Pierwszy tom słynnej młodzieżowej serii autorstwa wielokrotnie nagradzanego scenarzysty Briana K. Vaughana (Ex Machina, Y – ostatni z mężczyzn) oraz rysowników Adriana Alphony i Takeshiego Miyazawy, znanych z Ms Marvel.
Sześcioro nastolatków przypadkiem odkrywa szokującą prawdę: ich rodzice należą do sekretnej organizacji przestępczej, która od lat potajemnie rządzi Los Angeles. Jej członkowie nie cofną się przed niczym, żeby zabezpieczyć swoje interesy, ale ich dzieci nie zamierzają im na to pozwolić. Nico, Chase, Karolina, Gertrude, Molly i Alex uciekają z domów i wspólnie uczą się trudnej sztuki przetrwania. Wiedzą, że muszą powstrzymać swoich rodziców, zanim ci doprowadzą do zagłady miasta, a może i całej Ziemi.
07.2018
I
Kolor
Twarda
170x260 mm
444
119,99 zł
9788328126596
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

RECENZJA: „Runaways” tom 1 (wydanie Egmont)
Przeczytałem komiks, który od dawna chodził mi po głowie. Lista moich komiksowych zachcianek rośnie z miesiąca na miesiąc, w kolejce zakupów czeka masa tomów z Punisherem, Daredevilem czy Spider-Manem. Dlaczego więc mój wybór padł akurat na trzy tomy „Runaways” wydane przez Egmont w latach 2018-2019? Wygrała moja lekka obsesja na punkcie chronologii i chęć posiadania kompletnej historii wydanej po polsku na już! Dodatkowo w 2023 roku obejrzałem serial na ich podstawie i bardzo polubiłem te postacie. Musiałem sprawdzić pierwowzór😅
Album zawiera zeszyty: Runaways (vol.1) #1-18 (2003-2004 r.).
✍️ Scenariusz: Brian K. Vaughan
🎨 Rysunki: Adrian Alphona (zeszyty #1-10, 13-18) oraz Takeshi Miyazawa (zeszyty #11-12)
🎨 Okładki: Jo Chen
Jak zawsze recenzja jest w 100% bez spoilerów!
📖 O co tutaj chodzi?
Grupa sześciu nastolatków odkrywa potworną prawdę. Ich rodzice, na co dzień postrzegani jako wzorowi, bogaci i ułożeni obywatele, w rzeczywistości prowadzą tajną organizację przestępczą o nazwie Pride. Dzieciaki nie zamierzają bezczynnie na to patrzeć. Uciekają z domów i łączą siły, aby wspólnie rozprawić się z własnymi rodzicami.
👍 Co mi się podobało?
✍️ Scenariusz: Sięgając po ten komiks, wiedziałem, że to historia stworzona z myślą o młodzieży. Ale jako ojciec trójki dzieci spojrzałem na to trochę z innej strony. W delikatnym stopniu to lektura również dla rodziców nastolatków pozwalająca zobaczyć, jak dzieci mogą na nich patrzeć i z jakimi problemami się zmagają. Sam scenariusz trzyma w napięciu. Z zeszytu na zeszyt czuć rosnące zaangażowanie w oczekiwaniu na finał, a dzieciaki świetnie uczą się współpracy, choć nie brakuje tu dramatów i potknięć. Vaughan stworzył genialnie różnorodną ekipę, która różni się zainteresowaniami, wartościami, poglądem i stylem. Ponadto wielki plus za to, że znani herosi Marvela pojawiają się tu tylko symbolicznie i w małych wątkach. Seria nie jest nachalnie wypchana logotypami, dzięki czemu czuć, że to opowieść w 100% o uciekinierach. Wątki romansowe na poziomie nastolatków też mi nie przeszkadzały, idealnie pasowały do klimatu. Dostajemy tu też świetną gatunkową mieszankę: od magii, przez kosmitów, aż po zaawansowaną technologię, wampiry a nawet stworzenie z przyszłości!
🎨 Rysunki: Na ogromną pochwałę zasługuje mimika postaci, która była niezwykle wyrazista i w pozytywny sposób wyróżniała się na kadrach. Drugi plus leci za stylówe bohaterów. Garderoba każdego z nich doskonale podkreślała ich unikalną osobowość. Z każdym zeszytem bohaterzy byli na ilustarcjach przedstawiani coraz bardziej dojrzale. Rysownik dbał też o spójne szczegóły w tle na przestrzeni wielu zeszytów, a ułożenie kadrów nie jest monotonne. Bardzo podobały mi się okładki Jo Chen, które znacząco się różnią od tego co prezentuje opowieść.
🤷♂️ Minusy.
W warstwie graficznej mam delikatnie mieszane uczucia. Kreska Adriana Alphony jest momentami „poszarpana” i mało dokładna. Często miałem wrażenie, że rysowane pomieszczenia co kadr zmieniają swoją wielkość, jakby się rozciągały i zwężały. Moje oko wyłapało też kilka drobnych błędów takich jak znikający nagle wykrzyknik na koszulce Alexa (choć przy całości detali przymykam na to oko). W zeszytach #11-12 dostajemy zmianę rysownika na Takeshiego Miyazawę. Jego styl jest prostszy i bardziej czysty, co początkowo mocno mnie wybiło z rytmu, ale po kilku stronach dało się przyzwyczaić. Ostatni zgrzyt to przedstawienie starożytnych bóstw Gibborim. W mojej ocenie wyszły zbyt bajkowo. Od tak potężnych istot powinno siać grozą, a odniosłem wrażenie, jakby wycięto je z innej bajki i wrzucono do tego komiksu. Ilustracje są dobre, ale to nie jest styl, który w 100% pobudza moją wyobraźnię.
🤔 Czy ten zakup był udany?
Mimo pewnych uwag do rysunków, uważam ten komiks za bardzo dobrą pozycję. Scenariusz robi tutaj genialną robotę i tak mocno mnie wciągnął, że w pewnym momencie przestałem analizować kreskę i po prostu chłonąłem historię. Już nie mogę się doczekać, aż złapię za drugi tom!
⭐ Moja ocena: 8/10