Byli jeszcze dziećmi, gdy przeszli bezlitosne szkolenie, a następnie opuścili Aberlaas, miasto Pogranicza, z niemożliwą wręcz misją morderczego marszu przed siebie. Mają iść z zachodu na wschód – ku Początkowi Wiewu, mitycznemu źródłu wiatru, który bez ustanku wieje w jednym kierunku przez cały ich świat. Stanowią 34. hordę kontrwiatrową.
Są w drodze już od dwudziestu siedmiu lat. Różnią się od siebie, każdy ma własne zadania do wykonania, lecz muszą pozostać zjednoczeni, by skutecznie stawiać czoła zabójczemu wiatrowi. Mają do dyspozycji nie tylko swą siłę, ale również setki lat doświadczenia i wiedzy zawartych w kronikach kontrowania prowadzonych przez wcześniejsze hordy.
Mówi się, że trzydziestka czwórka jest najlepsza. Lecz jej członkowie, skonfrontowani z przeciwnościami losu, doświadczają narastających tarć wewnątrz grupy. Brak jedności może kosztować życie ich wszystkich…
Horda kontrwiatrowa to komiksowa adaptacja kultowej powieści science fantasy francuskiego pisarza Alaina Damasia, zrealizowana przez Érica Henninota (XIII Mystery: Little Jones, Mroczna otchłań, Legion. Kroniki).
Niniejsze wydanie zawiera pierwsze trzy tomy serii.
Dla kogo? Dla fanów gatunku science fiction, miłośników takich komiksów jak Wieczna wojna (Joe Haldeman, Marvano), Poszukiwacze z Drzewoświata (Laurent Genefort, Alexandre Ristorcelli), czy Siberia 56 (Christophe Bec, Alexis Sentenac). Dla tych co czytali Diunę (Frank Herbert), Wojnę starego człowieka (John Scalzi), czy zagrywali się w Clair Obscur: Expedition 33 (gra Sandfall Interactive).
28.08.2026
I
Kolor
Twarda
240x320 mm
232
145,00 zł
9788368346848
Komiksowa adaptacja powieści sci-fi, na której wzorowała się także gra Clair Obscur: Expedition 33. Powiem Wam jedno: ten świat jest naprawdę pokręcony 😉
Wiatr. Wieje cały czas. I to właśnie on dyktuje warunki życia oraz przetrwania ludzkości.
Od setek lat powstają kolejne hordy. Ludzie szkoleni od dziecka ruszają pieszo pod wiatr, aby dotrzeć do jego źródła i powstrzymać jego niszczycielską siłę.
Każda horda ma swoich specjalistów: lidera, medyka, myśliwego, ogniomistrza czy skrybę, który zapisuje wszystko, co wydarzy się podczas wyprawy. Dzięki temu każda kolejna horda zna losy swoich poprzedników i może wyciągać wnioski z ich porażek. Same wyprawy trwają po kilkadziesiąt lat!
A teraz wyrusza Horda 34. Podobno najlepsza, jaka kiedykolwiek powstała.
I zaczyna się konkretna przeprawa.
Tylko że… łatwo nie będzie.
To zdecydowanie nie jest komiks, który pochłoniecie bez wysiłku. Widać tutaj mocne naleciałości książkowego pierwowzoru, jest dużo tekstu, a mimo to momentami ciężko ogarnąć wszystkie zasady tego świata i zależności między jego elementami.
Ilustracje? Styl bardzo mi się podoba, ale te wszystkie powykręcane kształty czasami zamiast pomagać… jeszcze bardziej mieszają w głowie.
ALE!
Kiedy już przez to wszystko przebrniecie, dostaniecie naprawdę mocną historię o przetrwaniu, relacjach w grupie, odpowiedzialności czy granicach ludzkiej wytrzymałości.
I tutaj komiks naprawdę błyszczy.
Bo choć chwilami trzeba się nieźle nagimnastykować, żeby wszystko zrozumieć, to jednocześnie cholernie trudno go odłożyć.
A ten świat jest tak dziwny i intrygujący, że cały czas chce się wiedzieć więcej.
Może więc to, że tak ciężko go zrozumieć… jest właśnie jego największym plusem? 😉
Dziwny. Ciężki. Wymagający. Ale cholernie intrygujący tytuł.
Komiks ten o setki innych możesz zobaczyć na moim Instagramie: Lukkegeek
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

"La Horde du Contrevent" Alaina Damasio ukazała się na rynku francuskim w 2004 roku. W tym przypadku - jeżeli chodzi o powieść - mogę posiłkować się tylko notkami prasowymi, recenzjami i opiniami innych czytelników. Na naszym rynku wydawniczym "La Horde du Contrevent" się nie pojawiła, ale jeśli wierzyć doniesieniom, książka Damasio ma swoich ogromnych entuzjastów. Znalazłem nawet stwierdzenie, że to powieść kultowa. I mając sporą wyobraźnię, jestem w stanie w to uwierzyć.
W rzeczy samej jest to przede wszystkim bardzo oryginalny koncept: świat, którym rządzi żywioł - konkretnie wiatr. Dyktuje prawa, kształtuje pejzaż, wpływa na wszystkie bytowe warunki. Nie będzie przesadą, gdy napiszę, że decyduje, kto ma żyć, a kto niechybnie umrze.
