Czarny kryminał miesza się z horrorem i weird fiction. Spektakularna akcja i rozwiązanie wszystkich mrocznych sekretów malowniczego Saint Elme w wielkimi finale jednej z najbardziej intrygujących serii jakie ukazały się w ostatnich latach we Francji.
Serge Lehman i Frederik Peeters przez cztery tomy budowali precyzyjną siatkę połączeń między oryginalnymi bohaterami tej mrocznej, wciągającej historii z pogranicza czarnego kryminału i niesamowitej opowieści grozy. Teraz, w tomie piątym, wszystkie te wątki znajdą swoje krwawe i wybuchowe rozwiązanie. Tego nie można przegapić!
Seria
Pochodzenie
Wydawca Polski
Wydawca Oryginalny
Data Wydania
11.09.2024
Wydanie
I
Druk
Kolor
Oprawa
Twarda
Format
214x280 mm
Liczba Stron
80
Cena Okładkowa
86,90 zł
EAN
9788367725408
| Rok | Nagroda | Kategoria | Wynik |
|---|---|---|---|
| 2025 | Nagrody Festiwalu w Angoulême | Oficjalna selekcja | Nominacja |
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Tak bardzo wyczekiwany przeze mnie finał dostarczył sporo emocji, choć moje obawy co do wykorzystania elementów nadprzyrodzonych po części się sprawdziły. Nie wszystko wybrzmiało tak jak bym sobie tego życzył, ale w końcu nie jestem przecież jedynym odbiorcą, więc moje malkontenctwo nie powinno za bardzo nikogo obchodzić. Mimo wszystko wizyta w Saint-Elme była ciekawym doświadczeniem.
Finałowy album przynosi dużo krwawej akcji, zresztą była to chyba jedyna możliwa droga do rozwiązania konfliktu, który narastał z tomu na tom. Podobnie jak we wcześniejszych częściach, autor nie ma problemu z ukazywaniem na kartach swojego komiksu bezlitośnie zadawanej przemocy. Ale chyba inaczej być nie mogło i jako czytelnik w pełni rozumiem, że właśnie takimi prawidłami gatunkowymi rządzą się tego typu opowieści.
Mógłbym trochę ponarzekać na zamknięcie niektórych wątków, ale robię to ostatnio tak często, że chyba sobie daruję. Wiecie już przecież, że ocena zaproponowanych rozwiązań fabularnych to sprawa bardzo indywidualna. Ja akurat ostatnio mam dość często problem z zakończeniami i tu jest podobnie. Samo wprowadzenie elementów nadprzyrodzonych po prostu trochę się gryzie z głównym szkieletem tej historii. Scenarzysta zabawił się z czytelnikami, usilnie kierując w pewne fabularne rejony tylko po to, żeby później zostawić, niczym sieroty, osamotnionych na środku pustego placu. Pewnie, że pozostawienie niektórych spraw bez wyjaśnienia część czytelników uzna za plus, bo oto właśnie autor dał im wolną rękę do własnej interpretacji. Ja jednak mam w takich wypadkach wrażenie, że albo znowu zabrakło czasu i stron na domknięcie pewnych historii, albo po prostu taką drogę, trochę na łatwiznę, wybrał twórca.
Nie mam jednak wątpliwości, że jako całość „Saint-Elme” stanowi bardzo smakowity kąsek dla fanów niejednoznacznych kryminałów. Nie wszystko może działa jak w szwajcarskim zegarku, ale zabawa jest przednia i życzyłbym sobie zdecydowanie więcej komiksów prezentujących podobny poziom fabularny i wizualny. Czytajcie, bo warto!