Stresujesz się? Masz dość? Jesteś przepracowany? Współczesne życie cię wyczerpuje?
Weź wolne i podaruj sobie niezapomniany urlop w odległych krainach z przeszłości, gdzie czas płynie inaczej! Szeroki wybór kierunków pomyślanych dla całej rodziny, od paleolitu po szalone lata dwudzieste XX wieku. Delektuj się widokiem Siedmiu Cudów Świata, doświadczaj wielkich wydarzeń z historii ludzkości i podziwiaj „wymarłe” gatunki na jednym z naszych specjalnych safari fotograficznych*.
* Fragment ogólnych warunków sprzedaży: Art. 3.8 – Nie ponosimy żadnej odpowiedzialności w razie niepożądanych spotkań z tubylcami, ryzyka związanego z anachronizmami, zarażenia dawnymi chorobami wenerycznymi, zajścia w międzyepokowe ciąże, nieodwracalnego odwrócenia krzywej czasowej…
3.06.2026
I
Kolor
Twarda
194x255 mm
240
109,00 zł
9788368542776

Podróże w czasie to jeden z tych fundamentów science fiction, do których twórcy wracają od dziesięcioleci z uporem godnym lepszej sprawy. Trudno się temu dziwić, bo po prawdzie niewiele motywów równie skutecznie pobudza wyobraźnię, pozwalając jednocześnie zadawać pytania o kwestie wolnej woli czy odpowiedzialności za własne decyzje. Problem polega na tym, że wydaje się, iż wszystko na ten temat zostało już powiedziane. Od klasycznych opowieści o paradoksach czasowych, przez pesymistyczne wizje nieuchronnego fatum, aż po historie pokazujące katastrofalne skutki nawet najdrobniejszej ingerencji w przeszłość. Czy wobec tego można liczyć na to, że w tematyce pojawi się nowa jakość?
No cóż, Grégory Panaccione i Giorgio Albertini udowadniają, że wystarczy… po prostu zmienić perspektywę. Zamiast kolejnego mrocznego ostrzeżenia przed igraniem z czasem proponują bowiem opowieść, która ten sam motyw traktuje z ogromnym poczuciem humoru, lekko rubasznym podejściem i wyraźnym przymrużeniem oka. Tak właśnie rozpoczyna się sześciotomowa seria „Chronosquad”, której pierwszy album, „Miesiąc miodowy w epoce brązu”, pokazuje, że nawet najbardziej wyeksploatowany pomysł można opowiedzieć tak, by znów sprawiał autentyczną frajdę.
Punktem wyjścia jest świat, w którym podróże w czasie stały się kolejną gałęzią przemysłu turystycznego. Zamiast rezerwować hotel nad Morzem Śródziemnym, można wykupić wycieczkę do starożytnego Egiptu albo spędzić wakacje w innych epokach, obserwując historię z bliska. Oczywiście wszystko odbywa się pod ścisłym nadzorem specjalistów, bo najmniejsze odstępstwo od procedur mogłoby skończyć się katastrofą dla całej linii czasowej. Nad bezpieczeństwem czuwa tytułowy Chronosquad, czyli wyspecjalizowana jednostka reagująca na wszelkie naruszenia przepisów. Historię poznajemy z dwóch uzupełniających się perspektyw. Z jednej strony obserwujemy zbuntowaną parę nastolatków, która postanawia uciec ze staroegipskiego kurortu i na własną rękę spróbować szczęścia w przeszłości. Z drugiej śledzimy losy Teloniusa Blocha, świeżo upieczonego członka Chronosquadu, który wraz z dwójką bardziej doświadczonych agentów zostaje wysłany na misję odnalezienia zaginionych turystów. Z pozoru rutynowe śledztwo bardzo szybko zaczyna odsłaniać kolejne tajemnice, sugerując, że podróże w czasie wcale nie są tak szczelnie kontrolowane, jak zapewniają odpowiedzialne za nie korporacje.
To właśnie ten pomysł stanowi największą siłę komiksu. Bazowe założenie jest niezwykle proste, ale sposób jego rozwinięcia okazuje się zaskakująco pomysłowy. Wizja masowej turystyki temporalnej przywołuje skojarzenia z technothrillerami Michaela Crichtona, w których przełomowe technologie prędzej czy później obracają się przeciwko swoim twórcom. Albertini i Panaccione bawią się również motywem ludzi korzystających z rzeczy, których tak naprawdę nie rozumieją, jednak zamiast budować napięcie poprzez katastroficzną atmosferę, wybierają drogę komedii. Nie oznacza to jednak, że ich świat jest pozbawiony konsekwencji. Wręcz przeciwnie, zagrożenia istnieją, tyle że przedstawiono je na ogół z dystansem i satyrycznym zacięciem.
Humor sam w sobie, w dużej mierze opiera się zaś na slapsticku. Ktoś wpada na kogoś, coś przewraca, ktoś inny beknie w najmniej odpowiednim momencie, a bohaterowie regularnie pakują się w coraz bardziej absurdalne sytuacje. W teorii taki zestaw chwytów mógłby szybko zmęczyć, ale Panaccione ma znakomite wyczucie komediowego rytmu. Gagi są krótkie, dobrze rozłożone i przede wszystkim nigdy nie przesłaniają samej historii. Dzięki temu album czyta się błyskawicznie, z nieustannym uśmiechem na twarzy. Lekki ton sprawia też, że łatwo zaakceptować nawet najbardziej szalone pomysły scenariusza, bo twórcy od początku jasno pokazują, że zależy im przede wszystkim na dostarczeniu czytelnikowi świetnej zabawy.
