Rodzina Centobucchich przeżywa trudne chwile. Wychodzą na jaw pewne wstydliwe fakty, które opisuje czarno na białym nader przedsiębiorcy młodzieniec o aspiracjach literackich. Ów yekst, będący niemal gotowym scenariuszem filmowym, ma szansę trafić do realizacji w jednej z największych hollywoodzkich wytwórni.
Ameriga z kolei dopada fiskus, który zamierza przestudiować jego księgi rachunkowe, toteż nasz gangster musi w krótkim czasie zainwestować milion dolarów w jakieś legalny biznes. Jakby tego było mało, mamy jeszcze do czynienia z rozterkami miłosnymi pewnego policjanta i kobiety, której gniew może mieć iście szekspirowskie skutki.
Poznaj dalsze dzieje rodziny, z którą nie wychodzi się najlepiej nawet na zdjęciach.
21.04.2026
I
Czerń / Biel
Twarda
180x247 mm
196
89,00 zł
9788397839816

Dość długo kazał nam czekać Elemental na kolejny tom smakowitej, niczym włoski makaron, pikantnej i niepoprawnej politycznie komedii gangsterskiej „Spaghetti Bros.” I to oczekiwanie zostaje finalnie wynagrodzone, doskonałym poziomem kolejnego tomu. Doskonałym – jeśli przyswajacie ciut specyficzny, czarny humor, prezentowany ochoczo w trzech poprzednich.
Seria „Spaghetti Bros.” to satyra. I jako taka, rządzi się swoimi prawami. Jest groteskowa, obrazoburcza, niepoprawna, ale urzekająca w swojej ostentacyjnej, topornej formie, która do bólu ogrywa znane klisze i funkcjonujący w popkulturze wizerunek włoskiego mafioza. I bezczelnie go ośmiesza.
Cała rodzina Centobucchich, której głową jest zatwardziały przestępca Amerigo, to zbieranina kuriozów i indywiduów, z których każde ma dużo za uszami, i z których każde bez wyjątku zdaje się grać wyłącznie na siebie. A to prowadzi – bo musi – do licznych, niepożądanych konfrontacji, konfliktów oraz zagrożeń kruchego, jakimś cudem nadal funkcjonującego status quo. Może udaje się tę delikatną równowagę zachować, że co drugi z rodziny ma więcej szczęścia, niż rozumu? A może jednak przydaje się , nieustanne tłuczenie ciężkim krzyżem po głowie Ameriga, przez jego niezwykle porywczego brata - księdza?
W tym tomie rodzinę Centobucchich dopadają dwie plagi: Hollywood i kontrola skarbowa. Nie wiadomo nawet, która gorsza. Hollywoodzki wątek wynika z inicjatywy pewnego młodocianego członka rodziny, który postanawia napisać scenariusz... I chłopak jak pomyślał, tak zrobił, a że był w swojej opowieści szczery do bólu, to na jaw wychodzi wiele rodzinnych wstydliwych i groźnych sekretów... Pomagający mu scenarzysta podbiera mu pracę, wykorzystując scenariusz jako swój i - co w tym wszystkim najgorsze - zaczyna zyskiwać zainteresowanie. W tym samym mniej więcej czasie blady strach pada na Amerigo, kiedy dowiaduje się on o zapowiedzianej kontroli skarbowej i staje w obliczu konieczności wyprania błyskawicznie sumy miliona dolarów.
Jednak chęć, a móc, to dość odległe od siebie bieguny i nad naszym gangsterem naprawdę zbierają się czarne chmury. Wpada on jednak na pomysł zainwestowania w biznes, jaki nie ma prawa przynieść zysku... Czyli w produkcję filmu. Bierze więc na warsztat producencki najgorszą szmirę, jaką udaje mu się znaleźć (taką, wiecie, o wielkiej małpie demolującej miasto...mówi wam to coś?).
To początek całej serii nieprawdopodobnych perypetii, szalonych zbiegów okoliczności, chronicznego pecha, kroczącego ramię w ramię ze wspomnianym szczęściem głupiego...
