„Le Combat ordinaire” wraca! Kiedyś nie istniejące już Wydawnictwo Komiksowe wydało ten wspaniały, obyczajowy komiks pod tytułem „Codzienna walka”. Po latach Mandioca wyda go w nowym tłumaczeniu i nowej oprawie.
To od tej opowieści zaczęła się kariera Manu Larceneta w Polsce. Dla tych, którzy znają „Blast” i „Terapię grupową” ten komiks będzie wspaniałym odkryciem a zarazem zapowiedzią kolejnego dzieła szykowanego na 2025 „Le retour a la terre”.
Mając je wszystkie w ręku będziecie mogli przekonać się jak Autor wplata wątki autobigraficzne w swoje opowieści, jak rozwija się i dojrzewa jego styl narracji.
„Le Combat ordinaire” uchodzi za najważniejsze obok „Blasta” i „Raportu Brodecka” dzieło Larceneta.
Tym razem nie jest brutalnie, morderczo ale emocje, na których potrafi Francuz grać jak mało kto, znów są poruszone, rozedrgane i nie pozwalają czytelnikowi na neutralność.
Stocznia, czas zmian, czas kiedy stare musi ustąpić nowoczesnemu…niby znane a jednak chwyta za serce czytelników w całej Europie bo nowe wydanie „Le Combat ordinaire” wróciło w wielkim stylu.
7.04.2026
II
Kolor
Twarda
240x320 mm
248
159,00 zł
9788368423020
| Rok | Nagroda | Kategoria | Wynik |
|---|---|---|---|
| 2016 | Nagrody Orient Men | Najlepszy komiks zagraniczny | 🏆 Wygrana |

To najbardziej wyczekany komiks, nie tyle przez polskich fanów Manu Larceneta, co przez klientów Wydawnictwa Mandioca. Po wielu perturbacjach i solidnym opóźnieniu, komiks w końcu ujrzał światło dzienne… i zdecydowanie warto było czekać.
Larcenet to zdecydowanie mistrz grania emocjami. Emocjami, które implementuje w często prostych, mocno przesyconych nostalgią historiach. I mało kto potrafi w tak cudowny, bezpośredni, a jednocześnie kamuflowany w prozaiczności sposób opowiadać o ludzkim zagubieniu i nieradzeniu sobie z życiem oraz codziennymi przeciwnościami.
Główny bohater „Codziennej walki”, Marc, jest fotografem. Cierpi nie tylko na wypalenie zawodowe, będące wynikiem przebodźcowania dramatycznymi scenami z afrykańskich konfliktów, jakie dokumentował fotograficznie, ale również mierzy się z przewlekłą nerwicą. Uciekając od dotychczasowego życia, zaszywa się w odosobnionym domu na wsi… gdzie przypadkiem poznaje racjonalną i ułożoną weterynarkę, Emilie. Ich relacja szybko przeradza się w związek i miłość, mimo wyzwań, z jakimi muszą się borykać, a z których wiele wynika właśnie z emocjonalnych problemów Marca. W tle rysuje się jeszcze złożony obraz rodziny Marca, z wybijającym się mocno, zapadającym na Alzheimera ojcem i nieco niepoważnym bratem, który jednak potrafi - dość oględnie mówiąc – ułożyć sobie życie.
„Codzienna walka” to komiks na wskroś obyczajowy, który w przepiękny sposób ukazuje złożoność życia, ludzkiej codzienności i to, że najlepsze czasem (a może – zazwyczaj) rodzi się w mierzeniu się z problemami. W tytułowej „codziennej walce” właśnie. Larcenet kreuje opowieść w oparciu o oczywistą zasadę, że nikt nie jest idealny, że ludzie mają wady, problemy, czasem nie radzą sobie sami ze sobą i z tym, co życie zrzuca im na barki. W interesujący, bardzo empatyczny sposób opisuje – i uczy – że pogoń za „życiem idealnym” to błąd, bo owo „idealne” jest bardzo subiektywne, a my przede wszystkim musimy się nauczyć dostrzegać, co już mamy, co nam ofiarował los, co sami w pocie czoła zdobyliśmy. I jak wiele jest warte, o czym lubimy na co dzień zapominać.
To komiks o rozpaczy. O uciekaniu. O troskach, które przytłaczają i z którymi czasem trudno się nam mierzyć i im podołać. Ale to jednocześnie komiks o nadziei. O małych radościach. O szczęściu budowanym nie na wielkich rzeczach, ale na drobiazgach, na okruchach, które czasem zapominamy zauważać. To bardzo budująca historia, która przypomina że nawet tacy niedopasowani dziwacy (jak niżej podpisany), mają szansę znaleźć swoje miejsce. Zdobyć szczęście, które zawdzięczamy najbliższym, osobom, jakimi się otaczamy. Żaden człowiek nie jest tak do końca samotną wyspą. I ważne, by to zrozumieć. Każdy jest czyimś synem, córką, rodzicem, przyjacielem, współpracownikiem, sąsiadem. A każdy z tych, którzy nas otaczają, mają swoje radości, troski, wyzwania. Czasem podejmują decyzje, jakich nie rozumiemy, z jakimi się nie zgadzamy. Ludzie wokół nas, spotykani na codziennej drodze, czasem dźwigają brzemię własnej przeszłości, innym razem zbyt przytłacza ich niepewność względem przyszłości. My mamy swoją codzienną walkę, oni swoją. Czasem to wszystko się przenika, miesza, zazębia, bo żyjemy w korelacji z innymi, tymi, których sami wybraliśmy i tymi, których życie wybrało za nas i wrzuciło nas w ich orbitę. Albo ich w naszą.
To opowieści o tym, że świat wokół nas przemija, ulega entropii i zmienia się nieustannie, choć niekoniecznie na lepsze, przynajmniej wedle naszego postrzegania.
Graficznie, to cudowna, ciepła opowieść, mieszająca style i nie stroniąca od mroku w poszczególnych kadrach czy całych planszach – jeśli tylko fabuła tego wymaga. Larcenet jest mistrzem pisania o ludziach takich, jakimi są naprawdę, a niekoniecznie chcą to dostrzec. Odziera nas z masek, które przybieramy, za którymi się ukrywamy – nie tylko przed innymi, ale i samymi sobą. A czasem jedynym ratunkiem, jedyną szansą, by ową codzienną walkę wygrać, jest właśnie otwarcie się na innych. Ten komiks uczy, że po prostu warto spróbować, nie obiecując z góry powodzenia, ale oferując po prostu nadzieję. Przydaje się.
1 ocena Show votes.
1 ocena Show votes.
1 ocena Show votes.