Nowy świat. Ten sam Peter. Zupełnie inne życie.
Nowe, mroczne uniwersum, powołane do życia przez okrutnego Stwórcę, pilnie potrzebuje bohatera. Kto odegra tę rolę lepiej niż Spider-Man? W tym świecie Peter Parker jest jednak starszy. Dojrzalszy. To Człowiek Pająk, który musi godzić ratowanie Nowego Jorku z obowiązkami męża i ojca. Tak – Peter i Mary Jane są małżeństwem! I mają dzieci. W tajemnicy przed nimi świeżo upieczony Spider-Man stanie wkrótce do walki z pierwszym złoczyńcą. Tylko jak długo zdoła utrzymać swoje drugie życie w sekrecie? I czy powinien?
Na dodatek najbliżsi przyjaciele Petera prowadzą niebezpieczne dziennikarskie śledztwo. Czy zdołają ustalić, kto naprawdę pociąga za sznurki w tym dziwnym świecie? A kiedy do akcji wkroczą rebelianci z drużyny Ultimates pod wodzą Tony’ego Starka, zrobi się naprawdę gorąco!
Seria „Ultimate Spider-Man” opowiada o losach dorosłego Petera Parkera w nowym świecie Ultimate – dystopijnej wersji głównego uniwersum Marvela. Scenariusz do tego albumu napisał Jonathan Hickman, znany z ambitnych fabuł autor „Fantastycznej Czwórki”, „SHIELD” czy „Tajnych wojen”. Rysunki przygotowali Marco Checchetto i David Messina.
Album zawiera materiały opublikowane pierwotnie w zeszytach „Ultimate Spider-Man” (2024) #1–12.
23.09.2026
I
Kolor
Miękka ze skrzydełkami
167x258 mm
312
129,99 zł
9788328175785

Opinie o tym, że mamy do czynienia z najlepszą serią o Spider-Manie ostatnich lat nie były gołosłowne. “Ultimate Spider-Man” z Nowego Świata Ultimate to naprawdę udana wariacja na temat losów Petera Parkera, zgrabnie osadzona w kolejnym superbohaterskim projekcie Jonathana Hickmana.
Lektura każdego kolejnego komiksu z Nowego Świata Ultimate wydanego przez Egmont to ciekawe doświadczenie. W moim przypadku każdy kolejny okazywał się lepszy od poprzedniego. Począwszy od wprowadzającej w ów świat “Inwazji”, która nie zachwyciła tak, jak spodziewałem się, że zachwyci, po “Ultimates”, w którym Deniz Camp uporządkował hickmanowy chaos, aż po “Ultimate Spider-Mana”, w którym tenże Hickman potwierdził, że od pamiętnej serii o Fantastycznej Czwórce, ma do historii, w których ważniejsze od epickiej intrygi staje się rodzinne życie superbohaterów.
Jak zatem Peter Parker został w świecie Ultimate Spider-Manem? Bo przecież pamiętamy, że Stwórca zatrzymał w odpowiednim momencie taki bieg wydarzeń i w przypadku tego bohatera wygląda to tak, jakby Peter Parker rzeczywiscie tym sposobem wyciągnął lepszy los na loterii życia. Ma żonę (MJ), dwoje dzieci, wujek Ben nadal żyje. Jedynie ciocia May jest nieobecna - zginęła w terrorystycznym zamachu, za którym mieli stać terroryści pod wodzą młodego Tony’ego Starka. To wydarzenie jest bardzo istotne bo sprawia, że Peter odczuwa nie tylko brak cioci, ale także (tak jak inni nowojorczycy) brak pełni życia - mimo że najwyraźniej jest szczęśliwy. To jego status quo nie trwa jednak długo - Hickman już w pierwszym zeszycie zabiera go na właściwą drogę życiową i tak oto, dwadzieścia lat później niz powinno się to stać, nasz bohater zostaje superbohaterem.
