Aby zapewnić jak najlepsze wrażenia, korzystamy z technologii, takich jak pliki cookie, do przechowywania i/lub uzyskiwania dostępu do informacji o urządzeniu. Zgoda na te technologie pozwoli nam przetwarzać dane, takie jak zachowanie podczas przeglądania lub unikalne identyfikatory na tej stronie. Brak wyrażenia zgody lub wycofanie zgody może niekorzystnie wpłynąć na niektóre cechy i funkcje.
Przechowywanie lub dostęp do danych technicznych jest ściśle konieczny do uzasadnionego celu umożliwienia korzystania z konkretnej usługi wyraźnie żądanej przez subskrybenta lub użytkownika, lub wyłącznie w celu przeprowadzenia transmisji komunikatu przez sieć łączności elektronicznej.
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest niezbędny do uzasadnionego celu przechowywania preferencji, o które nie prosi subskrybent lub użytkownik.
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do celów statystycznych.
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do anonimowych celów statystycznych. Bez wezwania do sądu, dobrowolnego podporządkowania się dostawcy usług internetowych lub dodatkowych zapisów od strony trzeciej, informacje przechowywane lub pobierane wyłącznie w tym celu zwykle nie mogą być wykorzystywane do identyfikacji użytkownika.
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest wymagany do tworzenia profili użytkowników w celu wysyłania reklam lub śledzenia użytkownika na stronie internetowej lub na kilku stronach internetowych w podobnych celach marketingowych.
Jestem z pokolenia, dla którego „Diuna” była, jest i będzie znaczącym dziełem literackim. Z czasem stała się też ważnym elementem popkultury. Mamy przecież filmy, seriale, gry i oczywiście komiksy. I choć kolejne próby wejścia do uniwersum F.Herberta były różnie odbierane przez fanów, to jednak za każdym razem wzbudzały duże zainteresowanie.
Omawiany komiks stanowi pierwszą z trzech części adaptacji książki pod tym samym tytułem. Za adaptację odpowiadają twórcy, którzy stworzyli książkę, czyli B.Herbert i K.J.Anderson. Książki wcześniej nie czytałem, wobec czego do komiksu podchodziłem z zainteresowaniem, ale też i z obawami, czy moje własne oczekiwania nie staną się zbyt dużym obciążeniem.
„Ród Atrydów” to nic innego jak prequel „Diuny” opowiadający o czasach młodości kluczowych dla tej epopei postaci. Poznajemy m.in. losy młodego księcia Leto Atrydy i jego wyprawę na planetę Ix. Obserwujemy knowania młodego księcia Szaddama, mające na celu zawłaszczenie imperialnego tronu. Mnóstwo jest w tej opowieści smaczków, które dla fanów Diuny stanowić będą szczególną zachętę do lektury. Czyż nie brzmi interesująco możliwość poznania młodzieńczej historii Duncana Idaho i jej powiązanie z Rabbanem, bratankiem barona Harkonnena? A czy nie jesteście ciekawi, jak zakon Bene Gesserit nadzorował projekt, który miał sprowadzić na świat Kwisatz Haderach? Pytań i wątków pojawia się sporo, ale na razie nie czas na odpowiedzi. W końcu jeszcze dwa tomy przede mną.
Niestety szata graficzna mnie nie zachwyciła. Miałem inne oczekiwania. Jest zbyt kolorowo, chwilami wręcz zbyt cukierkowo. Wiadomo, to kwestia gustu, ale tak już mam, że każda kolejna filmowa adaptacja „Diuny” utrwala we mnie przekonanie o konieczności epatowania w tym uniwersum mrokiem, którego tutaj zdecydowanie zabrakło.
Na razie „Ród Atrydów” jest tylko przyzwoity, ale wiem też, że dopiero po trzecim tomie z pełnym przekonaniem będę mógł wydać mój własny osąd. Wiecie jak to jest na początku: wątki muszą się zawiązać, główne postacie muszą zaistnieć w odpowiednim kontekście, a całej historii trzeba po prostu dać czas.