Aby zapewnić jak najlepsze wrażenia, korzystamy z technologii, takich jak pliki cookie, do przechowywania i/lub uzyskiwania dostępu do informacji o urządzeniu. Zgoda na te technologie pozwoli nam przetwarzać dane, takie jak zachowanie podczas przeglądania lub unikalne identyfikatory na tej stronie. Brak wyrażenia zgody lub wycofanie zgody może niekorzystnie wpłynąć na niektóre cechy i funkcje.
Przechowywanie lub dostęp do danych technicznych jest ściśle konieczny do uzasadnionego celu umożliwienia korzystania z konkretnej usługi wyraźnie żądanej przez subskrybenta lub użytkownika, lub wyłącznie w celu przeprowadzenia transmisji komunikatu przez sieć łączności elektronicznej.
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest niezbędny do uzasadnionego celu przechowywania preferencji, o które nie prosi subskrybent lub użytkownik.
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do celów statystycznych.
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do anonimowych celów statystycznych. Bez wezwania do sądu, dobrowolnego podporządkowania się dostawcy usług internetowych lub dodatkowych zapisów od strony trzeciej, informacje przechowywane lub pobierane wyłącznie w tym celu zwykle nie mogą być wykorzystywane do identyfikacji użytkownika.
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest wymagany do tworzenia profili użytkowników w celu wysyłania reklam lub śledzenia użytkownika na stronie internetowej lub na kilku stronach internetowych w podobnych celach marketingowych.
Drugi z trzech tomów adaptacji „Rodu Atrydów”, tak jak się tego spodziewałem, okazał się komiksem ciekawszym i bardziej spójnym, niż pierwszy album. Nie ma w tym w gruncie rzeczy nic dziwnego. Z reguły początkowe tomy to taka umowna rozbiegówka, podczas której mamy poznać głównych bohaterów i obserwować zawiązanie poszczególnych wątków. A teraz mamy tom stanowiący środek opowieści i jak przystało na ten etap, akcja rozwija się w kierunkach zasygnalizowanych wcześniej.
Dla mnie zdecydowanie najciekawszy jest wątek związany z Gaius Helen Mohiam – siostrą zakonu Bene Gesserit. Obserwujemy jej starania mające na celu spełnienie wymagań odnośnie „programu hodowlanego” prowadzonego od lat przez jej zakon. Właśnie tutaj było mi najbliżej do „mojej” Diuny.
Niestety pozostałe wątki nadal mnie nie porywają. Narracja bywa bardzo pospieszna i ciągle odnoszę wrażenie stosowania przez autorów nadmiernych skrótów. Zresztą nie ma się co dziwić. Adaptowana książka to niczego sobie cegiełka, ponad 700 stron tekstu. Mając na uwadze, że podjęto próbę zmieszczenia tej treści w 12 zeszytach, czymś normalnym jest towarzyszące czytelnikowi wrażenie zbyt dużej kompresji materiału źródłowego.
Oprawa graficzna utrzymana jest w podobnej tonacji, jak miało to miejsce w tomie 1. Czyli znowu marudzę, bo nie do końca pasuje mi taka wizualna forma uniwersum Diuny. Ale jak zawsze bierzcie poprawkę, że jestem klientem wybrednym i czasami ciężko mnie zadowolić. Jest jednak w tym albumie coś, co mnie naprawdę powaliło. Okładki poszczególnych zeszytów autorstwa Mike`a Del Mundo to kwintesencja genialnej aury, jaką chciałbym poczuć w sferze graficznej tych komiksów. Niestety, pozostaje mi się cieszyć tylko okładkami.
Czekam na zakończenie tej historii, bo mimo wszystko jestem zaintrygowany kierunkiem rozwoju niektórych wątków. Pewnie, że nie wszystko działa tu dobrze, czasami trzeba jakoś przeżyć zgrzytanie zębów, ale czego nie robi oddany fan. Myślę jednak, że dla osób, które przeczytały książkowy oryginał, adaptacja ta stanie się zbędnym krokiem, nie wnoszącym nic, co miałoby zapaść w pamięć czytelnika.