Znakomicie narysowana historia fantastyczna będąca przypowieścią o ponurej przyszłości gatunku ludzkiego. Geo zajmuje się przewożeniem odpadów z satelity Awalon na macierzystą planetę. Podczas jednego z kursów jego statek ulega awarii i rozbitek musi radzić sobie sam w całkowicie mu obcym środowisku zniszczonej Terry. Podczas wędrówki znajduje egzemplarz „Burzy” Shakespeare’a, co otwiera przed nim nowe sposoby postrzegania rzeczywistości… Jak zakończy się przygoda Geo na niebezpiecznym świecie przodków?
Historia o wędrowcu jest pod względem graficznym hołdem dla twórczości francuskich mistrzów publikujących w legendarnym czasopiśmie komiksowym „Métal Hurlant”, w szczególności dla Moebiusa.
Autorem albumu jest Viktor Hachmang, holenderski ilustrator i projektant, który międzynarodowe uznanie zdobył nowatorskimi pracami dla wielkich firm i opiniotwórczych gazet. Jego dzieła wiszą w Stedelijk Museum w Amsterdamie i w Victoria & Albert Museum w Londynie. Zajmuje się także tworzeniem komiksów eksperymentalnych łączących science fiction z alegorią („Book of Void”, „Blokken”, „Bestiarium”, „Twin Mirrors”).
25.03.2026
I
Kolor
Twarda
245x332 mm
88
89,99 zł
9788328178564

„Wędrowiec” zachwyca wizualnie i intryguje konceptem, ale jednocześnie nie daje łatwych emocjonalnych punktów zaczepienia. To bardziej kontemplacyjna podróż przez ruinę świata i tożsamości niż klasyczna opowieść science fiction i czysty surwiwal, które początkowo wydają się w niej wybrzmiewać najwyraźniej.
Twórczość Viktora Hachmanga od lat funkcjonuje na marginesie mainstreamu, ale jednocześnie cieszy się uznaniem wśród odbiorców poszukujących w komiksie czegoś więcej niż tylko fabularnej rozrywki. To nazwisko cenione, kojarzone z odważnymi eksperymentami formalnymi, wyczuciem koloru i narracją, która częściej operuje nastrojem niż klasyczną dramaturgią. Hachmang nigdy nie był jednak twórcą łatwym, ale właśnie dlatego każda kolejna publikacja budzi duże oczekiwania. „Wędrowiec”, czyli jego debiut na polskim rynku, właściwie tylko potwierdza tę reputację, choć jednocześnie pokazuje, że artystyczna konsekwencja nie zawsze idzie w parze z emocjonalną przystępnością.
W „Wędrowcu” towarzyszymy Geo, śmieciarzowi, który zajmuje się transportem odpadów ze sztucznego satelity zamieszkanego przez ostatnich ludzi na wysypisko znajdujące się na macierzystej, całkowicie zniszczonej planecie. To świat po katastrofie, w którym ludzkość przetrwała jedynie w szczątkowej formie, a Ziemia stała się toksycznym cmentarzyskiem dawnej cywilizacji. Na skutek błędu bohater rozbija się pośród ruin i zostaje zmuszony do samotnej walki o przetrwanie. Szybko okazuje się jednak, że nie jest to opowieść o survivalu w klasycznym rozumieniu. Geo, bowiem zamiast skupiać się wyłącznie na fizycznym przetrwaniu, zaczyna zadawać sobie pytania o własną tożsamość i sens istnienia w świecie, który dawno utracił swoje znaczenie.
Fabuła, inspirowana poniekąd Shakespearową „Burzą”, rozwija się w sposób wyraźnie enigmatyczny. Zamiast linearnie prowadzonej historii otrzymujemy tu częściej ciąg refleksji, obrazów i symboli, które składają się na wewnętrzną podróż protagonisty. Początek może co prawda sugerować bardziej klasyczną opowieść o zmaganiach z wrogim środowiskiem, jednak bardzo szybko ciężar narracji przesuwa się w stronę egzystencjalnych rozważań. „Wędrowiec” staje się więc historią o przewartościowaniu własnych pragnień i próbą pogodzenia się z rzeczywistością, która nie daje nadziei na odkupienie ani powrót do dawnego porządku.
