Wizualnie oszałamiająca epopeja o wojnie, miłości i śmierci.
U zarania świata spotykają się wielkie siły i powołują życie na planecie. Gdy jednak pierwszy człowiek zaczyna swoje istnienie od walki i podporządkowania sobie innych stworzeń, bogowie postanawiają poczekać. Czy coś powściągnie destrukcyjne instynkty ludzi i nauczy ich harmonii oraz języka pokoju?
„Drom” – jednocześnie porywający i rozdzierający serce – jest współczesną wariacją na temat mitu stworzenia. W tej spektakularnej opowieści Jesse Lonergan przesuwa granice komiksowej narracji.
Kategoria
Pochodzenie
Wydawca Polski
Wydawca Oryginalny
Data Wydania
13.04.2026
Wydanie
I
Druk
Kolor
Oprawa
Twarda
Format
195x254 mm
Liczba Stron
320
Cena Okładkowa
149,90 zł
EAN
9788368331646
| Rok | Nagroda | Kategoria | Wynik |
|---|---|---|---|
| 2026 | Nagrody Eisnera | Najlepszy scenarzysta/artysta | Nominacja |
| 2026 | Nagrody Eisnera | Najlepszy album graficzny | Nominacja |
Opinie redakcji

Komiks jest dziś medium tak pojemnym, że próby zamykania go w sztywnych definicjach od dawna nie mają większego sensu. Obok klasycznych opowieści prowadzonych linearną narracją w typie frankofonów, z wyraźnie rozpisanymi dialogami i realistycznym rysunkiem, funkcjonują przecież dzieła, które traktują planszę bardziej jak przestrzeń eksperymentu niż tradycyjny nośnik fabuły. Jedne komiksy chcą przede wszystkim opowiadać historie, inne badają możliwości samego medium i wydany przez Kulturę Gniewu „Drom” Jessego Lonergana należy właśnie do tej drugiej kategorii.
Punktem wyjścia dla historii zaproponowanej przez Amerykanina są demiurgowie tworzący świat i zaludniający go kolejnymi istotami. Szybko okazuje się jednak, że człowiek, nawet w rzeczywistości projektowanej przez boskie byty, pozostaje stworzeniem pełnym destrukcyjnych instynktów. Twórcy próbują jednak temu przeciwdziałać. Szukają metod kontroli, próbują wpłynąć na rozwój cywilizacji, a nawet stworzyć odpowiednie warunki i czas, dzięki którym ludzkość mogłaby dojrzeć do pokojowego współistnienia. Jak to jednak zwykle bywa w opowieściach inspirowanych mitami stworzenia, ambicje stwórców szybko zderzają się z naturą samych ludzi. Lonergan buduje więc historię, która pod płaszczem fantastycznej epopei okazuje się opowieścią o mrokach ludzkiej natury.
Idąc dalej „Drom” mówi zatem o żądzy władzy, zazdrości i obsesyjnej potrzebie posiadania tego, co należy do innych, a także niemożności znalezienia dialogu tam, gdzie łatwiej sięgnąć po brutalną siłę. Konflikty eskalują, a kolejne pokolenia zdają się powtarzać te same błędy, jakby przemoc była czymś wpisanym w sam fundament świata. Lonergan nie moralizuje jednak w prosty sposób i nie tworzy przypowieści, w której człowiek jest wyłącznie źródłem zła, a w swej historii pozostawia też miejsce na miłość, stratę i gotowość do poświęcenia się dla innych. Dzięki temu „Drom” nie jest jedynie mroczną opowieścią o nieuchronności przemocy, ale staje się czymś nawet bardziej gorzkim, bo refleksją nad tym, że dobro istnieje, lecz bardzo często przegrywa z instynktami, których nie potrafimy okiełznać.
Obok samej historii, tym w czym tkwi największy ładunek emocjonalny albumu jest sposób, w jaki Lonergan rozpisuje wydarzenia na przestrzeni czasu. „Drom” ma rozmach epopei obejmującej całe ery i rozwój cywilizacji, a jednocześnie autor niemal nigdy nie zaznacza upływu czasu wprost, ze szczegółowymi datami czy klasycznymi przeskokami narracyjnymi. Mimo to czujemy ciężar kolejnych lat i ewolucję świata. To niezwykle trudna sztuka, osiągnięta przede wszystkim dzięki rytmowi narracji wizualnej.
I cóż tu kryć, to właśnie warstwa graficzna czyni z „Dromu” dzieło tak wyjątkowe. Album jest fenomenalnie narysowany, choć jego siłą definitywnie nie jest fotorealizm. Lonergan podporządkowuje jednak praktycznie każdy kadr ukazaniu ruchu. Nie tworzy zbioru statycznych obrazków przypominających zamrożone kadry filmu, a jego plansze pulsują dynamiką i płynnie zmieniają perspektywę, Co charakterystyczne dla jego stylu, pojedyncze obrazy rozpadają się też na mozaiki mniejszych scen, a kolejne kadry układają się niczym elementy układanki. Nie raz i nie dwa będziemy tu kiwali z uznaniem głową w trakcie lektury, bo czytelnik ma wrażenie nie tyle oglądania wydarzeń, ile uczestniczenia w ich przepływie.
Co w tym wszystkim istotne, mimo ogromnej liczby detali i wizualnych eksperymentów Lonergan nigdy nie traci kontroli nad narracją. Na jednej stronie potrafi wydarzyć się bardzo dużo, ale plansze pozostają zaskakująco czytelne. Autor prowadzi wzrok odbiorcy z precyzją, dzięki czemu nawet najbardziej skomplikowane kompozycje nie wywołują chaosu. Świat przedstawiony również robi ogromne wrażenie. Jest obcy, pełen nietypowych form i futurystycznych konstrukcji, ale jednocześnie pozostaje logicznie spójny. To rzeczywistość, która początkowo wydaje się dziwna, lecz szybko staje się zaskakująco „przytulna”. Taka, w której można się zanurzyć bez poczucia dysonansu.
Wszystko to współgra z jeszcze jednym ważnym elementem, o którym być może powinienem wspomnieć wcześniej: minimalną ilością dialogów. „Drom” jest bowiem komiksem, który przede wszystkim się chłonie. Informacje płyną tu głównie z obrazu, kompozycji plansz i sposobu prowadzenia scen. Lonergan ufa wizualnej sile medium, dzięki temu tworząc dzieło które wymaga od odbiorcy uwagi i nie zawsze mówi wszystko wprost, polegając na jego interpretacji. Nagrodą jest jednak doświadczenie, jakiego trudno szukać gdziekolwiek indziej: poczucie obcowania z czymś więcej niż zwykłą historią – być może nawet zapisem dziejów. Jeśli więc potrzebujcie przypomnienia, jak elastycznym i zarazem fascynującym medium popkultury potrafi być komiks sam w sobie, to definitywnie jest rzecz dla was.
2 oceny Show votes.
2 oceny Show votes.
2 oceny Show votes.