Nie znaczy to jednak, że fabuła pełni jedynie funkcję pretekstu do żartów. Wręcz przeciwnie, intryga okazuje się zaskakująco angażująca. Kolejne zwroty akcji stopniowo odsłaniają kulisy funkcjonowania świata, sugerując istnienie osób wykorzystujących podróże w czasie poza oficjalnym systemem. Pojawiają się elementy korporacyjnego absurdu, biurokracji i instytucji usiłujących kontrolować coś, co z definicji wymyka się pełnej kontroli. Wszystko to buduje bardzo solidny fundament pod dalsze tomy, tym bardziej, że autorzy nie próbują zamknąć wszystkich wątków już na starcie, a zamiast tego konsekwentnie rozszerzają skalę opowieści i pozostawiają czytelnika z poczuciem, że największe tajemnice dopiero czekają na odkrycie.
„Chronosquad. Miesiąc miodowy w epoce brązu” robi więc dokładnie to, czego powinno się oczekiwać od pierwszego tomu dłuższej serii. Wprowadza czytelnika do niezwykle pomysłowego świata, przedstawia grupę sympatycznych bohaterów, zarysowuje mechanizmy rządzące temporalną turystyką i jednocześnie rozpoczyna intrygę, która już teraz zapowiada się na znacznie większą niż zwykłe poszukiwania dwójki zbuntowanych nastolatków. Najważniejsze jest jednak to, że autorzy udowadniają, iż nawet jeden z najbardziej ogranych motywów science fiction może wciąż zaskakiwać, jeśli spojrzy się na niego z odpowiednim dystansem i poczuciem humoru. I nie będę ukrywał, czekam na więcej.
3 oceny Show votes.
3 oceny Show votes.
3 oceny Show votes.
Wakacje all inclusive w starożytnym Egipcie? Bierzesz jeden dzień wolnego, a dzięki podróżom w czasie możesz spędzić trzydzieści dni w luksusowym kurorcie. Fajnie? No pewnie!
Tyle że podróże w czasie to dopiero początek. W tym świecie można przemieszczać się również między różnymi liniami czasowymi, co początkowo wydaje się dość zagmatwane. Na szczęście komiks przedstawia zasady tego świata w przystępny sposób, więc szybko wiadomo, o co chodzi. A zasad jest sporo, bo każda ingerencja w czas może mieć swoje konsekwencje. Ich przestrzegania pilnują agenci Chronosquadu, a główny bohater, świeżo upieczony kadet, dostaje sprawę zbiegłej pary, która wrzuca bohatera w różne zabawne sytuacje.
Komiks kipi humorem i bardzo dobrze wykorzystuje swój nietypowy świat. Nie brakuje pomysłowych rozwiązań i kilku zaskoczeń, ale całość nie próbuje na siłę szokować, czy ogólnie być czymś więcej.
Całość czyta się lekko, płynnie i szybko, głównie dzięki sympatycznym bohaterom i ciekawie wykreowanemu światu. Do tego dochodzą mocno karykaturalne rysunki, które świetnie podkreślają komediowy klimat, ale kiedy trzeba, potrafią też pokazać coś naprawdę dosadnego.
Pomysłowe science fiction z dużą dawką humoru i ciekawym podejściem do podróży w czasie. Nie jest bez wad, ale po ostatniej stronie ma się po prostu ochotę na więcej.
Komiks ten i setki innych zobaczysz na moim Instagramie: Lukkegeek
Kolejna seria się zapowiada od NonStopu. Gdzie te czasy, kiedyśmy się zesikiwali czytając NonStop’owego RIP’A. Uwielbiam.
No i Chronosquad ma szansę zaszaleć podobnie. Oj weszło. Czytałem ciągiem, elegancko, pięknie, ładnie się w głowie ułożyło i zdecydowanie czekam na dalszy ciąg.
Wyobraźcie sobie, że turystyka ewoluowała do zabaw w czasie. Możesz sobie, proszę ja Ciebie, za 12.000 euro kupić miesiąc wczasów w Egipcie. W 2400roku przed Chrystusem. I jest to tutaj na tyle normalne, że nawet powstał specjalny skład do rozwiązywania problemów z turystami.
Tytułowy Chrono, oraz moment kiedy główny bohater, widoczny na okładce do owej ekipy się dostaje. Blond ziomek z przydużym nosem to świetnie napisana postać. Polubiłem skubańca. W tle drugi wątek, pewnej pani, który jest nie mniej ciekawy jak ten główny.
Dobrze napisany scenariusz wciąga, rysunek szkicowy, lekki, zwiewny świetnie się z tego typu opowieścią komponuje. Nieco humoru, nieco powagi, nieco intrygi, nieco akcji, idealnie wyważone, nic niczemu w paradę nie wchodzi.
No dobre to komiksisko, dobre.