Aby zapewnić jak najlepsze wrażenia, korzystamy z technologii, takich jak pliki cookie, do przechowywania i/lub uzyskiwania dostępu do informacji o urządzeniu. Zgoda na te technologie pozwoli nam przetwarzać dane, takie jak zachowanie podczas przeglądania lub unikalne identyfikatory na tej stronie. Brak wyrażenia zgody lub wycofanie zgody może niekorzystnie wpłynąć na niektóre cechy i funkcje.
Przechowywanie lub dostęp do danych technicznych jest ściśle konieczny do uzasadnionego celu umożliwienia korzystania z konkretnej usługi wyraźnie żądanej przez subskrybenta lub użytkownika, lub wyłącznie w celu przeprowadzenia transmisji komunikatu przez sieć łączności elektronicznej.
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest niezbędny do uzasadnionego celu przechowywania preferencji, o które nie prosi subskrybent lub użytkownik.
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do celów statystycznych.
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do anonimowych celów statystycznych. Bez wezwania do sądu, dobrowolnego podporządkowania się dostawcy usług internetowych lub dodatkowych zapisów od strony trzeciej, informacje przechowywane lub pobierane wyłącznie w tym celu zwykle nie mogą być wykorzystywane do identyfikacji użytkownika.
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest wymagany do tworzenia profili użytkowników w celu wysyłania reklam lub śledzenia użytkownika na stronie internetowej lub na kilku stronach internetowych w podobnych celach marketingowych.
Michał Szczebak:
Tak jak wielkim fanem takiego zwyczajnego, przaśnego high fantasy w konwencji tolkienowskiej nie jestem, tak świat stworzony na łamach tej serii kupił mnie bardzo! Z jednej strony, może to dlatego, że Spurrier, poprzez swojego głównego bohatera, podchodzi do niego ze zdrową dawką cynizmu i ironii. Sam jednak nie nazwałbym się cynikiem i mimo wszystko to nie szlachetni rycerze i przedwieczne zło mi wadzi w fantasy spod matrycy Tolkiena, a powielane aż do znudzenia schematy narracyjne i przesiąknięta filmami Jacksona, nudna estetyka. W tej kwestii jednak Spurrier i Bergara również wyszli mi na przeciw, bo od strony fabularnej świat przedstawiony jest w zupełnie innym miejscu niż moglibyśmy się spodziewać - dawne struktury i alianse upadły, magia jest skończonym zasobem, o który trzeba walczyć, mieszkańcy tworzą nowe społeczności, które nijak mają się do dawnych królestw.
W warstwie estetycznej jest jeszcze ciekawiej, gdyż magiczny świat po apokalipsie nie staje się nagle szary i brudny, lecz nabiera groteskowego wymiaru. Dawne podziały w tym nowym świecie przestały mieć znaczenia, a środowisko wraz ze zniknięciem magii również straciło dotychczasową harmonię. W efekcie świat jest eklektyczny, niezwykle barwny i pełen przepychu. Wszystko to oczywiście zasługa kapitalnego Matiasa Bergary i kolorysty Michaela Doiga, którzy ożywili ten świat, w sposób jaki najpewniej żaden inny duet by nie potrafił. Te jaskrawe, niby gryzące się kolory, zaczynają świetnie ze sobą współgrać na przepełnionych drobnymi elementami planszach Bergary, które jednak jakimś cudem wciąż pozostają lekkie w odbiorze i zupełnie nie przytłaczają. Warstwa wizualna zdecydowanie robi w tej serii więcej niż połowę roboty. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że CODA to jeden z najładniej narysowanych komiksów fantasy ever. Nic więc dziwnego, że Spurrier gdy tylko wraca do tego gatunku, wraca również do współpracy z Bergarą i to ze świetnymi efektami, czy to w kapitalnym STEP BY BLOODY STEP (u nas KROK PO KROKU), czy ostatnio w MISCHIEF OF MAGPIES.
No dobra, ale co z fabułą? Ta pozostaje naprawdę bardzo dobra - w końcu to Spurrier, on raczej rzadko nawala (jeśli w ogóle). Nie mogę powiedzieć, żeby historia zrobiła na mnie jakieś ogromne wrażenie, ale jednocześnie ciężko mi znaleźć w niej jakiekolwiek wady. Jedyne co przychodzi mi do głowy, to niejednokrotne walenie nam jak łopatą przez łeb tym, że główny bohater, Hum, jest hipokrytą. Myślę, że obeszlibyśmy się bez werbalnego przypominania nam o tym, tym bardziej, że i tak fabuła tematycznie dotyka kwestii kreowania narracji, zarówno tych wielkich, kształtujących świat, jak i tych małych, personalnych, kształtujących wizerunek człowieka. Spurrier robi świetną robotę problematyzując tą kwestię, czy to na poziomie głównego bohatera i jego cynicznego filozofowania, które nijak ma się do tego co robi, czy to na poziomie całych społeczności, gdzie zarówno przed-apokaliptyczna przeszłość, jak i kreowana pod różnymi banerami przyszłość, jest tylko i wyłącznie opowieścią, którą albo przyjmujemy jako swoją, albo nie. Podobał mi się też wątek Serki, partnerki głównego bohatera i orczycy zmagającej się z własną agresywną naturą. Choć być może brakuje jej trochę większej głębi, żebym czuł się jej wątkiem w pełni usatysfakcjonowany, to z pewnością motyw wytyczania swej własnej moralnej ścieżki, a zarazem chęci zadośćuczynienia za wyrządzone zło oraz zemsty na swoich dawnych mrocznych panach, z pewnością jest ciekawy i świeży.
Jak zwykle u Spurriera wrażenie robi jego zdolność do płynnego przeplatania wielu wątków i tematów w dość skondensowanej formie. Tu co prawda wątek przewodni jest jeden, ale w jego ramach pojawia się naprawdę wiele odnóg, nad którą scenarzysta panuje bezbłędnie, świetnie kontrolując tempo i dawkując zwroty akcji. Pod tym względem widać, że przy CODZIE Spurrier trochę ostudził ambicje i postawił na trochę lżejszą formę. Może właśnie dlatego seria ta nie siekła mnie tak jak inne komiksy tego scenarzysty. Wciąż jednak to jest kawał świetnego, nieoczywistego komiksu gatunkowego, dokładnie takiego jakiego bym się po Spurrierze spodziewał. Bawiący się konwencją, zaskakujący, tematycznie nieoczywisty, fantastycznie rozpisany. Jeśli jakimś cudem ominęła was CODA, a lubicie konwencję fantasy, to koniecznie po tą serię sięgnijcie.