Dylan odzyskał w końcu kontrolę nad swoim losem i próbuje naprawić zniszczenia, do jakich doszło w Nowym Orleanie podczas jego nieobecności, jednocześnie przygotowując się do ostatecznego starcia z Żałobną Gwiazdą.
Ale kiedy zaczyna szukać sojuszników w kręgach osób o nadprzyrodzonych zdolnościach, odkrywa nowych graczy czających się w cieniu, z których każdy ma własne plany – i nie wszyscy chcą, by mu się powiodło.
Uznany pisarz RYAN PARROTT (Mighty Morphin Power Rangers, Dead Day) wraz z obiecującymi rysownikami ABLEM (Harley Quinn, Batman: Gotham Knights – Gilded City) oraz BRUNO FRENDĄ (Edenfrost) przedstawiają czwarty tom serii o superbohaterach!
Zawiera ROGUE SUN zeszyty #19–24.
17.06.2026
I
Kolor
Miękka
170x260 mm
168
79,90 zł
9788368543285
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Rogue Sun Tom 4: Divinity to kolejna odsłona przygód Dylana, który ponownie wciela się w Rogue Suna i tym razem zajmuje się tropieniem zbiegów z więzienia. Początek tomu zaskakuje dość nietypowym pomysłem: jedna z dłuższych scen została pokazana jednocześnie z perspektywy Dylana, jak i ducha jego ojca. Wiecie konflikt pokoleń itp. Na papierze brzmi to ciekawie, ale w praktyce nie robi aż takiego wrażenia i miałem poczucie, że można było lepiej wykorzystać te strony.
Na szczęście później robi się zdecydowanie ciekawiej. Do historii dołącza nowa bohaterka Divinity i muszę przyznać, że jej historia wypada naprawdę dobrze. Równie interesujący jest wątek morderstwa w Ptaszarni, którego zagadkę Dylan wraz z ojcem próbują rozwikłać. Tutaj intrygi na kobiecym dworze dają radę.
Problem w tym, że całość dość mocno opiera się na dobrze znanych schematach komiksów superbohaterskich. To wciąż przyjemna lektura, ale trudno znaleźć tu coś, co naprawdę wyróżniałoby ten tom na tle konkurencji. Jest dobrze, choć bez większych fajerwerków.
Za to pod względem ilustracji nie mam praktycznie żadnych zastrzeżeń. Komiks prezentuje się świetnie: rysunki są nowoczesne, dynamiczne i bardzo efektowne.
To dla mnie trochę słabszy tom. Szkoda, bo po rewelacyjnym początku serii liczyłem, że utrzyma ona równie wysoki poziom. Mimo wszystko nadal bardzo lubię całe Massivverse i z przyjemnością będę sięgał po kolejne albumy. Mam tylko nadzieję, że następne części ponownie zaskoczą czymś więcej niż solidnym rzemiosłem.