Za barierą czeka ich piekło.
Pełen cierpienia postapokaliptyczny świat. Planeta Kepler-4528 budzi szczególne zainteresowanie armii oraz władz. Wszystkie próby przekroczenia oplatającego ją „muru” kończyły się dotkliwą porażką. Co takiego kryje się za czarną barierą, zza której nie powrócił nigdy żaden żołnierz? Czym jest bezdenne źródło energii, które pochłania ich wszystkich? Czy skazańcy z więzienia Kadingirry zdołają dokonać tego, co niemożliwe? Gubernator jest głęboko przekonany, że to właśnie oni – więźniowie niemający już niczego do stracenia – mogą otworzyć wrota prowadzące na tajemniczą planetę. Sześciu buntowników, zwerbowanych spośród najgorszych zabójców, nie wie jeszcze, co ich czeka, ale i tak nie ma zamiaru się wycofać! Po dotarciu na Keplera staną twarzą w twarz z absolutnym złem…
Philippe Pelaez (Dziewięć, Nikt) i Benjamin Blasco-Martinez (Catamount, Wilusa) przedstawiają niepokojącą i ezoteryczną opowieść science fiction. W Czarnym horyzoncie autorzy subtelnie łączą odniesienia biblijne i naukowe, tworząc alegorię tyranii o uniwersalnym przekazie.
Dla fanów: Siberia 56, Eternum, Dziewięć, Nikt, Exillium, Prometeusz (Bec), Głębia, Thellus, a także miłośników filmu Pitch Black oraz uniwersum Warhammera 40,000.
29.06.2026
I
Kolor
Twarda
240x320 mm
172
130,00 zł
9788368346749
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Czarny Horyzont to imponujący, wręcz epicki projekt, który momentami niestety rozpada się w szwach. Ale jeśli jesteście w stanie wybaczyć kilka wpadek i nieco chaotyczną narrację, to znajdziecie tu naprawdę sporo dobrego.
Początek zapowiada dość klasyczne science fiction. Ekipa żołnierzy wyrusza na planetę Kepler-452B, aby zbadać tytułowy Czarny Horyzont: gigantyczną barierę z tajemniczej mazi nieznanego pochodzenia. Jak łatwo się domyślić, ludzka ciekawość prowadzi do katastrofy. To, co kryje się za zasłoną, nie wypuszcza już nikogo żywego. Gubernator Kadingirry nie zamierza jednak odpuścić i wysyła na Keplera grupę więźniów, którzy nie mają nic do stracenia. Wśród nich znajduje się także jego własna córka.
I to dopiero punkt wyjścia, bo później robi się naprawdę grubo. Pazerność władzy, korupcja, walka o wolność, wybraniec z legend, exodus całej planety, polowania na potwory… Czego tu właściwie nie ma? Ilość wątków jest ogromna i momentami potrafi przytłoczyć. Do tego narracja bywa prowadzona dość topornie, przez co nie wszystko wybrzmiewa tak, jak powinno.
A jednak… nie mogłem się od tego komiksu oderwać. Zwłaszcza po pierwszej połowie, kiedy kolejne elementy układanki zaczynają wskakiwać na swoje miejsce i historia nabiera rozpędu. Ale też uczciwie przyznam, że jestem fanem takich klimatów, więc potrafię wybaczyć naprawdę sporo.
Jako wieloletni gracz najłatwiej opisałbym Czarny Horyzont jako skrzyżowanie Final Fantasy VII, Mass Effecta i Killzone, z ilustracjami przypominającymi stylistykę serii Metal Gear Solid. Brzmi jak szalona mieszanka? I właśnie taka jest.
Za stronę wizualną należą się ogromne brawa. Pieczołowicie namalowane plansze robią świetne wrażenie i doskonale budują klimat. Widać też wyraźne inspiracje mangą, postacie mają nieco japoński sznyt, ale akurat dla mnie to zdecydowany plus. Wizualnie jest to absolutna czołówka. Zresztą sami zobaczcie na zdjęciach.
Choć początkowo miałem wobec tego komiksu mieszane uczucia, ostatecznie kupił mnie swoją skalą, rozmachem i odwagą w mieszaniu różnych motywów. Takie projekty nie trafiają się często, dlatego mimo wad jestem zdecydowanie na tak.
Komiks ten i setki innych zobaczysz na moim Instagramie: Lukkegeek