Nowa polska space opera!
Na Ferusie, planecie targanej brutalnym konfliktem pomiędzy jej rdzennymi mieszkańcami a władzami międzyplanetarnego Protektoratu, ląduje młoda dziewczyna – Rina. Ścigana przez Protektorat, musi przetrwać w niebezpiecznym i obcym dla niej świecie. Jej zadaniem jest chronić coś, co może odmienić losy wszystkich mieszkańców planety.
„Pandora” to epicka space opera pełna intensywnej akcji i przygód, nieoczekiwanych sojuszy i dramatycznych wydarzeń. Jednocześnie to również historia o odpowiedzialności, poświęceniu i determinacji w obliczu śmiertelnego zagrożenia.
Autorem „Pandory” jest bydgoski twórca i badacz komiksów Kamil Dukiewicz, który do tej pory publikował swoje albumy samodzielnie, a za świetnie przyjętą serię „Black Hound” otrzymał dwa Złote Kurczaki, nagrody dla komiksu niezależnego.
24.11.2025
I
Kolor
Miękka ze skrzydełkami
163x230 mm
112
59,90 zł
9788368331530
| Rok | Nagroda | Kategoria | Wynik |
|---|---|---|---|
| 2026 | Nagrody MFKiG (Komiksus) | Najlepszy debiut | Nominacja |

Przyznaję, że to moje pierwsze spotkanie z Dukiewiczem, pomimo, że ma on już na koncie świetnie ocenianą i nagradzaną serię „Black Hound” (dwa Złote Kurczaki dla komiksu niezal.). Przyciągnęła mnie estetyka space – opery, którą lubię nie tylko w komiksie, a którą spod ręki polskich twórców to bym chyba na jednej ręce policzył…
Cóż, to pierwszy tom większej całości, więc wiadomym jest, że dużą część zajmuje pokazanie samego świata przedstawionego, ukazanie bohaterów, ich pierwsza charakterystyka…
Ale w tym zakresie jest naprawdę nieźle. Owszem, aż bije po oczach inspiracja „Diuną” mieszaną ze „Star Wars”, ale jak się inspirować to najlepszymi, wiadomo. Inspiracje są tutaj (póki co) bardzo widocznie przede wszystkim w warstwie graficznej. W moim odczuciu ruch to sprytny – o ile świadomy, a nie wynikły z przypadku i przesycenia twórcy popkulturowym bagażem, który miast inspirować, obciąża – bo pozwala nam wejść do kreowanego świata dzięki podążaniu za pewnymi archetypowymi wzorcami popkulturowymi, które znamy tak dobrze, że osadziły nam się w podświadomości. Łatwiej jest nam się dzięki temu zaaklimatyzować w przestrzeni uniwersum kreowanym przez Dukiewicza, które tylko z początku, po pobieżnym rzuceniu okiem, zdaje się stanowić kalkę zsyntetyzowanych światów Arrakis i Tatooine’a. Choć i w finale tomu nie zabraknie w kreślonych z rozmachem kadrach bardzo bezpośrednich skojarzeń z ojczyzną Fremenów i Czerwiami. Aż czasem pojawia się niechciane ukłucie, czy inspiracja nie zawędrowała tu nazbyt daleko?
Serwuje Dukiewicz to, czego moglibyśmy po space operze oczekiwać – jego uniwersum jest brudne, nieprzyjazne, rządzone twardą ręką korporacyjnych tuzów. Nie braknie tu miejsca na chciwość, pragnienie zemsty, niespodziewane sojusze, epickie pościgi i efektowne walki. Każdy ma tutaj własny, często nieoczywisty interes, który niekoniecznie dobrze wróży pozostałym. A prawo pięści jest tu obowiązujące na równi z brutalnie egzekwowanym prawem korporacyjnym. Prawa człowieka możecie sobie schować w kieszeń, bo za bardzo nie ma na nie miejsca.
I to się sprawdza, taki rys zarówno fabularny, jak i graficzny. Stonowana kolorystyka i dość dobrze dopracowane kadry sprawiają, że komiks dobrze się czyta, sama historia rozbudza apetyt i pozostawia odpowiednią dawkę niedosytu, wraz z pragnieniem kontynuacji…
Wszystko teraz zależy od tego, czy Dukiewicz własną historię udźwignie, rozwinie zarówno ją, jak i samo uniwersum z odpowiednim dla space opery rozmachem i nie zabrnie zanadto, za głęboko w oczywiste inspiracje wspomnianym popkulturowym kanonem. Nie na tyle głęboko, by popaść we wtórność.