Jeśli podeszły wam poprzednie tomy, to tutaj jest bardzo podobny poziom. A może nawet jest wszystkiego więcej, mocniej, dosadniej? Mnóstwo tutaj odniesień do popkultury, mnóstwo pikantnych wtrętów – jakby w purytańskiej wersji „Chicci Dum Dum”, zwłaszcza z tomu pierwszego tamtej serii. I niesamowicie to wszystko współgra, powaga miesza się tutaj z gorzką ironią, melancholia, z otwartym szyderstwem. Trillo rozprawia się tutaj z popkulturowym mitem włoskiego mafioza, zatwardziałego, przebiegłego i wyzbytego skrupułów, ale zarazem czujnego i inteligentnego. Ale dekonstruuje też wyobrażenie Włocha / Włoszki – jako przykładnych katolików, których – owszem fasadowa powierzchowność może sugerować głęboką religijność, ale czyny już wyraźnie temu przeczą. Świętych tutaj z pewnością nie uświadczymy. Wręcz przeciwnie.
Graficznie, idealnie wpisuje się Mandrafina w przyjętą estetykę scenariusza, świetnie godząc realistyczną kreskę z zacięciem satyrycznym, zwłaszcza w celu uwypuklenia przywar poszczególnych postaci. Lubię jego warsztat, lubię dbałość o szczegóły w każdym kadrze, ale też doceniam ironiczny wydźwięk wielu kadrów, wprawnie współgrających z humorystycznym brzmieniem wielu dialogów.
Czwarty tom „Spaghetti Bros.” to komiks dla fanów serii. Od biedy da się go czytać, jako pierwszy, niezależnie, od pozostałych, ale pewne konteksty niechybnie nam wtedy umkną, nie wszystko dostrzeżemy, nie zrozumiemy niuansów wszelkich rodzinnych relacji. Które nie są ani proste, ani tym bardziej – poprawne. I w tym chyba tkwi (wciąż) siła tej opowieści.
2 oceny Show votes.
2 oceny Show votes.
2 oceny Show votes.
Rodzinka Centobucchich to jedna z najlepszych rodzinek w świecie komiksu. NIE DA SIĘ NIE LUBIĆ.
Notka dla tych, co znają tomy 1-3 Spaghetti Bros:
Jeśli się Wam jedyneczka, dwójeczka i trójeczka podobała, to bierzcie ludziska czwóreczkę w łapy bez cienia zastanowienia, bo jest tak samo pyszniutko jak w poprzednich tomach.
A teraz dla tych, co Spaghetti Bros nie czytali:
Bierzcie w łapy bez cienia zastanowienia, bo dobre to takie, że łożesz szlag by to jasny.
Spaghetti Bros to opowiastki o rodzince, która ma za uszami pewnie wiecej niż sam Vito Corleone. Jest tu kobieta, która po zmroku staje się płatną morderczynią, jest sprzedajny policjant, który ma wywalone, jest ksiądz co to wie o występkach całej rodzinki i SERCE MU SIĘ KRAJE ale nic z tym nie robi, jest największy boss Amerigo, co to ślepy jest i głupi bo jego żoneczka to wyuzdana babencja co to z każdym się tego.
Oto czarna komedia z prześmiewczym vibem gangsta stajl o owej rodzince opowiadająca. Z różnych stron, perspektyw, ujęć. Jest zabawnie, są gagi, są ciekawe pomysły, nieoczywiste rozdziały dopełniające niuanse o bohaterach. To taka bardziej telenowela aniżeli opowieść konkretna od a do z i zamknięta.
Ale obcowanie z Centobucchimi to radocha czysto komiksowa. Kocham Carlosa Trillo za to, co stworzył w komiksowym świecie. Spaghetti Bros to jedno z lepszych jego wypocin.
Rysunkowo jest prze-ultra-pysznie. Kreska Mandrafiny to wzór do naśladowania. Mimo, iż nie jest to komiks nastawiony na wizualne doswiadczenia, to i tak smakowałem każdą planszę bo kocham takową stylistykę.
Zatem wszystkie cztery tomy Spaghetti Bros to perły komiksowe i ja loffciam je całym serduszkiem.