„Ziemie Ogona” to piąta (po „Elfach”, „Krasnoludach”, „Orkach i goblinach” oraz „Magach”) seria rozgrywająca się w Akwilonie – jednym z największych komiksowych uniwersów fantasy. Fabuła nowego cyklu przenosi nas na Ogonię, tajemniczy ląd położony na dalekim wschodzie świata.
Pod mury Setanki, największego miasta Kwalundii, podchodzi armia nieumarłych. Obrońcom udaje się odeprzeć wroga, ale zagrożenie nie minie do czasu, aż Juka’eyo, władca miasta, odkryje, kto i dlaczego wysłał przeciwko niemu hordę bestii zwanych ma’a-kuru. Wodza czeka daleka wędrówka do regionu słynącego z pradawnych cmentarzysk i odradzania się mrocznego życia…
Świat Akwilonu wymyślili dwaj francuscy scenarzyści specjalizujący się w opowieściach mitycznych, baśniowych i fantastycznych: Jean-Luc Istin („Merlin”, „Les druides”) i Nicolas Jarry („Zmierzch bogów”), którzy do współpracy zaprosili wielu doświadczonych twórców. Trzeci album opowieści o Ziemiach Ogona został napisany przez Oliviera Peru („Mjöllnir”, „In Nomine”, „Zombie”, „Orki i gobliny” „Elfy”), a zilustrował go Bertrand Benoit („Brocéliande”, „Oracle”, różne historie ze świata Akwilonu).
27.08.2025
I
Kolor
Miękka ze skrzydełkami
215x290 mm
64
34,99 zł
9788328169135
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Ziemie Ogona Tom 3: Ma’a-kuru.
Ta nowa seria fantasy wchodząca w skład Świata Akwilonu naprawdę zaczęła z przytupem. Dwa pierwsze tomy ustawiły poprzeczkę bardzo wysoko. Niestety trzeci tom, nie do końca dowozi ten poziom.
Nie jest tak, że to zły komiks, absolutnie nie. Nadal fajnie pokazuje zależności rządzące nową krainą i rozwija ten rozbudowany świat fantasy. Problem w tym, że jakoś trudniej się w tę historię wkręcić. Wyprawa Juka’eyo, jednego z władców Kwalundii, który rusza wyjaśnić tajemnicze ataki nieumarłych z dalekich stron, wypada dość nijako. Brakuje tu tego czegoś, co by przyciągało i trzymało w napięciu. Ot po prostu podróż z punktu A do punktu B z licznymi walkami pod drodze.
Za to wizualnie jest świetnie. Ilustracje stoją na naprawdę wysokim poziomie i momentami można nacieszyć oczy. Pod tym względem seria nadal trzyma klasę i nawet jeśli fabuła chwilami siada, to warstwa wizualna nadgania i cieszy oko.
Dopiero pod koniec robi się ciekawiej, kiedy pojawia się ostry twist i historia w końcu nabiera rumieńców. Szkoda tylko, że trzeba na to czekać aż do finału.
I tu wychodzi trochę większy problem całego projektu, tych tomów jest już sporo, a wśród nich naprawdę wiele świetnych historii. Przez to te średnie mają trudniej, żeby się przebić i zostawić po sobie coś więcej. Ma’a-kuru właśnie wpada do tej kategorii, nie jest zły, ale na tle reszty wypada średnio.
Mimo wszystko bawiłem się okej, więc nie ma co przesadnie narzekać. No i cóż… czas sięgnąć po kolejny tom z Akwilonu 🙂
Komiks ten i setki innych zobaczysz na moim Instagramie: Lukkegeek