Na warsztacie #21 – Ewa Betlewska / Łukasz Mazur
1.04.2026 06:00
Debiutująca w roli komiksowej scenarzystki Ewa Betlewska i komiksowy wyga Łukasz Mazur kończą prace nad pełnometrażowymi ANCYmonstrami, których demo można było zgarnąć m.in. na zeszłorocznym Krakowskim Festiwalu Komiksu. Oddajemy im glos i kibicujemy!
Ewa Betlewska:
Od wydania samplerka „Ancymonstra: wersja demo” minęło już 8 (!) miesięcy. Jak dotąd Łukasz, obiecując, że nie będzie angażował się w żadne inne projekty, aby mógł skupić się tylko na rysowaniu Ancymonstrów, po prostu kłamał. Jednak od połowy listopada, muszę oddać mu sprawiedliwość. Nie tylko odmawiał uczestnictwa w kolejnych publikacjach, ale też wszedł w tryb komiksowego wikinga – wstaje przed szóstą, rysuje przed pracą i po pracy, w weekendy, święta i niedziele handlowe, a jego wysiłek przynosi fantastyczny efekt.
Jako scenarzystka swój wkład oddałam już (zbyt) dawno. Przez wiele miesięcy zapisane przeze mnie strony pokrywały się kurzem. Teraz z zachwytem obserwuję, jak wymyślone (i trochę już przeze mnie zapomniane) kadry zaczynają tętnić życiem. Zaangażowanie Łukasza w rysowanie, inspiruje mnie. Zaczynam już kminić szczegóły drugiego tomu serii, czyli „Co straszy Ducha Henryka?”, którego ogólny zamysł powstał (ponownie zbyt) dawno temu. Idzie bardzo powoli. Chyba mogę tu wyznać, że po takim czasie czekania, aż coś się ruszy z Ancymonstrami, potrzebuję co najmniej łopaty, żeby odkopać z głębin moją uśpioną kreatywność. Wierzę jednak, że to kwestia treningu i skoro Łukasz potrafił, to i ja będę wkrótce w stanie przeistoczyć się w (scenariuszowego) wikinga.
Wszystko to co mówi Ewa jest prawdą. Prace nad demówką, zawierającą 1/3 planowanego albumu, zakończyłem w maju ubiegłego roku i później do połowy listopada odłożyłem prace nad Ancymonstrami. Wymówkę mam całkiem niezłą – najpierw porwałem się na domknięcie publicystycznej tetralogii i wydanie ostatniego numeru papierowego zinka „All Comics Are Beautiful”, a krótko po tym razem z Rust Crew pracowaliśmy ciężko nad wywiadem rzeką z Marcinem Rusteckim oraz artbookiem z jego fantastyczną twórczością.
Jednak zaraz po tym przyszedł czas na pozostałe 2/3 pierwszego tomu. Od wspomnianej już połowy listopada ponownie wprowadziłem do swojego życia hasło „nie ma dnia bez kreski” i te bezkreskowe dni można policzyć na palcach jednej ręki. Ancymonstra są komiksem o objętości na jaką nigdy wcześniej się nie porwałem, więc praca na tak długim dystansie jest dla mnie nowością. Zbliżając się niechybnie do końca mogę powiedzieć, że znalazłem sposób na to żeby ten proces miał ręce i nogi – oczywiście z pomocą innych, bardziej doświadczonych komiksiar i komiksiarzy. W momencie kiedy piszę te słowa pracuję już nad 75 stroną (z 78) i te najtrudniejsze, najbardziej wymagające plansze mam już za sobą. To już ostatnia prosta, widzę metę na horyzoncie i nie powinno być większych problemów z dobrnięciem do strony 78.
Ten długi dystans nie był jedynym problemem, bo Ancy to też moje pierwsze prawdziwe podejście do komiksu skierowanego dla dzieciaków. Początkowo było to sporym i onieśmielającym wyzwaniem, ale z każdą kolejną stroną kreska stawała się pewniejsza. Kiedy na początku stycznia tego roku skończyłem szkic całości, to wiedziałem, że będę musiał jeszcze wrócić do materiału z wersji demo i poprawić to i owo (szczególnie Monstrum Franka, który wyglądał tam jak jakiś kasztaniak). Tak też się stało oraz dzieje się nadal z późniejszymi stronami, gdzie wyłapuję jakieś nieścisłości czy niekonsekwencje. Jeśli ktoś ma na półce naszą demówkę, to wyszukiwanie różnic może być bonusową zabawą. Niemniej, sam ten długi proces jest super stymulującym doświadczeniem i z każdą kolejną odhaczoną w swoim planie pracy stroną jaram się Ancymonstrami coraz bardziej!
Wracając do tego projektu w połowie listopada zaplanowałem, że do końca marca środek będzie skończony i wygląda na to, że uda dotrzymać się tego terminu (albo zaliczyć delikatny poślizg). Później chwila na kolejne poprawki, okładka, parę dodatków, wysyłka do wydawcy i oczekiwanie na premierę. A później już tom drugi, trzeci, jakieś mniejsze historyjki i kilka innych pomysłów, które siedzą nam w głowach. Bądźcie z nami, czytajcie Ancymonstra sami i z dzieciakami – zapewniam, że to będzie dobrze spędzony czas!
ANCYmonstra #01: Co z tą mumią?
Ekipa Ancymonstrów wychodzi z cienia!
Monstrualne ancymony, czyli Duch Henryk, Mumia, Monstrum Franek, Kieł i Wampirka Irka, czekają na Was w upiornym zamczysku, a każde z nich mierzy się z własnymi potwornościami.
Duch Henryk nic nie mówi, ale zna wszystkie trudne słowa.
Mumia to mistrzyni zabawy (choć czasem się rozwinie).
Franek ma odczepiane ręce, które wiecznie się kłócą.
Kieł to słodziak o groźnym wyglądzie (z nosem do słodyczy).
Irka jeszcze nie wie, czy chce być wampirką czy dziewczynką (ale już ma fajne skrzydełka).
A co łączy te wszystkie monstra? Przyjaźń, poszukiwanie siebie i strachy, które wcale nie są takie straszne. Bo to nie tylko ancyzabawna historia o potworach, ale także opowieść o wartościach i dylematach, z którymi mierzą się dzieci.
Oswajanie strachu – bo odwaga to działanie, nawet jeśli się boisz.
Przyjaźń – bo lepiej bać się razem niż samemu.
Tożsamość – bo nie musisz wiedzieć od razu, kim chcesz być.
Poszukiwanie siebie – bo każdy potwór musi najpierw odkryć swoje moce.
A wszystko to w scenerii zamczyska pełnego monstrualnych ancymonów, które śmieszą, straszą i… wspierają rozwój dzieciaków.
Komiks od pierwszych stron zachwyca dynamiczną akcją i szalonymi pomysłami bohaterów. Krótkie przewrotne dialogi trafią zarówno do dzieci, jak i do rodziców, którzy lubią czytać razem z dziećmi. To doskonały sposób na wspólne zabawne popołudnie czy podróż! – Nicestory
8.06.2026
I
Kolor
Twarda
165×235 mm
88
49,90 zł
9788368331721














