Aby zapewnić jak najlepsze wrażenia, korzystamy z technologii, takich jak pliki cookie, do przechowywania i/lub uzyskiwania dostępu do informacji o urządzeniu. Zgoda na te technologie pozwoli nam przetwarzać dane, takie jak zachowanie podczas przeglądania lub unikalne identyfikatory na tej stronie. Brak wyrażenia zgody lub wycofanie zgody może niekorzystnie wpłynąć na niektóre cechy i funkcje.
Przechowywanie lub dostęp do danych technicznych jest ściśle konieczny do uzasadnionego celu umożliwienia korzystania z konkretnej usługi wyraźnie żądanej przez subskrybenta lub użytkownika, lub wyłącznie w celu przeprowadzenia transmisji komunikatu przez sieć łączności elektronicznej.
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest niezbędny do uzasadnionego celu przechowywania preferencji, o które nie prosi subskrybent lub użytkownik.
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do celów statystycznych.
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do anonimowych celów statystycznych. Bez wezwania do sądu, dobrowolnego podporządkowania się dostawcy usług internetowych lub dodatkowych zapisów od strony trzeciej, informacje przechowywane lub pobierane wyłącznie w tym celu zwykle nie mogą być wykorzystywane do identyfikacji użytkownika.
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest wymagany do tworzenia profili użytkowników w celu wysyłania reklam lub śledzenia użytkownika na stronie internetowej lub na kilku stronach internetowych w podobnych celach marketingowych.
Gurney Halleck, zbrojmistrz rodu Atrydów. Każdy, kto miał do czynienia z „Diuną” dobrze zna tę postać. Szorstki, ale do bólu profesjonalny: mistrz, mentor, wojownik. Po prostu pomnikowa postać. Niestety komiks koncentrujący się na tej postaci nie ma zbyt dużo wspólnego z jej majestatycznością.
„Wody Kanly” to nowy fragment historii konfliktu ukazanego w książkowym pierwowzorze. Tym razem autorzy pozwalają sobie popuścić wodze fantazji i pokazują, co działo się z Halleckiem po bitwie o Arrakis. Mówiąc krótko: Gurneya ogarnęła przemożna chęć zemsty na rodzie Harkonnenów. Ta potrzeba wymierzenia kary śmiertelnemu wrogowi całkowicie pochłania głównego bohatera i pcha go do przodu, bez względu na konsekwencje podejmowanych czynów i poniesionych kosztów. Przynajmniej na pierwszy rzut oka pomysł na scenariusz wygląda na całkiem ciekawy. Co z tego, skoro fabuła jest na tyle mało angażująca, że czytałem ten komiks z totalną obojętnością, bez względu na to, jak krwawe wydarzenia prezentowali autorzy. Sama otoczka fabularna, koncept głównego wątku, wszystko to w połączeniu z brakiem wyrazistych bohaterów nie tworzy porywającej całości. Miałem wrażenie, że Halleck ociera się w swoich czynach o szaleństwo, które nijak nie pasuje, przynajmniej dla mnie, do tej postaci.
Strona graficzna też nie jest elementem, który wpływałby na lepszy odbiór całości. Ot, po prostu zwykła historia z pogranicza s-f, narysowana w standardowej fantastycznej stylistyce, której brakuje wyrazu definiującego dzieło Franka Herberta.
Mam wrażenie, że temat „Diuny” i jej głównych bohaterów jest eksploatowany ostatnio ponad miarę. Stworzenie historii ze znanymi postaciami w przewidywalnych uwarunkowaniach to jedno, ale napisanie wiarygodnej opowieści, która przekona i porwie czytelnika, to już zupełnie coś innego. Niestety, ja odbiłem się od komiksowej Diuny, a kolejne tytuły nie przekonały mnie do zaproponowanej wizji. Ale jeśli wcześniejsze albumy odpowiadały Wam, to podejrzewam, że i w „Wodach Kanly” znajdziecie elementy, które zapewnią dla Was dobrą rozrywkę.