Rysunek jest dopracowany, choć może nie wybitny. Nie jest to hiperrealistyczna kreska, jaką serwował choćby Lawrence w kultowym „Stormie”, ale naprawdę jest nieźle. Kadry są znośnie dopracowane, nie ma lekceważenia tła i detali. Plansze rozplanowane są z sensem i starannością, poszczególne kadry układają się w odpowiednio dynamiczne sekwencje, dzielone czy to przez pełnoplanszowe ilustracje, czy przez szerokie tła, na które nakłada autor efektowne zbliżenia.
Na start – jestem zaciekawiony. Zwłaszcza, jak wspomniałem, rodzimych komiksów w konwencji space opery wciąż mamy jak na lekarstwo. A szkoda, bo to estetyka z wielkim potencjałem i mająca bardzo silne popkulturowe zakorzenienie, co daje podwaliny pod komercyjny sukces… oczywiście, jeśli finalny produkt okaże się dobry.
Pandora – jak na tom pierwszy – taka właśnie jest. Obiecująca, zgrabnie narysowana, dynamicznie rozpisana, oscylująca pomiędzy fabularnym szukaniem oryginalności, a graficzną, bardzo zachowawczą i znajomą estetyką, kopiującą w dużej mierze klasykę SF. Podołał Dutkiewicz, obiecując rozpoczęcie space opery. Poczekamy – zobaczymy, czy podoła również jej rozwinięciu, a co najważniejsze, zakończeniu.
Jestem pełen nadziei, że tak będzie.
4 oceny Show votes.
4 oceny Show votes.
4 oceny Show votes.
Pandora #01 to pełen akcji solidny komiks space operowy, który mocno czerpie z najpopularniejszych klasyków gatunku.
Większość komiksu to wprowadzeniem do histori, przedstawieniem postaci i konceptów, ale zachowuje tempo i odpowiednio miesza sceny ekspozycji, emocji i akcji.
Oprawa graficzna jest dynamiczna i czytelna, odpowiednio pokazuje szorstkość swiata i ekspresje bohaterów. Grube linie, projekt postaci i nawet kolor, trafiły w mój gust i oczekiwania od tego komiksu.
Naprawdę polubiłem ten komiks i wyczekuję kontynuacji i więcej mu podobnych.
Michał Szczebak:
PANDORA Dukiewicza to natomiast science fiction, które zupełnie nie stara się ukryć swoich inspiracji. Oglądaliście lub czytaliście Diunę? Jesteście fanami Star Wars? Tutaj poczujecie się jak w domu. Co jednak ważne, Dukiewiczowi udaje się skonstruować historię, która pomimo bycia sklejką znanych i lubianych motywów, potrafi zaangażować czytelnika na własnych zasadach. To przede wszystkim zasługa fajnie rozpisanych postaci i świetnego tempa tej historii. Cieszy też fakt, że wizualnie autor nie osiadł na laurach i chociażby pod względem designów znacznie poszerza zakres inspiracji, sprawiając, że świat ten nie jest kropka w kropkę Arrakis lub Tatooine (choć pod wieloma względami zachowuje ich charakterystykę). Z pewnością też czuć w tych rysunkach, szczególnie w sposobie prowadzenia akcji, czy scenach walk, inspirację pracami Daniela Warrena Johnsona. Choć oczywiście ciężko jest dorównać mistrzowi to Dukiewicz podjął bardzo udaną próbę - chociażby scena walki na arenie, która jest dynamiczna, ale wciąż niezwykle czytelna, pokazuje, że autor wie co robi i posiada umiejętności, których można tylko pozazdrościć. PANDORA to naprawdę świetne fantastyczno-naukowe czytadło, które może nikogo nie zaskoczy, ale na pewno dostarczy sporo rozrywki komuś kto lubi takie klimaty.
O ile jeśli chodzi o kontynuację HAERELANDS, pełnoprawny album w tym świecie, to czekam na niego z nadziejami, ale bez większej ekscytacji, tak na kolejne tomy PANDORY jaram się znacznie bardziej. Liczę jedynie, że autor pozwoli sobie na odejście od znajomych formuł i wprowadzi do tego świata coś bardziej nieoczekiwanego. Nie mniej jednak komiks gatunkowy w naszym kraju przez ostatnie kilka miesięcy rozrósł się o dwie serie z naprawdę sporym potencjałem. Może i na razie oba tytuły dość nieśmiało wychodzą poza znane nam schematy i tropy gatunkowe, ale trzymam kciuki, że jeszcze wyjdą na swoje i naprawdę pokażą na co je stać.
(Pełen tekst: https://www.facebook.com/photo.php?fbid=921137740674923&set=pb.100083361151617.-2207520000&type=3)