Zakończenie oficjalnego prequela przełomowej „Diuny”.
Historia młodego Leto Atrydy dobiega końca. Finalny tom opowieści idealnie balansującej między przystępnością obliczoną na nowego czytelnika i smaczkami dla najbardziej zagorzałych fanów cyklu.
Bestsellerowa powieść „Diuna. Ród Atrydów” doczekała się w końcu wersji komiksowej. Adaptacją i scenariuszem zajęli się Brian Herbert i Kevin J. Anderson, autorzy powieści opartej na notatkach twócy Diuny Franka Herberta. Tekst zilustrował Dev Pramanik („Paradiso”).
Seria
Linia wydawnicza
Kategoria
Pochodzenie
Wydawca Polski
Wydawca Oryginalny
Data Wydania
07.2022
Wydanie
I
Druk
Kolor
Oprawa
Twarda
Format
170x260 mm
Liczba Stron
112
Cena Okładkowa
59,00 zł
EAN
9788382302820
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Trzeci, finalny tom, jest zdecydowanie najmocniejszym punktem serii, ale powiela niestety problemy, które rzucały się w oczy wcześniej. Mimo to jestem przekonany, że znajdzie on swoich zwolenników, szczególnie wśród fanów komiksowej wersji Diuny. Sam nie mogę uznać czasu poświęconego na lekturę za stracony, ale oczekiwałem jednak czegoś więcej. Cóż, to kolejny raz, gdy oczekiwania nie idą w parze z rzeczywistością.
Najmocniejszym elementem albumu jest ukazanie układów politycznych, tych zawiłych sieci powiązań pomiędzy rodami i frakcjami, które utrzymują Imperium we względnym ładzie. Widać, jak ten pokój jest kruchy, jak niewiele potrzeba, aby zapanował chaos. Ci co znają realia tego uniwersum, dobrze wiedzą, które rody dążą do względnego pokoju, a które z samego założenia knują i robią wszystko co możliwe, aby tylko osłabić konkurentów. W tych paru słowach można w gruncie rzeczy zawrzeć kwintesencję „Rodu Atrydów”, którego głównym zadaniem jest podprowadzenie czytelnika do wiekopomnego dzieła jakim jest „Diuna”. Pytanie tylko, czy to podprowadzenie jest konieczne? Ja mam co do tego wątpliwości, ale wynikają one z lektury adaptacji komiksowej, której największą bolączką są odczuwalne skróty fabularne. Niestety wrażenie, które towarzyszyło mi od pierwszego albumu, ani na chwilę mnie nie opuściło. Czułem też rozczarowanie faktem, że kilka wątków, które dość mocno były rozwijane w dwóch poprzednich albumach, tutaj zostało potraktowanych po macoszemu.
Wydaje się, że ta skrótowość przyczyniła się również do tego, że nie było czasu na zbudowanie wiarygodnych postaci. Ja wiem, że większość z nich czytelnik obeznany w uniwersum dobrze zna, ale mimo wszystko postacie są tu płytkie i jednowymiarowe. Naprawdę, nie ma tu z kim się identyfikować, co wpływa na to, że obserwujemy wydarzenia z obojętnością, o którą na pewno nie chodziło twórcom.
Bardzo żałuję, że w moich oczach „Ród Atrydów” wypadł tak przeciętnie. Liczyłem zdecydowanie na porywającą historię, a otrzymałem beznamiętną opowieść, nie wyzwalającą, niestety, jakichkolwiek emocji.