Druga połowa XIX wieku to czas wielkich przemian i śmiałych pomysłów. Jednym z nich było marzenie o stworzeniu języka wspólnego dla wszystkich ludzi, bez względu na to, jakiej są narodowości czy wyznania i w jakich granicach żyją.
Ludwik Zamenhof, wywodzący się z wielokulturowego miasta, jakim był wówczas Białystok, pragnął, by taki język ułatwiał ludziom porozumienie, ale także umożliwiał stworzenie więzi chroniących przed utratą tożsamości czy solidarności. Tak powstało esperanto, które do dziś pozostaje fenomenem kultury, ale także nośnikiem idei, w które jego twórca tak wierzył.
O tym niezwykłym języku i jego twórcy opowiada w swoim najnowszym komiksie Jacek Świdziński, autor m.in. „Festiwalu” nagrodzonego Paszportem „Polityki”, „Brzasku”, „Zdarzenia. 1908” czy „A niech cię, Tesla!”.
Współwydawcą komiksu „Ideo” jest Białostocki Ośrodek Kultury/Centrum im. Ludwika Zamenhofa.
Publikacja dofinansowana przez Bibliotekę Narodową.
13.04.2026
I
Czerń / Biel
Twarda
143×200 mm
152
49,90 zł
9788368331639

Jacek Świdziński znowu to zrobił. “Ideo”, tak jak poprzednie tytuły polskiego twórcy będzie poważnym kandydatem do miana komiksu roku.
“Ideo” to coś nowego w portfolio komiksowym Świdzińskiego, a jednocześnie jakby powrót do korzeni. Wykorzystaniem palety środków formalno-wizualnych wciąż największe wrażenie robi “Festiwal”, a późniejszy “Brzask” udowodnił, że twórca nie zamierza pod tym względem stać w miejscu. W obu tych komiksach kolory inne niż czerń i biel pełniły ważną, znaczącą rolę. Takich zabiegów nie znajdziemy w “Ideo”, który jest czarno-biały jak niezapomniane “Zdarzenie 1908”, ale choćby rozpiętością czasową przedstawionej fabuły wykracza poza ściśle określone ramy w wymienionych powyżej komiksach. Zaczyna się bowiem w czasach prehistorycznych, a zatrzymuje w potraktowanej jakże kąśliwie naszej współczesności XXI wieku. A to wszystko dzieje się dlatego, że jest pewna jedna ważna rzecz, zjawisko, wspólne doświadczenie, coś co nas wszystkich łączy od zamierzchłych czasów i co ma największy wpływ na nasze życie - język.
Biorąc pod uwagę fakt, że “Ideo” jest przede wszystkim biografią Ludwika Zamenhofa, twórcy języka Esperanto, to ów nadrzędny element - język i jego wpływ na losy świata i ludzkie zycia staje się uniwersalną tematyką komiksu Świdzińskiego. Od przezabawnego początku, do niezwykle refleksyjnej końcówki.
Ceniłem zawsze Świdzińskiego za abstrakcyjny humor i rodzaj twórczego oderwania się od rzeczywistości, czy też jej zakrzywiania - niektóre fragmenty jego komiksów (chyba najbardziej “Zdarzenie 1908” i ‘Wielka ucieczka z ogródków działkowych”) były momentami cudownie przegięte na poziomie formalno-narracyjnym, wchodząc na wyższy poziom abstrakcji. To przegięcie z rodzaju tych, które objawia się, kiedy śledząc fabułę i oglądając rysunki z ekscytacją (a nie z rozdrażnieniem) próbujemy rozkminić, co też takiego autor miał na myśli. W “Ideo”, czyli bądź co bądź rodzaju reportażu w formie komiksu, tego typu przegięć raczej nie powinniśmy się spodziewać. I na pierwszym planie rzeczywiście tak jest - ta opowieść płynie jak arcyciekawa lekcja historii, wskazując różne wydarzenia z życia Zamenhofa, pokazując historyczne tło i kontekst. A budując z niej znacznie większy plan, rozwijając ją wstecz i do przodu w czasie, daje nam Świdziński jakże potrzebną klamrę do uchwycenia w pełni sensu tej opowieści, zawierającego się w takim oto pytaniu: dlaczego, mimo używania języków, które przecież tworzyły i nadal tworzą cywilizację - nie możemy się dogadać? Może gdyby istniał tylko jeden język, który by łączył, a nie dzielił - świat byłby lepszy i prostszy?
Taka idea, stworzenia języka, który połączyłby narody, przyszłana myśl Zamenhofowi w multikulturowym Białymstoku końca XIX wieku. Wywiódł ją z własnych rodzinnych i społecznych doświadczeń i opowieść o nich właśnie, potraktowana celowo fragmentarycznie poprzez wyłuskanie najważniejszych, kształtujących wydarzeń, buduje bardzo udany obraz historycznej postaci - takiej z którą współodczuwamy i rozumiemy jej rozterki. Ów portret jest tak samo ważny jak historia powstania i następnie rozwoju języka Esperanto, wraz ze wszystkimi historycznymi zawirowaniami, które dotknęły jego użytkowników. Bo - niestety - “Ideo” jest też o tym, że historia jest bezwzględna i jej zawirowania zbyt często budzą w ludziach demony.
Dostaliśmy zatem komiks złożony z różnych warstw - na czele z rozpoznawalną warstwą rysunkową (minimalizm i słynne patyczaki) i ta forma pasuje idealnie do wykreowanej przez Świdzińskiego historii. Te patyczaki, nawet prehistoryczne, mają swój rozum i my również świetnie rozumiemy ich dylematy egzystencjalno-językowe. Świdziński jak to ma w zwyczaju żartuje, ale jakby prościej i celniej niż w poprzednich komiksach. Mamy żarty językowe, sytuacyjne, ale i w jakiś sposób metaforyczne, momentami krążące na granicy przegięcia, o którym pisałem wyżej. I tak dochodząc do finału uświadomiłem sobie, że tym razem było inaczej, własnie bez formalno-narracyjnych przegięć, bez potrzeby zastanawiania się u czytelnika co też autor wykombinował i jak trzeba to rozumieć. A nawet z przeciwwagą przegięcia w postaci symbolicznych kadrów z historyczni-popkuturowymi przypisami (cudowny zabieg) Całość jest klarowna w sposób wręcz perfekcyjny i dopiero jakiś czas po lekturze zrozumiałem, że Świdziński wcale nie zrezygnował z wyeksponowania elementu przegięcia, tyle że o nieco innym charakterze - takim w wymiarze maxi. Po prostu cały nasz świat opisany w “Ideo” przez Świdzińskiego jest - znowu niestety - jednym wielkim, najczęściej bolesnym przegięciem.
1 ocena Show votes.
1 ocena Show votes.
1 ocena Show votes.