„Kroniki birmańskie” to kolejny, po słynnym „Phenianie”, komiksowy travelog Guya Delisle’a. Po pobycie w Korei Północnej kanadyjski rysownik i animator wyrusza do Birmy. Ale tym razem nie w celach służbowych, wręcz przeciwnie. To Nadege, żona Delisle’a, będąca pracownikiem francuskiego oddziału humanitarnej organizacji Lekarze Bez Granic, zostaje wysłana na misję do tego azjatyckiego kraju. Guy postanawia jej towarzyszyć, m.in. po to, by opiekować się ich malutkim synkiem.
Mając zdecydowanie więcej wolnego czasu, niż podczas pobytu w Phenianie, Delisle może skoncentrować się na poznawaniu nowego kraju i jego mieszkańców. Uważnie obserwuje życie zwykłych ludzi w państwie trzymanym żelazną ręką wojskowej dyktatury, ich i swoje codzienne problemy, miejscowe zwyczaje. Katalizatorem wielu jego spotkań bardzo często jest jego synek, Louis, na którego białą buźkę miejscowi reagują entuzjastycznie. To także Louis umożliwia rysownikowi wejście w środowisko rodzin ekspatriantów, pracowników organizacji pozarządowych i humanitarnych, którzy przebywają w Birmie.
Kontrast między tymi dwoma światami Delisle wykorzystuje do pokazania, w jak ciężkich warunkach żyją Birmańczycy. Z jednej strony ciemiężeni są przez wojskową juntę, jedną z najbardziej okrutnych współczesnych dyktatur, z drugiej nie oszczędzają ich klęski żywiołowe.
„Kroniki birmańskie” to niezwykła kronika kilkunastu miesięcy, jakie Guy Delisle spędził w państwie zwanym dzisiaj Myanmar (oficjalna nazwa nadana przez wojskowy reżim w 1989).
10.2008
I
Czerń / Biel
Miękka ze skrzydełkami
176x250 mm
272
52.90 zł
9788360915202
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Podróże kształcą! Ten wyświechtany przecież slogan najlepiej oddaje moje wrażenia towarzyszące mi podczas podróży, którą wraz z G.Delisle odbyłem do Birmy, czytając kolejny komiks dokumentujący jego wyprawę. Chociaż wyprawa to chyba jednak zbyt dużo powiedziane.
Guy Delisle jest dziś uznanym twórcą komiksowym, przede wszystkim właśnie za sprawą historii związanych z jego podróżami wynikającymi z pracy, jaką wykonuje jego żona Nadège. Bo trzeba Wam wiedzieć, że Pani Nadège jest lekarzem pracującym dla organizacji „Lekarze bez Granic” i zostaje oddelegowywana w różne ciekawe i egzotyczne miejsca. Tym razem cała rodzina, bo jest tu jeszcze na dokładkę mały synek, wyjeżdża na okres mniej więcej roku do Birmy. Żona zajmuje się sprawami służbowymi, natomiast mąż opiekuje się dzieckiem, a przy okazji obserwuje świat, który go otacza. I właśnie ta obserwacja stanowi clue programu.
Autor ukazuje czytelnikowi subiektywny obraz otoczenia, które napotyka na swojej drodze. Trzeba przyznać, że robi to w sposób uroczy, co nie zawsze jest adekwatne do ukazanych okoliczności. Odnoszę wrażenie, że z pełną premedytacją pokazuje otaczające go realia z dystansem charakterystycznym dla współczesnego mieszkańca szeroko pojmowanego Zachodu. I ten dystans, to mrugnięcie okiem jest zbawienne. Poznajemy czasami trudne historie, ale wszystko ukazane jest w taki sposób, że ciężar poznanych faktów nie przygniata czytelnika. Nie każdemu może to odpowiadać, ale ja akurat przy tego rodzaju narracji bawię się dobrze i doceniam ten pomysł.
Oprawa wizualna jest tu adekwatna do sposobu opowiadania historii: prosta, wyrazista kreska z zabarwieniem humorystycznym, do tego monochromatyczna paleta kolorów. Tego komiksu nie da się brać całkowicie na poważnie, choć chwilami przekaz potrafi być dotkliwy.
Podróż do odległych i egzotycznych krajów z familią Delisle to z pewnością dobry pomysł. Jest to pouczająca wyprawa, przy której wiele razy będziecie się uśmiechać. Biorąc dodatkowo pod uwagę aspekt edukacyjny tej eskapady, trudno jest znaleźć powód, dla którego mielibyście z niej zrezygnować.