No właśnie, jakoś nie do końca byłem świadomy w jakim momencie świata Ultimate jesteśmy w całym tym projekcie, zadając sobie podczas lektury komiksów pytania w rodzaju kiedy pojawił się Stwórca i kiedy zniknął. I te dwadzieścia lat życia Petera Parkera nadal jako Peter Parker wyklarowało chronologię i od momentu pojawienia się Spider-Mana dołączyło do ważnego odliczania. Bo każdy zeszyt to jeden miesiąc do momentu, aż otworzy się zatrzaśnięta na cztery spusty, niedostępna dla innych kryjówka Stwórcy. W tym pokaźnym zbiorze dostaliśmy zatem jeden rok z życia superbohatera, a także Kingpina, Zielonego Goblina, który szaleje po Nowym Jorku niedługo po śmierci Normana Osborna (umarł w tym samym zamachu, co ciocia May), wydawniczo-prasową komitywę Wujka Bena i jakże sympatycznego, odmienionego J. Jonaha Jamesna, Gwen Stacy w roli korporacyjnej twardzielki i sympatyczne dzieciaki Petera i Mary Jane.
I podczas lektury jest tak, że bardzo dobrze nam wchodzi zarówno obyczajowa strona tej historii, jak i superbohaterska. Hickman zrobił z nich znakomicie pracujące naczynia połączone. Również dlatego, że mimo szybkiego wrzucenia Parkera w tą drugą z opcji, potem przestaje się śpieszyć ze swoją opowieścią, jakby nagle olśniło go, że ma dwadzieścia cztery miesiące na stworzenie pełnego portretu mężczyzny, który nagle, po latach odkrył swoje powołanie, wydaje się być spełniony i nawet beztroski, jak oryginalny Spider-Man i że przyjdzie mu za to prawdopodobnie zapłacić dużą cenę. Podobny, dogłębny portret dostaje osierocony Harry Osborn - w jego przypadku z uwagą przyglądamy się, jak pękają kolejne zabezpieczenia chroniące go przed przejściem na złą drogę. Jego przemianę Hickman również rozciąga w czasie, w tle rozwijając wizję świata, w którego konstrukcję zaingerował niegdyś Stwórca.
Ten na przemian pogodny i mroczny ton przewija się w rysunkach Marka Checchetto. Dynamiczna kreska i ogólnie pozytywna wizja życia Spider-Mana koi nasze czytelnicze serca, mimo pewności, że to życie musi się kiedyś zawalić. I tak to wygląda w tym komiksie, Hickman i Checchetto łączą ogień z wodą, potoczystą narrację z oznakami nadchodzącej katastrofy. Kto przeczytał wcześniej pierwszy tom “Ultimates” zdaje sobie sprawę, jak okrutni i bezwzględni potrafią być aktualni władcy świata, którym Stwórca dał klucze do królestwa. Przy nich Kingpin jest pionkiem, a przecież już on sam pokazuje dobitnie superbohaterowi, jak trudna przed nim droga.
A jednak - chyba podobnie jak w ostatnim filmie ze Spider-Manem, Pajączek staje się tu kimś na kształt symbolu. Nie jest najsilniejszy, nie jest największy, ale jak wiemy, znalazł się na szczycie listy Stwórcy superbohaterów do usunięcia. Dlatego, że wszyscy go kochamy, dlatego, że to chłopak, a tutaj mężczyzna, za którym zawsze idzie powiew nadziei. To bardzo tradycyjny w swym wymiarze komiks, nawet jeśli wygląda na nowoczesny i wypasiony. Przypomina mi “Nightwinga” Toma Taylora i Bruno Redondo Może to też swojego rodzaju wada, bo podskórnie wiemy, że na końcu musi dobro zwyciężyć i w efekcie znowu dostaniemy to samo, tę samą historię - czyli coś, od czego ucieka linia Absolute - ale tak dobrze się to czyta i daje tak pozytywnego kopa, że tego typu rozwiązania zapewne “Ultimate Spider-Manowi” wybaczymy.
.
2 oceny Show votes.
2 oceny Show votes.
2 oceny Show votes.