Trzeci Tom Broma to kontynuacja kultowej serii o pradawnych demonach żyjących wokół nas.
Bycie wiedźmą, czasami pogromcą potworów, a czasem ich najbliższym przyjacielem nie jest proste i bezproblemowe.
Choć Maria już przywykła do obecności strzyg, kelpie i wilkołaków, życie nie pozostawia próżni i stawia na jej drodze najpotężniejszego potwora – człowieka. Czy Marii uda się znaleźć sojuszników, żeby obalić okrutną tyrankę? Jakie sekrety kryje środowisko wiedźm i czarownic? I czy Brom zdoła pomóc przyjacielowi będącemu w głębokiej depresji?
Brom 3 to dalsze przygody trójki przyjaciół próbujących odnaleźć się w świecie pełnym tajemnic i intryg, z których najmroczniejsze bywają te w naszych własnych sercach
28.05.2026
I
Czerń / Biel
Miękka
165x235 mm
200
59,00 zł
9788398097901

„Brom 3” to kolejna odsłona bestsellerowej serii komiksowej Unki Odyi, która niewątpliwie zyskała już sporą (i zasłużoną) popularność oraz grono wiernych fanów (w tym niżej podpisany). Świat strzyg, upiorów i całego przeglądu innych stworzeń ze słowiańskiego bestiariusza stał się podwaliną dla fascynującej opowieści z pogranicza urban fantasy, horroru… i historii o dojrzewaniu i poszukiwaniu swojego miejsca.
Rzecz jasna, magiczno – horrorowa otoczka pozwala na kreowanie wartkiej, akcyjnej fabuły, opierającej się na piętrzeniu przeciwności przed młodym chłopakiem, odkrywającym, że jego świat nie jest tak zwyczajny, jak dotąd zakładał. Formalnie niniejszy album ma oznaczenie „3”, ale, jeśli uwzględnimy poboczny tytuł dla dorosłych, „Brom XXX”, to już czwarta z kolei okazja do wejścia w ten dziwny, niepokojący, często niebezpieczny, ale zarazem fascynujący świat, w którym słowiańszczyzna miesza się z prozaiczną (z pozoru) codziennością.
To album mocno stonowany, względem poprzednich części. Album, który ma w dużej mierze pozwolić autorce na uporządkowanie wątków, ale też na przygotowanie punktów wyjścia do kontynuowania głównej linii opowieści. I choć mogłoby się wydawać, że takie zwolnienie tempa zaszkodzi przyswajalności i atrakcyjności, to nic takiego się nie dzieje. Bo w sferze osobistej nadal dzieje się dużo, mimo że… niewiele się dzieje. Ten paradoks wynika nie tyle z ograniczenia zwyczajowego tempa żywiołowej dotąd fabuły, ale przesunięcia akcentu na sferę emocjonalną bohaterów. Ta, oczywiście, zawsze była w „Bromie” obecna, stanowiła jego siłę wyrazu, ale równocześnie pełniła rolę jednego z ważniejszych elementów składowych, budowała odpowiednie, w dużej mierze realistyczne (mimo fantastycznych elementów) tło. W tym tomie zaś ten aspekt zdaje się wieść prym, wysuwa się na pierwszy plan, nie tracąc nic z wcześniejszej „słowiańskości”, wrosłej już całkowicie w schemat przedstawionego świata i jego integralną częścią.
To, co nieodzownie udaje się Unce Odyi od początku serii, to kreowanie zupełnie fantastycznego świata z jednoczesnym nie zapominaniem, że bohaterowie komiksu to młodzi ludzie w okresie dojrzewania. I ta sfera ich zróżnicowanych osobowości jest – jak wspomniałem - stałą częścią całej historii, nie dorzucaną szczątkowo, na siłę, ale stanowiącą niezbywalną warstwę fabuły. Znalazła się tutaj również przestrzeń dla inkluzywności, ale znów – brak w tym prostolinijnej łopatologii, inkluzywność jako taka nie stanowi tu wytrychu do większej sprzedaży, ale jest umiejętnym pokazaniem zróżnicowania rzeczywistego świata. I to kolejny wielki plus całej serii. Ten pokaz normalności, zwyczajności w świecie całkiem niezwyczajnym. Takie mrugnięcie okiem do realu i czytelników, że nawet jeśli świat wokół wydaje się zupełnie popieprzony i mało przyjazny, to gdzieś tam znajdzie się dla was (dla nas) miejsce.
Ważnym – choć przyznam, że dość oczywistym – przesłaniem tego tomu okazuje się przeniesienie wskazania „głównego złola” w opowieści na – a jakże! – człowieka, w miejsce spodziewanych potworów różnorakiej proweniencji. Niby nic nowego, niby oczywistość, a i sama wiedźmia tyranka nie jest tak całkiem zwykłym człowiekiem (no w końcu srodze włada magia itd.!), ale jednak to dość typowy dla popkultury wniosek, że największe zło kryje się właśnie w istotach ludzkich, nie zaś w potworach. Znamy to już od „Frankensteina”, ale czy to zmienia słuszność samego wywodu? Zwłaszcza, że Odya umiejętnie implementuje ten wątek w całą historię, z jednoczesną prezentacją całej galerii nietuzinkowych postaci i stworzeń ze słowiańskiego legendarza (jeśli chcecie się dowiedzieć, jak naprawdę wyglądają krasnoludki, to zajrzyjcie!).
Graficznie to nadal klasyczna Odya. Stonowana, dość prosta kreska, dobrze operująca skalą szarości i nie lekceważąca detali tła w poszczególnych kadrach sprawia, że czyta się ten tom z przyjemnym poczuciem powrotu do znajomego już świata. Nie ma tutaj graficznych eksperymentów, jest precyzja, konsekwencja graficzna i zgrabny, rozpoznawalny warsztat, dobrze prezentujący skalę talentu. Czego chcieć więcej? Lubię tę kreskę i tą staranność w kreacji tła w kolejnych kadrach. Dla fanów słowiańszczyzny to z pewnością jedna z najlepszych serii, jakie są aktualnie dostępne na polskim rynku.
„Brom 3” pozostawia niedosyt. Ale tak jest z seryjnie publikowaną historią, która jest po prostu znakomita. Chce się więcej, najlepiej już, teraz, natychmiast, a konieczność oczekiwania na kolejny tom potrafi wywołać swoisty, nerwowy dyskomfort. Zazdroszczę tym, co jeszcze „Broma” nie czytali – wszystko przed nimi. Mnie pozostaje (nie)cierpliwie czekać na kolejną odsłonę, zwłaszcza, że wg zapowiedzi samej autorki, dużo się tam dzieje… Na tę chwilę pozostaje wrócić do wcześniejszych tomów, bo jakoś ten czas pozostały do premiery „czwórki” trzeba czymś wypełnić.
3 oceny Show votes.
3 oceny Show votes.
3 oceny Show votes.