Komiks, którego akcja toczy się w świecie bestsellerowej gry komputerowej „Cyberpunk 2077”.
Fortuna, miłość, szczęście – wszystko jest możliwe dzięki technologii DMS. Od braindansów nie sposób się oderwać. Arturo, zajmujący się ich naprawami po ciągłych awariach prądu w Night City, ma pewien plan. Potrzebuje tylko zaufanego cyberpunka, najlepszej kierowczyni w okolicy, sojusznika w skorumpowanej policji i… blackoutu. Każdy wybór niesie ze sobą konsekwencje, ale tym razem decyzja należy wyłącznie do Artura…
Autorem scenariusza jest Bartosz Sztybor („Wiedźmin”, wyróżniony nagrodą Hugo komiks „Cyberpunk 2077: Sny wielkiego miasta”), a rysunki stworzył Roberto Ricci.
Album zawiera zeszyty #1–4 miniserii „Cyberpunk 2077: Blackout”.
24.04.2024
I
Kolor
Miękka ze skrzydełkami
167x255 mm
104
39.99 zł
9788328166783
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

On to znowu zrobił! Pan Sztybor po raz kolejny potwierdził, że jest czołowym mainstreamowym scenarzystą polskiej sceny komiksowej. Widać, że bardzo dobrze odnajduje się w cyberpunkowym uniwersum i ma w nim mnóstwo ciekawego do powiedzenia. Po cichu liczę na to, że będzie jeszcze okazja przeczytać kolejne historie z Night City, które wyjdą spod ręki tego twórcy.
Podobnie, jak we wcześniejszych tytułach serii, mamy do czynienia z opowieścią bardzo mocno zakorzenioną w strukturach świata ściśle powiązanego z tym, co zaprezentowano w grze komputerowej. Głównym bohaterem jest Arturo, facet zajmujący się na co dzień naprawą sprzętu do odtwarzania braindansów. Arturo funkcjonuje, a raczej egzystuje z ciągłym poczuciem życiowej porażki. Coś nie daje mu spokoju, co chwilę wysyła znaki, które w końcu uświadamiają bohaterowi, gdzie tkwi jego problem. Arturo zaczyna więc działać, wspomagany w tym przez grupę podobnych mu przegrywów. Nie mają zbyt wiele do stracenia, a zyskać mogą chyba dużo, choć może nie do końca. Ale przecież żyje się tylko raz.
Najlepszy w tej historii jest brak oczywistości. Tutaj wiele wydaje się być czymś innym, niż jest w rzeczywistości. Od zdarzeń po bohaterów, niejednoznaczność jest kluczowym elementem tej opowieści. Dzięki temu pędzimy, strona po stronie, żeby zobaczyć jak to wszystko się skończy. A kończy się, jak to bywa u Sztybora, w niezmiernie ciekawy i przewrotny sposób.
Odnośnie szaty graficznej „Blackoutu” na usta ciśnie mi się słowo „pulsująca”. I choć nie brzmi to najlepiej, to do tej historii pasuje jak ulał. Jest kolorowo i szczegółowo, ale wszystko jest delikatnie przyćmione mrokiem Night City i oddaje w 100% nastrój cyberpunkowej dekadencji. Po raz kolejny komiksowa symbioza czaruje.
Podobnie jak przy wcześniejszych częściach, jestem gorącym orędownikiem Cyberpunku 2077. Seria trzyma równy i bardzo dobry poziom, a każdy kolejny album utwierdza mnie w przekonaniu, że właśnie tak powinna wyglądać cyberpunkowa wizja w formie komiksowej. Dla tych, którzy jeszcze nie zaczęli tej przygody, to czas najwyższy. Żeby nie było potem za późno.