Nagrodzony stypendium Gildii Komiksu debiut Natalii Legutko.
Gumy Turbo, Jan Paweł II i Power Rangers!
Wspomnienia czasu przemian i dzieciństwa, zaskakująco znajome i bliskie. Surowy język graficzny potęguje doznania estetyczne – Natalia Legutko, umiejętnie operując minimalizmem, maksymalnie dużo przekazuje i tworzy niepokojący obraz dorastania w latach polskiej transformacji.
Powieść graficzna, której nie da się „przeskrolować”. Koniecznie przeczytajcie!
Max Skorwider
Mała emigracja ze wsi do miasta, z osiedlowych podwórek w świat aspiracji, a potem powrót do rodzinnego domu. Podróż z biletem PKP nie jest już możliwa, można wracać tylko we wspomnieniach. Wracam i stoję z boku.
Szukam kalendarza, zegara, włączam telewizor. Czas płynie inaczej, układa się porami roku, zamyka w kuchni lub dużym pokoju u dziadków. Są tylko fragmenty, urywki i puste miejsca pośród chaosu.
Miesza się to, co prywatne i powszechne, przeszłość z teraźniejszością. Idę na pole. Wdepnąć w błoto i zabrać ze sobą słomę w butach.
13.05.2026
I
Kolor
Miękka ze skrzydełkami
165×235 mm
168
59,90 zł
9788368331677
| Rok | Nagroda | Kategoria | Wynik |
|---|---|---|---|
| 2026 | Nagrody MFKiG (Komiksus) | Najlepszy polski komiks | Nominacja |
| 2026 | Nagrody MFKiG (Komiksus) | Najlepszy debiut | 🏆 Wygrana |
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Mateusz Czechowicz:
Chociaż urodziłem się jeszcze w latach dziewięćdziesiątych, to z faktu, że był to konkretnie rok 1997, to nie mogę pamiętać tego okresu, ani czuć nostalgii. Moja pamięć sięga bardziej okresu, kiedy wchodziliśmy do UE, albo tuż przed. Kiedy tak naprawdę było już po transformacji, ale informatyzacja była jeszcze w powijakach, internet się dopiero pojawiał, a smartfony to dopiero była pieśń przyszłości. Z tej perspektywy lubię od czasu do czasu porównać swoje doświadczenia osoby urodzonej na przełomie zmiany pokoleń z Millenialsów na Zetki z doświadczeniami osób starszych lub młodszych o te 3-5 lat. A mówię o tym, bo w ten schemat idealnie wpisuje się tegoroczny debiut Natalii Legutko - “To był najlepszy koniec świata” (wyd. Kultura gniewu). Czyli idealny przykład tego jak opowiedzieć o dzieciństwie w czasach transformacji.
Urodzona w 1993 autorka podjęła fantastyczną moim zdaniem decyzję, by przedstawić tylko wycinek swojego życia w końcówce XX wieku. Dzięki temu miała ona wystarczającą ilość miejsca, by opowiedzieć o wydarzeniach w sposób wyczerpujący, ciekawy i oddający perspektywę dziecka z tamtego okresu. Perspektywę nostalgiczną, trochę uproszczoną, ale nie bez trzeźwego spojrzenia na bolączki i problemy tamtego okresu. Autorka jasno pokazuje, że upadek zakładów, wprowadzenie gospodarki rynkowej, inflacja i cała reszta, którą zafundował Polakom Balcerowicz, miała realny wpływ na życie i często pogorszenie się jego standardu. Przefiltrowane to oczami dziecka, ale jednak jest.
Przez te dziecięce oczy widzimy też to jak Polska nadganiała zachód mentalnie i kulturowo. Zmiana stylu ubioru, czy wręcz życia. Wejście do Polski McDonald’s, narodziny prywatnych biznesów. Pojawienie się inspirowanych zachodnią popkulturą programów w telewizji. Z komiksu czuć powiew zmian, które następowały w III RP na początku jej istnienia. Ciekawie się na to spogląda, kiedy dla mnie to efekty tych zmian były od zawsze. I to nawet mimo tego, że jestem z głębszej prowincji niż autorka.
Oprócz opowieści o latach 90, jest to też opowieść o życiu dziecka w domu wielorodzinnym, na podkarpaciu. Widzimy jak z perspektywy kilkuletniego dziecka wyglądała codzienność domowników. Jak wyglądały święta, jak wujek bohaterki wchodził w dorosłość, jak na wszystkich wciąż wpływały doświadczenia komuny. To chyba był najciekawszy element, bo mogłem go odnieść bezpośrednio do siebie i zderzyć ze swoimi doświadczeniem mazurskiej wsi z początku XXI w. I choć różnic jest sporo, to mi zapadały w pamięć dwa podobieństwa, które wywołały we mnie poczucie nostalgii, wymieszanej z codziennością już dzisiejszą. Pierwszym jest jedna strona, gdzie na polu pracuje poczciwy Ursus - C-360 lub C-330. Drugim jest cały wątek psiarski. O nim chcę jak najmniej, bo jest uroczy, ale nie pozbawiony pewnego dramatu. Dla mnie, jako psiarza, jest to dodatkowy punkt do oceny. I jak widać na grafice, nie tylko mi się on spodobał.
“To był najlepszy koniec świata” jest też fantastyczny pod względem narracji wizualnej. Łączy minimalizm, statyczność i płaskość kolorów z fantastyczną zabawą kadrami. Natalia Legutko nie boi się eksperymentować na tym polu, co chwilę zmieniając formę swoich prac. Raz mamy klasyczną siatkę, by po chwili mieć uporządkowany chaos, a za nim jeden wielki panel na całą stronę. Jest to wszystko bardzo kreatywne, nie pozwala się nudzić, ale zachowuje przy tym niesamowitą spójność.
Trochę nie wiem jak skończyć, bo można o tym tytule mówić i mówić. Celowo wiele rzeczy pominąłem, żeby zostawić do odkrycia podczas lektury, do której serdecznie zachęcam. Jest to debiut niesamowicie dojrzały, przemyślany od początku do końca. Czuć, że autorka wiedziała co robi, dostarczając nam świetnie napisany i bardzo ciekawie narysowany komiks, a nie okruchy pięćdziesięciu różnych wątków. Jeszcze raz polecam, bo szkoda komiks przegapić.