Lobo doczekał się wreszcie upragnionego urlopu. Nie jest mu jednak dane rozkoszowanie się drogimi drinkami z palemką ani spacerami po plaży z androidką do towarzystwa. Na scenę wchodzi bowiem… gigantyczny kosmiczny niesporczak. Cóż, taki gagatek aż się prosi o kłopoty.
W sprawę miesza się jednak pewien harcerzyk w niebieskich rajtuzach i wszystkie oczy we wszechświecie są zwrócone na niego. Zżerany zazdrością Lobo wyrusza więc na Ziemię, wyposażony w memy, hasztagi i resztę arsenału internetowego trolla, zdeterminowany zszargać nieskazitelną reputację Człowieka ze Stali. A te plażowe androidki? O tak, one też się przydadzą.
Wszystko przebiega zgodnie z planem (powiedzmy), przynajmniej dopóki niesporczak Numen nie postanawia uszczęśliwić na siłę Supermana i Lobo i wysłać ich na ich rodzime planety. Co niby może pójść nie tak?
Tim Seeley („Nightwing”, „Grayson”, „G.I. Joe”) i Sarah Beattie (współscenarzystka serii „Money Shot”) połączyli siły z rysowniczką Mirką Andolfo („Batman Biały Rycerz przedstawia: Pokolenie Jokera”, „Sweet Paprika”). Owocem tej współpracy jest szalona, epicka historia o superbohaterach, pełna ekspresyjnych ilustracji!
Album zawiera materiały opublikowane pierwotnie w amerykańskich zeszytach „Superman Vs. Lobo” #1–3.
12.11.2025
I
Kolor
Twarda
225x285 mm
144
79,99 zł
9788328173194

W przeciwieństwie do Supermana, Lobo to aktualnie dość rzadki gość na naszym komiksowym rynku. I zapewne czytelnicy sięgną po ten komiks głównie ze względu na tego drugiego z wymienionych wyżej bohaterów.
Lobo, nie ma co ukrywać, to postać kultowa dla polskich czytelników. Kosmiczny, bezwzględny awanturnik, który w każdej historii z jego udziałem musi urządzić widowiskową masakrę albo po prostu, za sprawą autorów tworzących daną historię pojechać po bandzie, nierzadko w iście surrealistyczny sposób. Lobo to wolność i dowolność różnych środków czy to narracyjnych, czy formalnych - takiego zapamiętali go czytelnicy z epoki TM Semic, kiedy to wysżlo czałkiem sporo albumów z Czarnianinem w roli głównej (wciaz czekamy na wznowienia większości z nich).
W ramach TM Semic Lobo już raz wystąpił w parze z Supermanem, choć nie była to tak wiekopomna i porypana historia, jak solowe przygody Ważniaka z tamtego okresu. W DC Comics potrafią rozwodnić każdą postać i takie mam odczucia, kiedy sporadycznie Lobo pojawia się na potrzeby jakiegoś eventu. Ale za to, kiedy w ramach DC Black Label dostajemy go nagle wraz z Supermanem w ramach jednego albumu, mamy nadzieje, że w tym przypadku uda się wykręcić coś więcej. I cóż, po części są to płonne nadzieje, ale trzeba przyznać, że twórcy tej historii potrafią zaskoczyć kilkoma pomysłami i woltami fabularnymi na tytułową konfrontację. Fabuła sama w sobie jest nacechowana współczesną perspektywą i stara się nieco załagodzić oblicze Ważniaka - co samo w sobie jest rodzajem świętokradztwa.
Tima Seeleya odpowiedzialnego razem z Sarah Beattie za scenariusz dobrze już w Polsce znamy, przede wszystkim z jego sztandarowej serii “Odrodzenie”, ale też z prześmiewczo superbohaterskiego “Local Mana” - ten drugi tytuł ma fragmenty, które natężeniem absurdów i odjechaną akcją mogą kojarzyć się z przygodami “Lobo’. Z kolei rysowniczka Mirka Andolfo kojarzy nam się z oswojoną grozą (“Mercy”), trochę w stylu Tima Burtona - a Lobo niestety wymaga często brutalnej dosadności, nawet jeśli owa dosadność nacechowana jest surrealizmem. I tej dosadności w cieszących oko rysunkach Andolfo brakuje w “Superman vs. Lobo”. A to świadczy o tym, jak wymagającą postacią jest Lobo i historie z jego udziałem - z czego doskonale zdawali sobie sprawę lata temu Keith Giffen, Alan Grant ii Simon Bisley.
Teraz jednak, na koniec pierwszej ćwiartki dwudziestego pierwszego wieku dostajemy uwspółcześnioną opowieść, w której Lobo zamiast po swojemu masakrować, realizuje na Ziemi szatańsko-niedorzeczny plan przeciw Supermanowi, który popsuł mu wypoczynek na wypoczynkowej planecie Telk, a następnie odebrał zainteresowanie gawiedzi. Momentami obserwowanie Lobo jako wpływowego influencera jest nawet zabawne, ale to dopiero przedsmak głównego wątku tego albumu, w którym Numen - dziwaczna istota spoza znanych nam wymiarów - najpierw wprowadza życiu Supermana i Lobo sporo chaosu, a potem w ramach rekompensaty postanawia obu ich uszczęśliwić i przywołać do istnienia ich rodzime planety wraz z ich mieszkańcami. A to nie może się skończyć dobrze, prawda?
Zacieramy dłonie czekając na szaloną jazdę, którą zapowiada kluczowa dla fabuły pomyłka Numena, ale jazda jakoś nie do końca działa, mimo że para scenarzystów wyciska jak najwięcej z intrygującego konceptu. Coś tu po prostu nie styka, coś nas nie przekonuje w doświadczeniach i działaniach tytułowych bohaterów. A najlepsze jest to, że to właśnie wspomniany wyżej Numen i skacząca z jednego kosmicznego miejsca w inne drugoplanowa bohaterka o imieniu Semedea Flik są w tej historii ciekawszymi postaciami niż Lobo i Superman. Coś tu po prostu nie zagrało, choć intencje były naprawdę zacne. A może to po prostu nie jest historia dla dziadersów i młodsi czytelnicy odbiorą tę fabułę inaczej? Nie wiem. Dobrze było znów spotkać z Lobo, ale zarówno on sam, jak i czytelnicy jego przygód zasługują na więcej.
1 ocena Show votes.
1 ocena Show votes.
1 ocena Show votes.