Prywatny detektyw Jack Herriman widział już wiele trupów. To zresztą u Herrimanów rodzinne: jego wuj jest drugim po Weegeem najsłynniejszym fotografem miejsc zbrodni. Skołowany po ostatnim zleceniu, które potoczyło się wyjątkowo pechowo, Jack podejmuje sprawę zaginionej dziewczyny. Miało być łatwo. Znajduje jednak same kłamstwa i sekrety sekty wolnej miłości.
SCENY ZBRODNI Eda Brubakera i Michaela Larka po raz pierwszy ukazały się wiele lat przed tym, jak autorzy wypuścili znane i cenione serie, takie jak Gotham Central. Na długo przed tym, zanim posypały się nominacje do Nagrody Eisnera. Teraz to arcydzieło detektywistycznego noir wraca w odświeżonym wydaniu z nigdy dotąd niepublikowanymi dodatkami i materiałami z kulis powstawania, uzupełnionymi osobistą opowieścią Eda.
Uwielbiana seria kryminalna po raz pierwszy w Polsce!
Wspaniała rzecz. Klimatyczna, mroczna, pokręcona opowieść, która z pewnymi kliszami bezlitośnie się rozprawia, by inne z uznaniem obdarzyć uchyleniem kapelusza. — Booklist
21.03.2025
I
Kolor
Twarda
180x275 mm
128
79,00 zł
9788367571500
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Sceny Zbrodni.
To chyba najmocniejszy komiks Brubakera, jaki czytałem, ale czy najlepszy? Zdecydowanie nie. Intryga jest poprowadzona bardzo pewnie, czuć rękę mistrza. Fabuła wciąga jak bagno i naprawdę trudno się od niej oderwać. Problem w tym, że bohaterowie, choć mają za sobą ciekawe i często traumatyczne historie, nie dostają aż takiej głębi, jakiej by się oczekiwało.
Całość kręci się wokół zaginięcia dziewczyny, która,delikatnie mówiąc, nie była święta. Sprawę prowadzi detektyw Jack Herriman, który sam ma solidny bagaż problemów. Dość szybko okazuje się, że zamieszana w to jest sekta seksualnie wyzwolonych popaprańców. I choć komiks nie epatuje dosłownością, to sugestie i klimat robią swoje, a w tle czają się naprawdę powalone rzeczy.
Drugi zgrzyt to ilustracje. Są… poprawne. Nic więcej. W pewnym momencie złapałem się na tym, że praktycznie przestałem na nie patrzeć i skupiałem się głównie na tekście, a tego jest tutaj naprawdę sporo. To nie jest szybka lektura.
Czuć też, że to starsze dzieło Brubakera, momentami trochę toporne, jeszcze nie tak dopracowane jak jego późniejsze kryminały. Ale jednocześnie już tutaj widać zalążek tego stylu, który później rozwinął do perfekcji.
Narzekam, ale ciągnęło mnie bez reszty, a końcowe twisty mną pozamiatały. To komiks specyficzny, nierówny, ale zdecydowanie wart poznania.
Komiks ten i setki innych zobaczysz na moim Instagramie: Lukkegeek