Aby zapewnić jak najlepsze wrażenia, korzystamy z technologii, takich jak pliki cookie, do przechowywania i/lub uzyskiwania dostępu do informacji o urządzeniu. Zgoda na te technologie pozwoli nam przetwarzać dane, takie jak zachowanie podczas przeglądania lub unikalne identyfikatory na tej stronie. Brak wyrażenia zgody lub wycofanie zgody może niekorzystnie wpłynąć na niektóre cechy i funkcje.
Przechowywanie lub dostęp do danych technicznych jest ściśle konieczny do uzasadnionego celu umożliwienia korzystania z konkretnej usługi wyraźnie żądanej przez subskrybenta lub użytkownika, lub wyłącznie w celu przeprowadzenia transmisji komunikatu przez sieć łączności elektronicznej.
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest niezbędny do uzasadnionego celu przechowywania preferencji, o które nie prosi subskrybent lub użytkownik.
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do celów statystycznych.
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do anonimowych celów statystycznych. Bez wezwania do sądu, dobrowolnego podporządkowania się dostawcy usług internetowych lub dodatkowych zapisów od strony trzeciej, informacje przechowywane lub pobierane wyłącznie w tym celu zwykle nie mogą być wykorzystywane do identyfikacji użytkownika.
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest wymagany do tworzenia profili użytkowników w celu wysyłania reklam lub śledzenia użytkownika na stronie internetowej lub na kilku stronach internetowych w podobnych celach marketingowych.
Jak zawsze – recenzja jest w 100% bez spoilerów! 👇
📖 Zanim zaczniecie czytać...
Mam jedną radę. Moim zdaniem ten tom najlepiej czyta się w nieco innej kolejności.
Po zeszycie #0.1 „Geneza” warto od razu przeczytać dodatek „Tomorrow's Avengers”, a dopiero później przejść do zeszytów #1–3.
Dlaczego? Mini historię z dodatku są przedrukami części komiksów Guardians of the Galaxy: Infinite Comic #1–4 i te opowieści chronologicznie są przed zeszytem "Kosmiczna pułapka".
O co tutaj chodzi?
Album rozpoczyna się od odświeżonej genezy Petera Quilla. Następnie poznajemy krótkie historie pozostałych Strażników Galaktyki, które przygotowują czytelnika do nowej serii.
Główna opowieść przedstawia konflikt Star-Lorda z jego ojcem. Nie jest to jednak typowa kosmiczna wojna pełna wybuchów. Oprócz widowiskowej akcji dostajemy także polityczną zagrywkę (spisek), która napędza tą opowieść.
Co mi się podobało, a co nie?
✅ Świetna oprawa graficzna
Steve McNiven po raz kolejny prezentuje bardzo realistyczny styl. Postacie są szczegółowe, kadry czytelne, a podczas scen akcji nie brakuje efektownych wybuchów i widowiskowych ujęć.
Momentami miałem jednak wrażenie, że ilustracje są aż za czyste i zbyt jasne. Przy niektórych scenach brakowało mi mocniejszego klimatu i większego dramatyzmu.
Ogromnym plusem jest natomiast współpraca McNivena i Sary Pichelli. Mimo że w trzecim zeszycie rysownicy dzielili się pracą, podczas lektury praktycznie nie odczułem zmiany stylu.
Dodatek Tomorrow's Avengers prezentuje z kolei kilka różnych stylów graficznych. Bardzo przypadł mi do gustu ten artystyczny miszmasz, a najbardziej podobały mi się ilustracje utrzymane w bardziej brudnej stylistyce.
✅ Bardzo dobry początek serii
Geneza Petera Quilla w zeszycie #0.1 została świetnie poprowadzona. Historia jest uporządkowana, dobrze napisana i czyta się ją z ogromną przyjemnością. Spodobał mi się również sposób jej zakończenia.
Także zeszyty #1–3 oferują sporo ciekawych wydarzeń. Pojawiają się odniesienia do innych postaci i wydarzeń z uniwersum Marvela.
Przy okazji ciekawostka — czy wiedzieliście, że według tego komiksu Obserwator odwiedzał Ziemię częściej niż jakąkolwiek inną planetę w galaktyce? 😉
✅ Rocket kradnie całe show
Dla mnie prawdziwą gwiazdą tego tomu był Rocket.
Bezlitosny, z doskonałym poczuciem humoru. Teksty w stylu „Blam! Zabiłem cię!” idealnie pokazują jego charakter i kilka razy naprawdę wywołały u mnie uśmiech.
Podobało mi się również to, że scenariusz mocno podkreśla relacje między Strażnikami. Widać, że nie tylko walczą razem, ale naprawdę sobie ufają i wzajemnie się wspierają.
🤷♂️ Minusy
Największy problem mam z tym, że historia pozostawia ogromny niedosyt.
Fabularnie wszystko jest logiczne i poukładane, ale wiele naprawdę ciekawych momentów zostało potraktowanych bardzo powierzchownie. Niektóre sceny akcji kończą się zdecydowanie zbyt szybko, a zakończenie nie daje satysfakcji.
Oczywiście wiem, że jest to dopiero początek 27-zeszytowej serii, jednak jako samodzielny album pozostawia uczucie, jakby urwano historię w połowie.
🤔 Czy ten tom zasługuje na miano Must-Have?
Tym razem... NIE.
To naprawdę dobry komiks. Świetna geneza Star-Lorda, udany początek serii oraz kapitalne dodatki sprawiają, że czyta się go bardzo przyjemnie.
Problem polega na tym, że dostajemy jedynie początek długiej historii. Sam album nie oferuje satysfakcjonującego zakończenia i pozostawia więcej pytań niż odpowiedzi. Dlatego uważam, że nie jest to pozycja obowiązkowa dla każdego fana Marvela.
⭐ Moja ocena: 7/10 (Dobry początek, ale pozostawia spory niedosyt.)