Tadashi i jego dziewczyna Kaori spędzają wakacje nad morzem. Jednak ich odpoczynek nie trwa długo, Kaori skarży się na dziwny, obrzydliwy odór, który unosi się w powietrzu. Po chwili zostają zaatakowani przez dziwne stworzenie – rybę, która wyszła na ląd za pomocą czterech metalowych odnóży. Dziwna istota zostaje schwytana przez Tadashiego, który zabiera ją do domu, ponieważ myśli, że odkrył nowy gatunek. Okazuje się, że na tym nie koniec – z morza zaczynają wyłaniać się coraz większe i bardziej niebezpieczne morskie stworzenia, którym towarzyszy obrzydliwy odór zgnilizny.
Polskie wydanie zawiera dwa tomy, które oryginalnie zostały wydane oddzielnie. Dodatkowo znajdą się w nim dwie dodatkowe historie, które były dołączone do drugiego tomu japońskiego wydania.
03.2013
I
Czerń / Biel
Miękka z obwolutą
148x210 mm
400
44,90 zł
9788374713030
Smród.
Odór. Absolutnie obrzydliwy, przenikliwy, przeszywający odór zgnilizny, rozkładu i śmierci. Oto przed Państwem - GYO.
Jeżeli myślicie, że siedzicie w popkulturze od dawna i widzieliście już wszystko, co się da zobaczyć, ale nie mieliście okazji poznać znamienitej twórczości Mistrza Horroru Junji’ego Ito - to wierzcie mi - mało widzieliście! :D
Gdyż Junji to jest przekozak. Wirtuoz dziwactwa, prestidigitator creepy pomysłów, absolutny geniusz obrzydliwości i maestro mangowej pokraczności. Stephena Kinga często szacuje się jako mistrz horroru. Pff - King to zaledwie małe, niewinne pierdnięcie przy Junji Ito.
Wyobraźmy sobie scenariusz: Zgniłe ryby, dziesiątki, setki. Ba! Zyliony zgniłych, śmierdzących ryb, kałamarnic, rekinów i wszystkiego, co tam, w oceanie żyło w spokoju - wychodzi na wierzchnie. Wychodzi na.. mechanicznych nogach i mknie przez całą Japonię. Zbiera swoje żniwo, niszczy ludzkość i… śmierdzi. Niemożebnie i absolutnie śmierdzi.
Gyo - to jedna z niewielu naprawdę długich - jak na Junji’ego - opowieści. Jest dziwna, szalona, wręcz wariacka przez swój oryginalny pomysł. Ale jest też w dużej mierze pastiszowa i nie zdziwię się, gdy znajdą się czytelnicy, którzy miast horroru, strachu i przerażenia odczują.. bekę.
Bo jest to oczywiście w sporej części jedna wielka beka. Jak można spojrzeć poważnie na chodzące na metalowych odnóżach rekiny, albo na główną bohaterkę, która jest tak irytująca i dupę trująca swoim nieprzerwanym biadoleniem, że jej śmierdzi? Albo na naukowca, który stworzył…
No dobra, nie będę spojlerował. W każdym razie - to nie jest zarzut. Zupełna niepoważność horrorowych motywów Junjiego to wartość dodana w jego twórczości. Za to właśnie jest taki poczytny, przaśny i fajniutki.
Wróciłem do Gyo po długim czasie. Druga lektura okazała się ultra przyjemna, przypomniała mi pewne niuanse, a odświeżenie sobie w mózgu stylistyki, pokracznych i szalonych pomysłów Junjiego sprawiło, że mam ochotę przeczytać wszystko co stworzył ponownie.
Junji Ito wkręca. Bo jedna sprawa - jego genialne rysunkowie, a druga - umiejętność świetnego rozpisania scenariusza. Junji potrafi dawkować proporcje między akcją i dialogiem. Między obrzydliwością a realizmem oraz - co najważniejsze - między przesadną naiwnością bohaterów a ludzkim rozsądkiem.
Genialna manga. Wariacka, popieprzona, miejscami wręcz chora, gęsta i śmierdząca zgnilizną. A Rybi Cyrk… to już jest w ogóle! Kto czytał, ten wie!
Więcej na IG @znakiem_tego
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Czy horror ocierający się o niesmaczny żart może być przerażający? Chyba nie, chyba nie o to chodzi w tym gatunku. Ja jednak w taki sposób odebrałem tę mangę i zdaję sobie sprawę, że narażam się fanom twórczości Ito. Nic na to nie poradzę, że rekin „spacerujący” ulicami miasta nasuwał mi na myśl filmy pokroju „Rekinado”.
Historia jest prosta i przynajmniej na samym początku interesująca. Dwójka młodych ludzi przebywa nad morzem i ich wypoczynek zostaje zburzony przez trudny do zidentyfikowania odór. Okazuje się, że z morza zaczynają wychodzić ryby! Tak, nie pomyliłem się. Ryby i inne morskie stworzenia mają jakieś dziwne odnóża, trudne do określenia platformy, na których się poruszają. Dosyć, że wychodzą, to jeszcze do tego wszystkiego zaczynają atakować i wydzielają przy tym straszny odór, bliżej nie sprecyzowany gaz, który zaczyna doprowadzać do śmierci wszystko i wszystkich wokół. Plaga zgnilizny rozlewa się, a później jeszcze na te chodzące platformy trafiają ludzie i robi się z tego obrzydliwa groteska. Bo wiecie jak jest, gaz z ludzkich ciał może wychodzić z kilku otworów i autor bardzo dosadnie stara się to nam ukazać, nie zostawiając miejsca na domysły.
Ito w tej mandze specjalizuje się w przekraczaniu granic dobrego smaku. Jest to eksperyment, który nie każdemu się spodoba. Czytając wcześniej „Uzumaki” bardzo doceniałem jego wizję artystyczną. Teraz natomiast kierunek w jakim poprowadził historię jest nie do przyjęcia. Wspominałem już o wędrujących rekinach, ale czary goryczy dopełnił rozdział rozgrywający się w Cyrku. Wybaczcie, ale ja nie widzę tu dobrej historii tylko zabawę formą. To wygląda tak, jakby autor się zastanawiał: co tu jeszcze obrzydliwego wymyślić? Ale nie ubrał tych pomysłów w ciekawą historię i dlatego ta opowieść się nie broni.
Oczywiście zagorzali fani Pana Ito i japońskiego horroru pewnie docenią „Gyo”. Myślę, że fani komiksowego „gore” też znajdą tu satysfakcjonujące elementy. Jeśli szukacie natomiast ciekawych historii wywołujących dreszcz emocji, możecie sobie z czystym sumieniem darować tę "śmierdzącą" przygodę.