Mael, młody chłopiec, trafia do szpitala specjalizującego się w leczeniu raka u dzieci. Nie jest oczywiście jedynym pacjentem. Kiedy leży tam nieprzytomny inni chłopcy przyjmują go do swego Bractwa. Są przekonani, że w szpitalu trwają przygotowania do spisku mającego stworzyć okrutnego potwora, i wspólnie chcą z nim walczyć. Jednak kiedy trafiają na stół operacyjny, to, co się dzieje, przechodzi ich najśmielsze wyobrażenia. Przenoszą się do mrocznego świata pełnego najróżniejszych bestii, które próbują ich dopaść…
Komiks Mathieu Gallié (Sercożerca) i Jean-Baptiste Andréae (Azymut, Mechniczna ziemia) w unikalny i piękny sposób opowiada historię walki z rakiem. Jest także wspaniałym hołdem dla klasycznego kina grozy.
Słowo od wydawcy
Gdyby scenariusz do tego komiksu pisał polski autor, to jego tytuł brzmiałby „Bractwo Raka”. I, niestety, chodzi o TEGO raka, który zabija codziennie tysiące ludzi, w tym dzieci. W języku francuskim tę chorobę określa się skrótowo właśnie jako „krab”.
Skąd wziął się ten termin?
Komórki nowotworu złośliwego, w odróżnieniu od łagodnego, nie są miękkie, a guzy
narządów często w późnym stadium przypominają swoją formą właśnie kraba. Autorzy komiksu postanowili zmierzyć się z tematem raka u dzieci w unikalny sposób, ale co ważniejsze, opowiadają historię, która napawa nie tylko smutkiem zmuszającym do refleksji, ale i nadzieją. Tą potężną, cudowną siłą, potrafiącą odmienić wszystko.
Dziękuję ci, że kupujesz ten komiks. Chcę, byś widział, że 10 zł z każdego egzemplarza powędruje na konto jednego z hospicjów. Razem dołożymy naszą cegiełkę do nadziei.
Komiks ukazuje się w formacie powiększonym. To wydanie zbiorcze, zawiera kompletną historię.
08.2023
I
Kolor
Twarda
240x320 mm
168
120,00 zł
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Koncepcja na ten komiks od samego początku wydawała mi się co najmniej ryzykowna. Choć nie można przecież nikogo karcić za odwagę twórczą, to jednak połączenie udręki młodych pacjentów chorujących na raka z wizją świata wyjętą wprost z gotyckiego horroru jest co najmniej nieoczywiste.
Początek komiksu od razu wrzuca czytelnika na głęboką wodę. Poznajemy grupę małoletnich pacjentów, których organizmy zostały zaatakowane przez nowotwór. Ich terapia odbywa się w szpitalu, przypominającym na pierwszy rzut oka raczej miejsce wyjęte wprost z powieści grozy, a nie rodzaj azylu mający przynieść ukojenie dla młodych kuracjuszy. Chwilę później dowiadujemy się o pewnym tajemniczym spisku, a potem jeden z pacjentów trafia na stół operacyjny. I tyle ze spraw oczywistych. To co dzieje się później, to już mroczna fantazja, rodzaj zobrazowania na gotycką modłę walki, do której muszą stanąć główni bohaterowie.
Mam z tym komiksem problem. Wiecie, to nie jest tak, że nie lubię eksperymentów. Doceniam sam pomysł i formę jego realizacji. Kłopot w tym, że autorzy nie przekonali mnie rozwiązaniami fabularnymi jakie zaproponowali. Niektóre pomysły wydawały mi się lekko chybione i nawet ich końcowe uzasadnienie nie było dla mnie satysfakcjonujące. Ja wiem, że to rodzaj fantasy z elementami grozy, które rządzi się swoimi prawami, ale akurat w tym przypadku nie zostałem uwiedziony zaproponowaną fabułą.
Całkowicie odmienną kwestią jest szata wizualna tego komiksu. Tutaj można chylić czoła przed J.-B.Andreae, który po raz kolejny udowadnia, jak pięknie potrafi czarować swoimi rysunkami, a groza w jego wykonaniu to majstersztyk zmuszający do wielokrotnego studiowania jego prac. Dla fanów tego artysty jest to zdecydowanie pozycja obowiązkowa.
"Bractwo kraba" zdecydowanie nie jest komiksem sztampowym. Udało się autorom stworzyć dzieło zaskakujące szczególnie podejściem do walki na nowotworem. Niestety nie obyło się bez paru potknięć. Dla jednych będą one nic nie znaczącymi szczegółami, innych natomiast, podobnie jak mnie będą razić.