Aby zapewnić jak najlepsze wrażenia, korzystamy z technologii, takich jak pliki cookie, do przechowywania i/lub uzyskiwania dostępu do informacji o urządzeniu. Zgoda na te technologie pozwoli nam przetwarzać dane, takie jak zachowanie podczas przeglądania lub unikalne identyfikatory na tej stronie. Brak wyrażenia zgody lub wycofanie zgody może niekorzystnie wpłynąć na niektóre cechy i funkcje.
Przechowywanie lub dostęp do danych technicznych jest ściśle konieczny do uzasadnionego celu umożliwienia korzystania z konkretnej usługi wyraźnie żądanej przez subskrybenta lub użytkownika, lub wyłącznie w celu przeprowadzenia transmisji komunikatu przez sieć łączności elektronicznej.
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest niezbędny do uzasadnionego celu przechowywania preferencji, o które nie prosi subskrybent lub użytkownik.
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do celów statystycznych.
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do anonimowych celów statystycznych. Bez wezwania do sądu, dobrowolnego podporządkowania się dostawcy usług internetowych lub dodatkowych zapisów od strony trzeciej, informacje przechowywane lub pobierane wyłącznie w tym celu zwykle nie mogą być wykorzystywane do identyfikacji użytkownika.
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest wymagany do tworzenia profili użytkowników w celu wysyłania reklam lub śledzenia użytkownika na stronie internetowej lub na kilku stronach internetowych w podobnych celach marketingowych.
Jak zawsze – recenzja jest w 100% bez spoilerów! 👇
💡 Ciekawostka na początek
W polskim wydaniu ta opowieść ukazała się po raz pierwszy w grudniu 2018 roku dzięki Egmont Polska. Tamto wydanie zawierało dodatkowo dwuczęściową „Wyprawę Thanosa”, przedstawiającą kulisy zdobycia sześciu potężnych artefaktów. Samą „Rękawicę Nieskończoności” można jednak czytać niezależnie, ponieważ już na wstępie dowiadujemy się, kim jest Thanos, jaki ma cel i skąd ma Kamienie Nieskończoności.
Cała historia ma jednak znacznie głębsze korzenie. Wszystko zaczyna się w komiksie „Silver Surfer” #34 z 1990 roku, gdzie Pani Śmierć przywraca Thanosa do życia. Kluczowe wydarzenia prowadzące do głównego eventu obejmują zeszyty „Silver Surfer” #34–38, „The Thanos Quest” #1–2 oraz kolejne numery przygód Surfera, kończące się na kultowym #50. Ta seria nie doczekała się polskiego wydania, ale dla osób chcących poznać pełną genezę to absolutnie fascynujący fragment historii.
📖 O co tutaj chodzi?
Szalony Tytan po zdobyciu wszystkich Kamieni Nieskończoności staje się praktycznie wszechmocny. Wszystko po to, aby udowodnić ukochanej, że może być kimś więcej niż tylko jej sługą...
Aby zaimponować Pani Śmierci i dowieść swojej wielkości, dokonuje słynnego pstryknięcia palcami, które natychmiast wymazuje połowę żyjących istot we wszechświecie. Czy Silver Surfer zdąży ostrzec Avengers przed nadchodzącym zagrożeniem? Kto poprowadzi superbohaterów do walki z bogiem? I czy istnieje choć cień szansy na odwrócenie skutków działań Thanosa?
👍 Co mi się podobało?
🎨 Rysunki: George Pérez i Ron Lim mają odmienne style, co oczywiście da się zauważyć. Nie jest to jednak różnica na tyle drastyczna, by wybijała z lektury. Pérez zachwyca przede wszystkim dbałością o architekturę i genialną mimiką postaci. Z kolei Ron Lim to dla mnie typowo „kosmiczny” artysta. Choć czasem rezygnuje z detali na rzecz dynamiki, to jego ilustracje przedstawiające galaktyczne starcia są po prostu piękne. Zróżnicowany układ kadrów sprawia, że całość prezentuje się ciekawie.
✍️ Scenariusz: Jim Starlin stworzył arcydzieło. Jeśli ktoś myśli, że to identyczna historia jak ta z dużego ekranu – jest w ogromnym błędzie! Filmy z MCU jedynie luźno inspirowały się tym komiksem. Relacja Thanosa z Panią Śmierci to jeden z najlepszych fundamentów tego tomu (22 lata później doczekała się kapitalnego rozwinięcia w miniserii „Thanos Rising”). Scenariusz wraz z ilustracjami genialnie obrazuje kosmiczną potęgę Kamieni – sceny pokazujące chaos na Ziemi to prawdziwy majstersztyk. Starlin świetnie żongluje ogromną liczbą postaci (ziemscy herosi, kosmiczne bóstwa) ponadto zaskakuje niespodziewanymi sojuszami.
🤷♂️ Minusy
Moje oko zachowało czujność i wyłapało dwa potknięcia. Pierwsze to drobny błąd ciągłości: na początku drugiego zeszytu dostajemy listę poległych bohaterów, wśród których jest Johnny Storm. Tymczasem już w kolejnym rozdziale Ludzka Pochodnia pojawia się w jednej ze scen.
Druga rzecz dotyczy Thora. W trakcie bitwy jego los wydaje się ostateczny, po czym nagle... znów widzimy go na Ziemi. Sprawdziłem to 🕵️– wyjaśnienie tej luki znajduje się w crossoverze „Doctor Strange, Sorcerer Supreme” #35, którego w tym tomie (i w polskim przekładzie) nie znajdziemy. Podczas lektury samego albumu ten powrót wydaje się więc urwany z choinki.
🤔 Czy ten tom zasługuje na miano Must-Have?
Bez dwóch zdań: TAK!
⭐ Moja ocena: 9/10
Gdyby nie drobny błąd ciągłości oraz urwany wątek Thora, byłoby czyste 10/10. To pozycja obowiązkowa dla każdego fana komiksów. Dla miłośników filmowego MCU to idealna okazja, by zobaczyć, jak spektakularnie pierwowzór różni się od kinowej adaptacji.