Niezwykła kolaboracja dwóch mistrzów współczesnego polskiego komiksu!
Na Jedno Pub to ich drugi dom, a może nawet pierwszy. Stąd świat widać najlepiej, towarzysze zawsze rozumieją, a barmanka ma dużo miejsca w zeszycie. Tymczasem nieuczciwa konkurencja nie śpi, klienci odpływają, a pubowi niechybnie grozi upadek. Prawdziwym problemem okazują się jednak pomysły stałych bywalców na ratowanie sytuacji… Zobaczcie sami, czym smakuje najlepsze piwo w mieście!
„Na Jedno Pub” to cykl opowieści rozpoczęty przez Karola Kalinowskiego i Michała Śledzińskiego w 2010 roku. Wtedy pojawiły się pierwsze paski z przygodami pubowej ekipy, ale historia została urwana przed finałem, który Śledziu z KRL-em stworzyli dopiero na potrzeby tego wydania. „Komiks swoje odleżał, więc żart momentami ma natury grubszej, ale szczerej, a to najważniejsze. Bywa, że trup się ściele, jednak nie jakoś gęsto” – opowiada Michał Śledziński.
Zbiór po raz pierwszy ukazuje się w formie albumu, a towarzyszą mu nowe paski, dodatki i rozmowa o dawnych, dobrych (choć może złych?) czasach.
13.04.2026
I
Kolor
Twarda
235x165 mm
112
59,90 zł
9788368331561

Widząc nazwiska twórców na okładce “Na jedno pub” od razu wiadomo, że trzeba ten komiks mieć i najlepiej od razu przeczytać. Choć w moim przypadku nie spodziewałem się pewnego stopnia konsternacji zarówno w trakcie lektury, jak i zaraz po po niej.
Nazwiska te (choć bardziej obu Panów kojarzymy z ich ksywek) widnieją na przyciągającej wzrok okładce, która zdobi komiks, wzbudzający swym tytusowym formatem przyjemnie nostalgicznie uczucie. Kolorki na okładce są prześliczne i zarazem kozackie, tak jak wszystkie patrzące z niej na czytelnika facjaty nieznanych jeszcze bohaterów. Za chwilę się przekonamy co wynikło z tej współpracy, w której KRL zajmował się rysunkami i scenariuszem, a Śledziu kolorami. Okładka w magiczny sposób łączy wrażliwość jednego i drugiego twórcy i już nie ma na co czekać. Oczekiwania są, rozpoczynamy lekturę!
Nie będę ukrywał, że jestem wielkim fanem KRL-a i zawsze mam wrażenie, że gdyby urodził się w innym, bardziej przyjaznym komiksowi miejscu, za swoją twórczość byłby noszony na rękach. Śledziu aż taki silnych uczuć nie wzbudza, choć i u mnie był ten czas, kiedy zaczytywałem się w “Produkcie” “Osiedlem Swoboda”. Oczekiwania były zatem konkretne, a jednak przez sporą część komiksu czułem, że nie są one spełnione. Fabuła była dziwnie poklejona, sceny i dialogi do śmiechu nie śmieszyły, jak powinny i stąd ta wspomniana wyżej konsternacja. Ale od razu uspokajam - im dalej w las, tym robiło się ciekawiej.
“Na jedno pub” to nie jest nowy komiks - powstawał kilkanaście lat temu ukazując się w formie pasków w sponsorowanej gazetce dostępnej w stołecznych knajpach - stąd tematyka i miejsce akcji. To miejsce to tytułowy pub, ze stałą klientelą, którą tworzą same oryginały. Nie jest to jakaś popularna miejscówka - ma zresztą poważną konkurencję po przeciwnej stronie ulicy, ale ci, którzy w nim bywają są w stanie zrobić wszystko, by móc nadal tu się spotykać. W Na jedno Pub za barem stoi widoczna centralnie na okładce Irys. Dzięki niej i całej palecie nietuzinkowych postaci pub nie tylko trwa, ale jest rodzajem przekaźnika generującego najdziwniejsze wydarzenia. I dlatego zabawny pomysł, by urządzić tu walki bokserskie w pierwszym rozdziale komiksu to małe piwko przy tym, co dostaniemy w dalszych odsłonach tej historii. Bo zdarzyć się tu może dosłownie wszystko.
No i tak właśnie było - te pierwsze rozdziały odebrałem jako historyjki bez szału, ale w którymś momencie zaczęło się dziać. Momentami robiło się grubo i nawet morderczo brutalnie, co nie za bardzo kleiło się z konwencją początkowych historii. I nie wiem, czy KRL tworząc ten komiks po prostu szukał odpowiedniego tonu, czy raczej robił wszystko dla beki i podczas pisania i rysowania miał głupawkę. Bo własnie taki - brutalnie uroczo głupawy - wydaje się być “Na jedno pub”. I być może z takim nastawieniem skończyłbym lekturę, gdyby nie to, że wyczuwałem w tej historii większy potencjał, który z jakiegoś powodu się nie ziścił. I stąd konsternacja również po lekturze.
Pamiętam, jak w poście na fejsbuku KRL żartobliwie podawał przykład swojego “Yoela: Świętego Smoka i Jerzego” jako historię, która antycypowała fabułę gry/serialu “The Last of Us”. Pewne chwyty fabularne w “Na jedno pub”, czy sama niestałość konwencji, która pozwoliła na nieograniczoną grę twórczej wyobraźni, w jakiś sposób przypominała mi styl “Ricka i Morty’ego”, w którym to serialu przecież wszystko może się zdarzyć. Na jedno pub jest niczym garaż Ricka - stanowi centrum fabuły i swoiste centrum wszechświata, a bohaterowie ściągają kolejne maski. Historia się zapętla, gówno wybija i to nie raz (właściwie za każdym razem) i trzeba nadludzkiej woli (bądź sprytu) by opanować sytuację. I dlatego w komiksie KRL-a i Śledzia, na początku niby zwykli i śmieszni bohaterowie, z czasem zyskują na wizerunku dużo, dużo więcej.
Tak więc “Na jedno pub” odczytuję jako rodzaj antologii, która mogła przygotować grunt pod coś większego, pod kolejne warstwy szalonej opowieści, choć wciąż z tym jednym stałym tytułowym miejscem, ściągającym w swoją przestrzeń wszelkie dziwactwa o tradycyjnym, popkulturowym rodowodzie, które przy okazji odkrywałyby coraz więcej tajemnic związanych z pubem. Tak to sobie wyobrażam - nawet jeśli dla KRL-a i Śledzia “Na jedno pub” było zaledwie sympatyczną odskocznią, traktowaną z premedytacją mniej poważnie, tworzoną po to, by podczas tworzenia czuć się fajnie z nadzieją, że ta fajność udzieli się również czytelnikom.
2 oceny Show votes.
2 oceny Show votes.
2 oceny Show votes.