Scenarzysta Brian Buccellato („Flash”) oraz rysownicy Christian Duce („Detective Comics”) i Tom Derenick („Injustice”) przedstawiają wielkie starcie członków Ligi Sprawiedliwości z Tytanami z Monsterverse.
Lexa Luthora i Legion Zagłady od pierwszego starcia z superbohaterami dręczy jedno pytanie: Jak zniszczyć Ligę Sprawiedliwości? Na widok kolosalnych Tytanów z Monsterverse Lex uznaje, że znalazł odpowiedź. Superman kontra Godzilla, Wonder Woman kontra Behemoth, Green Lantern kontra Scylla, Batman kontra Camazotz i Supergirl kontra Kong stoczą walkę o losy wszechświata DC. Czy Człowiek ze Stali zdoła złamać potęgę króla potworów? Czy Lex Luthor okiełzna pierwotne siły Wyspy Czaszki? Czas pokaże!
Album zawiera materiały opublikowane pierwotnie w amerykańskich zeszytach „Justice League Vs. Godzilla Vs. Kong” #1–7 oraz „Justice League Vs. Godzilla Vs. Kong: Monster-Sized Edition #1”.
16.07.2025
I
Kolor
Twarda
170x260 mm
264
119,99 zł
9788328173019
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Tytuł Liga Sprawiedliwości kontra Godzilla kontra Kong brzmi jak żart – brakuje tam tylko Avengersów i obcych😉 Ale gdy tylko zobaczyłem okładkę, pomyślałem: hej, takie crossovery nie zdarzają się codziennie, więc wchodzę w to bez wahania.
No bo jak tu nie brać komiksu, w którym Superman i Godzilla grzeją do siebie laserami, a wielkie mechy okładają się z Kongiem? No no no, to jest dokładnie ten poziom absurdu, którego czasem człowiek potrzebuje.
Jasne, fabuła jest raczej prosta, ale napisana w stylu ostatnich historii Toma Taylora dla DC, więc ma w sobie coś, co wciąga i sprawia, że chce się czytać dalej. Co ważne, przy tak ogromnej liczbie postaci udało się uniknąć totalnego chaosu, a to już samo w sobie zasługuje na brawa.
A co poza tym? Czyste komiksowe szaleństwo. Widowiskowe walki, efektowne sceny i kilka naprawdę fajnych zwrotów akcji. I właśnie za to też kocham komiksy: za dostarczanie czystego funu, bez udawania czegoś więcej. Dzięki temu z łatwością można przymknąć oko na drobne fabularne niedociągnięcia.
Wizualnie jest efektownie, ale jednocześnie spójnie, bez przesadnego chaosu na planszach. To komiks idealnie skrojony „na raz” – nie za krótki, nie za długi. A przy tym na tyle widowiskowy, że spokojnie można do niego wracać, sięgając raz na jakiś czas z półeczki tylko po to, żeby jeszcze raz popatrzeć, jak ogromne bestie dają sobie po mordach, a maleńcy superbohaterowie plączą im się pod nogami.
Jeśli ktoś szuka ambitnego superhero, to nie tutaj. Ale jeśli chce się po prostu dobrze bawić i poczuć dziecięcą radość z totalnego crossoverowego chaosu, to ten komiks dowozi dokładnie to, co obiecuje.