Kontynuacja serii „Miły dom nad jeziorem” uhonorowanej Nagrodą Eisnera i nagrodą na Międzynarodowym Festiwalu Komiksu w Angoulême. Horror dla koneserów gatunku!
Nikt z zaproszonych do domu nie znał Max – ale ona znała ich wszystkich. Byli mistrzami w swoich dziedzinach, tytanami biznesu i nauki, reprezentowali najlepszych i najzdolniejszych przedstawicieli ludzkości. Kiedy Max wyszeptała każdemu z nich, że może zostać ocalony przed katastrofą i prosperować w raju zbudowanym specjalnie dla nich, wszyscy wykorzystali tę szansę. Ostatecznie bycie przyszłością ludzkości może być… miłe, prawda?
Scenariusz komiksu napisał James Tynion IV („Batman”, „Coś zabija dzieciaki”, „Departament Prawdy”), a rysunki wykonał jego wieloletni współpracownik Álvaro Martínez Bueno („Detective Comics”, „Justice League Dark”). Album zawiera materiały opublikowane pierwotnie w amerykańskich zeszytach jako „The Nice House by The Sea” #1–6. Komiks dla dorosłych.
25.02.2026
I
Kolor
Twarda
170x260 mm
208
99,99 zł
9788328177116

Nowa odsłona komiksu Jamesa Tyniona IV dostała na okładce logo, na jakie w pełni zasługuje. I tak oto “Miły dom nad morzem” stał się tytułem ze stajni DC Vertigo i trzeba przyznać, że niczym nie ustępuje tym najbardziej pamiętnym komiksom z tego kultowego imprintu.
Na kontynuację “Miłego domu nad jeziorem” musieliśmy dość długo poczekać. Zdziwiłem się, jakiś czas temu widząc ten nowy tytuł w ofercie Egmontu i jednocześnie trochę zaniepokoiłem. Wyglądało to bowiem tak, że Tynion IV da nam opowieść o innej miejscówce, z innymi bohaterami ukrytymi przed apokalipsą, a przecież wątki z pierwszej odsłony pozostały niedomknięte. Pamiętam też, że kończąc drugi tom ‘Miłego domu nad jeziorem” nie byłem w pełni usatysfakcjonowany - dla mnie nie była to historia o potencjale na ongoing i w tamtym momencie wolałbym, żeby została zamknięta - zwłaszcza, że składała się z dwunastu zeszytów, czyli klasycznego zestawu, który niegdyś zapewnił nam Alan Moore w “Strażnikach”, a obecnie praktykuje Tom King. Jedno mocne uderzenie i finito. Ale cóż, Tynion IV postanowił inaczej, zresztą już wcześniej dawał znać, że planował tę historię mocno rozbudować. I tak robi.
Przypomnijmy - świat zginął w ogniu apokalipsy. Została jedynie enklawa w postaci tytułowego domu nad jeziorem - co okazało się fałszem, bo teraz już wiemy, że tych domów, z wybrańcami (dziesiątką ludzi) jest więcej. Dlaczego ta dziesiątka z pierwszej serii ocalała? O, to jest bardzo ciekawy koncept - ich przyjaciel Walter, który jest najprawdopodobniej kosmitą i razem ze swoimi pobratymcami urządził na Ziemi apokalipsę, postanowił ich uratować - bo stali się kimś ważnym w jego ziemskim życiu. Zamiast Waltera, w domu nad jeziorem pojawia się pies, który nieco aktywizuje grupę, ale ów pies jest równie dziwaczny i niepokojący, jak cała fabuła wykreowana przez scenarzystę
Natomiast sprawa z dziesiątką z “Miłego domu nad morzem” jest inna. Tym razem w enklawie została zebrana garstka wybitnych, ludzkich osobistości i osobowości - creme de la creme homo sapiens, wśród których są zarówno naukowcy, politycy, artyści, przywódcy, którym obiecano życie wieczne i niezwykłe możliwości. Po prostu zasługiwali na ocalenie, ale w zasadzie w jakim celu - tego do końca nie wiemy. W każdym razie zostali dobrani na podstawie danych, obserwacji itd, a nie tak jak w przypadku emocjonalnych wyborów Waltera. Którego - przypomnijmy - ósemka z domu nad jeziorem (bo bez Nory i bez zastrzelonej Nayai) uważa za zmarłego po tym, jak zginął na ich oczach.