Na tym tle poznajemy całą mitologię. Ludzie egzystują tutaj na krawędzi własnego losu, a na tym niegościnnym (co najmniej!) świecie próbują ten wiatr zrozumieć. Stawiają mu czoła od pokoleń - w komiksie są wzmianki o setkach lat - i jednocześnie próbują dotrzeć do punktu, w którym wiatr ma podobno swój początek (początek wiewu).
Po co? To chyba jedyna nadzieja, dla której warto tutaj żyć - jak te wszystkie iluzoryczne cele w światach postapokaliptycznych. Przypomnijcie sobie Furiosę, która w "Mad Max: Na drodze gniewu" chciała dotrzeć do Zielonego Miejsca. Żyła tym, zaraziła innych obsesją do tego miejsca, cały konflikt oparła na jednym pragnieniu. Przykładów można by mnożyć. Może w głębi serca nikt z desperatów w to nie wierzy, ale dążą do tego wszyscy. Cóż im pozostało?
Jednak nie chodzi wyłącznie o nadzieję. W świecie stworzonym przez Alaina Damasio - autora literackiego pierwowzoru - istotna jest wspomniana mitologia, frakcje (jak ci, którzy tworzą tytułowe hordy) i cały kodeks. Ten sam kodeks, historia, po prostu odwieczne prawo zakłada, że hordy są powoływane i brną całymi latami w kierunku początku wiewu.
To dziwne, irracjonalne; każdy znalazłby setki lepszych powodów do życia. Ale żeby uwierzyć w świat, trzeba uwierzyć w ten koncept. Poza tym ta konkretna horda, o numerze 34, już po prostu idzie i jest całkiem blisko celu. Uwaga: maszerują ponad dwadzieścia lat.
Nie piszę za dużo o fabule - proszę mi wierzyć. Raptem zarysowuję krajobraz, niezwykle istotny przy pisaniu o komiksie. Wszystko bowiem prowadzi w tym tekście do mojego zachwytu. Wyobraźcie sobie, że horda to zbiór około dwudziestu osób (ilości mogą się zmieniać), którzy są kontrą dla wiatru. Każdy z nich ma swoje funkcje. Każdy jest istotny i każdy szkoli się do czegoś innego: zwiadu, rozpalania ognia, leczenia itd. Na tym polega fabularny fundament - walka z żywiołem, walka z własnymi słabościami, a dla czytelnika wgląd w każdy charakter, obserwacja relacji, poznawanie postaci, oddawanie serca różnym bohaterom.
To świetna konstrukcja - bardzo ambitna i spełniająca te ambicje. Jasne, gubiłem się w tej mitologii, a kolejnym moim pomysłem racjonalizatorskim jest to, by wydawnictwo poszerzyło ofertę właśnie o literackie pierwowzory. Wydawanie książek nie może różnić się aż tak bardzo od wydawania komiksów, a gwarantuję, że wielu czytelników po lekturze "Hordy kontrwiatrowej" skusiłoby się na powieść.
Widać jednocześnie, że Éric Henninot, autor albumu, jest autentycznie zafascynowany materiałem, który wziął do obróbki. Świetnie - choć mogą pojawić się głosy, że uderzają w monotonię - wypadają ilustracje. W pierwszych trzech tomach niemal każda plansza opowiada o oporze. Ciała są pochylone. Sylwetki napięte. Linie krajobrazu wykrzywione. Architektura przypomina organizmy przystosowane do niekończącej się presji atmosferycznej. Odczuwamy ciągłe tarcie pomiędzy człowiekiem a środowiskiem - dziwnym, mitycznym, nierzadko z fantastycznym bestiariuszem.
Wracając jeszcze na chwilę do ambitnej konstrukcji, trzeba mieć na uwadze dwie kwestie, dwa motywy przewodnie. Jednym jest wspomniane parcie naprzód: upór, fizyczność, ludzie w hordzie dostają cały czas cięgi od żywiołu, rany są kolosalne, nie wszyscy przeżyją, chociaż to najtwardsi z twardych - z Golgothem na czele, który sprawuje funkcję grotu, dosłownie. Jest okrutny i bezkompromisowy, ale musi trzymać hordę w garści.
A pojawiają się pęknięcia - i to jest drugi motyw przewodni. "Horda kontrwiatrowa", ze swoim podejściem do narracji, dalekiej od indywidualizacji, a raczej takiej, która dociera do wielu charakterów, opowiada właśnie o relacjach. To nawet ważniejsze niż wiatr, walka z nim, mitologia i legendy, a nawet ważniejsze niż cel. "Horda kontrwiatrowa" to tak naprawdę - w tej księdze pierwszej - historia o więzi: drużyna, przyjaźń, sztama, wspólne stawianie czoła przeciwnościom, uzupełnianie się jak w żywym organizmie, bo tylko wówczas jest szansa.
Można oczywiście czytać tę historię jako science fiction. Można jako fantasy. Można jako przygodową epopeję. Ale równie dobrze działa jako traktat o ludzkiej wytrwałości - o zbiorowym wysiłku, który istnieje mimo braku gwarancji sukcesu.
To nie jest jednocześnie komiks łatwy w odbiorze. Nie ma tu wytwornych rysunków, ozdobników, niesamowitych epickich plansz. Dużo tu szarości, brodzenia w gniewie i nienawiści, dużo psychologii, ale głównie emocji.