Okładanie nastoletnich herosów to nie wszystko.
Tym razem Billy Rzeźnik, Tyci Hughie, Cycuś Glancuś, Francuzik i Niewiasta muszą się zmierzyć z potężną ekipą, która w rankingu mocy ustępuje miejsca tylko legendarnej Siódemce.
Starcie ze Szturmfrontem, Swaściakiem, Mózgoidem, Żołnierzykiem i Karmazynową Księżniczką odciśnie piętno na naszej wesołej gromadce. Głębsze, niż najcięższy z glanów mógłby odcisnąć na czole najzatwardzialszego naziola.
Leją się hektolitry krwi, latają flaki i odgryzione w afekcie części ciała.
Całe to zamieszanie sprawia, że Hughie nabiera wątpliwości. Żeby je tycio rozwiać, koledzy po fachu postanawiają podzielić się z nim swoimi historiami — począwszy od tragedii w Harlemie, przez krwawy pojedynek w sielskiej francuskiej scenerii, na brudnych interesach w Tokio kończąc. Im więcej sekretów Chłopaków wychodzi na jaw, tym mroczniej. Wyboistą drogę oświetla jedynie błysk w oku Rzeźnika.
20.02.2026
II
Kolor
Twarda
170x260 mm
200
129,00 zł
9788395950223

Czasem nawet najbardziej bezczelna i przekraczająca granice dobrego smaku seria musi na chwilę zwolnić, nie tyle po to, by nie stracić impetu, ale wręcz go skumulować. Zamiast kolejnych prób szokowania za wszelką cenę, twórca w takich wypadkach robi pół kroku w miejscu, zagęszcza atmosferę i wzmacnia konstrukcję opowieści, jakby zalewał ją cementem, który na poziomie emocjonalnego zaangażowania odbiorcy nie pozwoli już niczemu się rozpaść. I niech mnie diabli, jeśli właśnie takiej roli nie pełni półmetek serii Gartha Ennisa i Daricka Robertsona. I cóż tu kryć, niebywale mi się to podoba.
Szósty tom zaczyna się od najmocniejszego uderzenia z możliwych. Korporacja Aero American, świadoma zagrożenia ze strony tytułowych bohaterów po tym, co udało im się odkryć podczas „Herospazmu”, w końcu decyduje się na bezpośredni ruch i wysyła przeciwko nim drugą ze swoich najważniejszych grup, czyli dowodzonym przez Szturmfronta „Odwet”, dając tym samym jasno do zrozumienia, że czas drobnych potyczek już minął. W tym względzie Ennis kapitalizuje tu wszystko, na co pracował wcześniej. Napięcie, relacje między postaciami i powoli narastające poczucie, że prawdziwa walka dopiero się zaczyna wchodzą tu do gry z pełną mocą i zgodnie z tytułem albumu, uruchomienie „instynktu przetrwania” przestaje być dla nich metaforą, a staje się koniecznością.
Motywacje „Odwetu” są przy tym aż boleśnie przyziemne. Obietnica ogromnych pieniędzy i awansu w korporacyjnej hierarchii działa jak zapalnik, który powoduje, że Supki rzucają się do walki bynajmniej nie z ideologii. Tym większą satysfakcję przynosi więcm jak owa konfrontacja się kończy, a wisienką na torcie jest starcie z kreowanym tu na zagrożenie pokroju Ojczyznosława, samym Szturmfrontem (który jakkolwiek nie byłby postacią ciekawą, musi oddać palmę pierwszeństwa genialnej Ayi Cash za jej serialową kreację, dziękuję za uwagę).
Druga część albumu przynosi jednak wyraźną zmianę tonu. Coraz wyraźniej widać narastające zwątpienie Hughiego który zaczyna kwestionować sens całej misji. To zaskakująco stonowany, wręcz refleksyjny wątek, prowadzący do jednego z najmocniejszych momentów tomu, w postaci tragicznego i zaskakująco refleksyjnego backstory Cycusia Glancusia. Jego finałem jest poruszający monolog o istocie tworzenia i bezsensie niszczenia, odniesionego do takich symboli jak zniszczony w komiksie Most Brookliński czy World Trade Center, które nadają tej wypowiedzi niemal uniwersalny wymiar. Garth Ennis wrzuca tu szósty bieg scenopisarskiego kunsztu i jednoznacznie udowadnia, że pod pozorem wulgarności, w „Chłopakach” kryje się coś znacznie bardziej przemyślanego.
Jeśli jednak ktokoIwiek mógłby pomyśleć, że na tak łzawym tonie całość się zakończy, dokładnie wtedy Ennis robi coś, co potrafi tylko on i z pełną premedytacją burzy tę powagę, serwując absurdalną, odjechaną historię Frenchiego. Groteska miesza się tu z dramatem w sposób niemal bezszwowy, a jakby tego było mało, takie odczucia zostają jeszcze podkręcone równie odjechaną historię Niewiasty, która w momentach jej starć z uzbrojonym po zęby oddziałem ochrony ociera się o pastisz „Obcego: Decydujące starcie”, właściwie wprost wyjmując z ust cytaty kosmicznym marines i balansując między hołdem a kpiną.
Choć taka mieszanka brzmi co najmniej wybuchowo, „Instynkt przetrwania” nie jest jednak najbardziej szalonym tomem serii - i trudno nie poczytać mu tego na plus. Zamiast tego jest najbardziej poukładany, skupiony i świadomy swojej roli w większej całości. To tutaj bowiem bohaterowie zyskują fundamenty, które sprawiają, że zaczyna nam na nich zależeć bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Ennis udowadnia zatem, że potrafi nie tylko szokować, ale też budować napięcie i pogłębiać postacie. A kiedy już ten cement zwiąże całą konstrukcję, wiadomo jedno: to, co nadejdzie dalej, uderzy jeszcze mocniej.
1 ocena Show votes.
1 ocena Show votes.
1 ocena Show votes.