Wiodącą postacią w “Miłym domu nad morzem” jest Oliver, którego postać w hamletowskiej pozie zdobi okładkę komiksu. Do końca nie pamiętam, czy Oliver był wspomniany w pierwszej serii, ale to właśnie on jest łącznikiem między dwoma domami. W młodości znał się z Walterem, znał też innych mieszkańców pierwszego domu, znał również plany kosmity na przyszłość, ale zareagował na nie inaczej - postanowił zasłużyć sobie na miejsce wśród ocalonych obraniem ścieżki życiowej prowadzącej ku ponadprzeciętności i przy okazji urwał kontakt z przyjaciółmi z młodości. A teraz nagle przeszłość wraca, bo oto w dość enigmatyczny sposób nawiązał kontakt z mieszkańcami domu nad jeziorem. I zaczyna sie jazda.
“Miły dom nad morzem”, choć nadal jest paranoicznym horrorem (z elementami postapokalipsy i science fiction - ależ niezwykła mieszanka), jest również czymś więcej. Zapewne rozliczeniem się przez scenarzystę ze swoją własna młodością i pewnie także wyborem takiej, a nie innej drog zyciowej. James Tynion IV zadaje pytanie - jak przeszłość, młodość i niegdysiejsze ideały wpływają na nas po latach, kiedy dorośniemy i usiądziemy w koleinach życia, które chcielibyśmy, żeby było niezwykłe, a jakoś nie chce takie być. Więc scenarzysta funduje dorosłym, którym udaje się zebrać razem po latach festiwal niezwykłości, by sprawdzić jak czują się w swoich dorosłych skórach. Natomiast z grupką z domu nad morzem jest inaczej - dano im nowe, nadludzkie możliwości i oto patrzymy jak z nich korzystają w ramach swojej enklawy (od razu przypomina mi się podobny patent z surrealistycznych “Projektów Manhattan”). I “Miły dom nad morzem” też taki jest - surrealistyczny, dziwaczny, z bohaterami którzy są bardziej irytujący niż ponadprzecietni - bo po prostu przekonani o swojej niezwykłej wartości. Jakie demony wyjdą z nich przy takich możliwościach? Co postanowią, gdy wyjdzie na jaw, że nie są jedynym, stworzonym przez kosmitów domem?
W obu ‘Domach…” Tynion IV wspiął się na wyżyny scenopisarstwa, a rysownik Alvaro Martinez Bueno i kolorystka Jordie Bellaire wznieśli się na wyżyny graficznych przedstawień. Im głębiej wchodzę w tę historię, tym coraz bardziej poruszają mnie prologi każdego z zeszytów umiejscowione w przyszłości, kiedy widzimy samotnych bohaterów pośród destrukcyjnych pejzaży, które odpowiadają ich psychicznej sytuacji. Wiem, że nie udało im się utrzymać status quo, ale ciągle rozpamiętują interakcje i związki, zastanawiają się nad sobą, nad swoimi błędami, trochę jakby pogodzeni z losem. Ale to dopiero pieśń przyszłości, choć dzięki tym zajawkom wiemy, że to po prostu historia o rozpadzie - w wielu aspektach. Widzimy ten rozpad w retrospekcjach, w teraźniejszości bohaterów i w ich przeszłości. Widzimy, że nawet przy pomocy kosmitów znowu coś nie wypaliło, znowu coś się nie udało, nawet w tak maleńkiej komórce ludzkości. Bo znowu ludzie musieli pójść ze sobą na udry, bo wbrew staraniom Waltera, nie istnieje coś takiego jak ludzka utopia. A jeśli już to najczęściej w naszej przeszłości, w myśl zasady, że kiedyś było lepiej, Choć Tynion IV śledząc losy bohaterów w młodość pokazuje, że wcale nie było. Kończymy lekturę zaintrygowani, ale też zaniepokojeni, co tu się jeszcze może wydarzyć..
1 ocena Show votes.
1 ocena Show votes.
1 ocena Show votes.