów interesująca. W przypadku Bessa miałem ten problem, że wszystko wydawało mi się podporządkowane oprawie graficznej, na czym cierpiało prowadzenie historii. Moje odczucie było takie, że czytam przepisane fragmenty z książki, tymczasem tu nic podobnego nie miało miejsca, a fabuła została zgrabnie przekonwertowana do formy komiksu.
A trzeba zaznaczyć, że również jest to projekt z zacięciem artystycznym, a Fernández był nie mniejszym tytanem pracy. U Bessa kadry były szczegółowo nakreślone, tutaj każda ilustracja to osobny obraz olejny, co zrobiło na mnie nawet większe wrażenie. Strona wizualna hiszpańskiej adaptacji przyciąga uwagę dopracowaniem, jest klimatyczna i bardzo podoba mi się użyta kolorystyka. Projekty postaci również mocniej do mnie przemawiają niż bohaterowie rysowani kreską Francuza. Całość jest utrzymana w realistycznej stylistyce, a Drakula prezentuje się właśnie tak, jak powinien – ma wygląd arystokraty, a jednocześnie jego przedstawienie jest bardziej złowieszcze niż nieco wymoczkowaty wampir Bessa.
Warta odnotowania jest też naprawdę porządna polska edycja. Komiks jest wydany w bliźniaczym formacie jak album Screamu, na dobrym papierze i w wysokiej jakości edycyjnej – jedyne, do czego mógłbym się ewentualnie przyczepić, to jedna strona, której ze względu na materiały zdaje się czegoś brakować. Być może dało się w tę pustą przestrzeń wlać tekst, żeby wyglądało to lepiej, jednakże jest to aspekt na tyle mało istotny, że nie ma prawa wpływać na ocenę. Dodatkowym smaczkiem jest alternatywna polska okładka, na której wybór się zdecydowałem – okładka podstawowa to kadr z komiksu.
Całość ma według mnie więcej charakteru i trzyma się stylu, który jest mi o wiele bliższy. Podchodziłem z pewnymi obawami, zwłaszcza że nie tak dawno powtarzałem tę historię, tymczasem zaskoczyłem się bardzo pozytywnie. Aczkolwiek nie jest to pierwszy raz, gdy to Hiszpanie dosyć nieoczekiwanie wychodzą na prowadzenie w adaptowaniu Stokera, bo już w 1931 roku hiszpańskojęzyczna wersja filmu Universala była pod właściwie każdym kątem lepiej zrealizowana (poza odtwórcą głównej roli) niż słynny obraz z Belą Lugosim. I analogicznie jak film George’a Melforda na zawsze pozostał w cieniu bardziej znanego brata, tak wydaje mi się, że i komiks Fernándeza wzbudzi u nas mniej zainteresowania od albumu Screamu. Uważam natomiast, że u każdego miłośnika klasycznych opowieści grozy powinien znaleźć się na radarze.
Ocena 4/6.