Taka konstrukcja narracyjna ma jednak swoją cenę. Leniwe tempo i skupienie na introspekcji sprawiają, że komiks nie należy do najłatwiejszych w odbiorze i z pewnością może polaryzować czytelników. To album, który wymaga cierpliwości i gotowości na obcowanie z niedopowiedzeniem. Trudno nie odnieść też wrażenia, że zabrakło tu nieco większego ładunku emocjonalnego. Dystans, jaki Hachmang buduje między bohaterem a odbiorcą, działa konsekwentnie, ale momentami utrudnia pełne zaangażowanie w jego los. Geo pozostaje bardziej nośnikiem idei niż postacią, z którą można się utożsamić, co w tak kameralnej historii bywa odczuwalnym ograniczeniem.
Nie sposób jednak odmówić „Wędrowcowi” jednego: to komiks wizualnie imponujący. Hachmang bawi się kolorem w sposób, który natychmiast przyciąga uwagę i buduje unikalny klimat opowieści. Jaskrawe, agresywne barwy podkreślają toksyczność świata, w którym znalazł się bohater, podczas gdy zgniłe brązy i przygaszone odcienie ziemi akcentują rozkład i obumieranie natury. Każda plansza zdaje się być przemyślana jako osobna kompozycja, a jednocześnie wszystkie razem tworzą spójną całość. To właśnie warstwa graficzna najpełniej uzasadnia renomę autora i pokazuje, dlaczego jego nazwisko wciąż budzi tak duże zainteresowanie.
„Wędrowiec” z jednej strony zachwyca formalnie i potwierdza klasę swojego twórcy ale z drugiej może pozostawić pewien niedosyt na poziomie emocjonalnym. To komiks bardziej do kontemplacji niż do przeżywania i bardziej do pogłębionej analizy niż pochłaniania jednym tchem. Nie każdy odnajdzie się w jego rytmie, ale ci, którzy cenią eksperymentalne podejście do medium, z pewnością znajdą tu coś dla siebie.
2 oceny Show votes.
2 oceny Show votes.
2 oceny Show votes.
Wędrowiec to taki "mój" komiks. Taki totalnie dla mnie.
Wiedziałem to od pierwszych stron. Jako że jestem "napalony" na dobre rysunkowe w komiksowym półświatku, to moje ślepia - jak tylko Wędrowca otworzyłem - zakrzyknęły "JESTEŚMY W DOMU!"
No, że rysunki są miodem i orzeszkiem to już powiedziane. A co z fabułą, narracją i dialogami?
Postapo i dziękuję. Można się rozejść ze świadomością, że Wędrowiec jest w dechę. Z racji tego, że główny bohater jest sam jeden, to dialogi są głównie wewnętrzną rozkminą owego, który konsekwentnie robi to, co tytuł mu podpowiada.
Wędruje, przez obcą już Ziemię, bezludną, dziką i pozbawioną życia. I jest to opowieść drogi po części, po części nie do końca. Scenariusz to prostota, ale na swój sposób prostota urzekająca.
No i mięsko - przeczytać możemy, że stylistyka Wędrowca to hołd dla Moebiusa i dla francuskiej kreski publikowanej w słynnym Metal Hurlant. I tak właśnie widzę Wędrowca.
Artystyczna, bardzo komiksowa forma, pachnąca Druilletem, Moebiusem czy nawet Bilalem. Chociaż mamy tu tak zwaną "czystą linię" to autor nie unika eksperymentowania i robi to świetnie.
Jak dla mnie - nie tylko hołd dla mistrzów frankofońskiej sceny, ale również przepyszna wizualna uczta.
Więcej na IG: @znakiem_tego