„Batman” Tima Burtona to najważniejszy film komiksowy w historii – wywiad z Johnem Jacksonem Millerem
28.09.2026 07:00
John Jackson Miller to interesująca postać o rozległych zainteresowaniach. Od lat 90. zajmuje się komiksem od strony publicystycznej i analitycznej, a w 2007 roku stworzył Comichron – największą publiczną bazę danych poświęconą dokumentacji przeszłej i współczesnej sprzedaży komiksów w Ameryce Północnej. Poza tym jest przede wszystkim autorem, któremu powierzano liczne znane marki – od „Star Wars” i „Star Treka” przez „Indianę Jonesa” i „Iron Mana” po „Batmana”. Jego książkowa kontynuacja filmu Tima Burtona o tym ostatnim właśnie trafiła do Polski nakładem wydawnictwa Vesper.
Co czuje autor, któremu zaproponowano napisanie kontynuacji kultowego filmu o Batmanie?
Pisanie powieści nawiązujących do filmów Tima Burtona o Batmanie było wspaniałym doświadczeniem. „Jedynkę” tylko pomiędzy 1989 a 1990 rokiem oglądałem ze dwanaście razy, a po pierwszym z tych seansów napisałem recenzję do gazety studenckiej na mojej uczelni. Zawsze uważałem, że to najważniejszy film komiksowy w historii, a nie tylko najważniejszy film o superbohaterach czy o Batmanie. Dlatego wspaniale było zostać częścią tej legendarnej serii.
Batman ma bardzo liczne i oddane grono fanów, które nie łatwo jest zadowolić. Mierzyłeś się już z podobną sytuacją, tworząc liczne komiksy ze świata „Star Wars”, ale czy mimo tego, miałeś jakieś obawy?
W ogóle się nad tym nie zastanawiałem, bo oglądałem ten film tak wiele razy, że znam go na pamięć. Znam każdy wers scenariusza i każdy wers, który został zapisany w scenariuszu, ale nigdy go nie sfilmowano. Jestem bardzo wyczulony na wszelkie różnice pomiędzy wersją sportretowaną przez Michaela Keatona a wszystkimi innymi Batmanami. Czuję, że mam w tym temacie dogłębną wiedzę. Zdarzało się oczywiście, że musiałem zatrzymywać jakąś klatkę w trakcie ponownego oglądania albo powoli przyglądać się pewnym scenom, by upewnić się, że moje wspomnienia są zgodne z tym, co myślałem obecnie, ale nie stanowiło to większej trudności.
Podejrzewam, że kiedy sięga się po taki tytuł, dobrze jest z jednej strony posłużyć się nostalgią, a z drugiej dodać coś własnego. Jak te dwie skrajności zrównoważyć?
Fani mojej twórczości wiedzą, że lubię tworzyć wielowarstwowe zagadki z mnóstwem cliffhangerów i niespodzianek, co idealnie wpisuje się w świat Batmana. Postanowiłem ograniczyć akcję książki wyłącznie do Gotham City i rezydencji Wayne’ów, bo przecież w filmach Tima Burtona nigdy nie opuszczamy tych lokacji. Gotham ma klaustrofobiczny klimat, który, jak sądzę, ludzie doskonale znają i którego przywołania oczekują, więc to była oczywista decyzja. Następnie dopilnowałem, by w fabule znalazło się miejsce dla wszystkich tych postaci, o których wiele osób chciało dowiedzieć się więcej, ale dotąd nie było ku temu okazji. Jak reporter Alexander Knox czy Vicky Vale, która z nieznanych powodów nie pojawiła się w drugiej części filmu. Z książki „Batman: Odrodzenie” można się dowiedzieć więcej o jej losach. Wprowadziłem do tego kilka postaci znanych z „dwójki” – Maxa Shrecka i Selinę Kyle. Wszystkie one współistnieją ze sobą na potrzeby tego, co najbardziej lubię pisać – wciągającej historii, która pokazuje, jak to jest być mieszkańcem Gotham City i jak to jest żyć w czasach, kiedy Batman dopiero zaczyna swoją działalność.
Miałeś całkowicie wolną rękę w doborze tematów i postaci, o ile wszystko mieściło się pomiędzy wydarzeniami z dwóch filmów Tima Burtona?
Celowo wybrałem pisanie powieści osadzonej pomiędzy „Batmanem” a „Powrotem Batmana”, by uniknąć kolizji z tym, co działo się w komiksach „Batman ’89”, które stworzyli Sam Hamm, scenarzysta pierwszego filmu, i rysownika Joe Quinonesa. Współpracowaliśmy z Warner Brothers i DC przy wprowadzaniu poszczególnych postaci z tego samego świata i dokładałem wszelkich starań, by moja historia nie kolidowała z historiami Sama i Joe ani ich nie powielała. Nie trzeba znać tych komiksów, by znaleźć coś dla siebie w moich powieściach i odwrotnie – można czytać komiksy bez znajomości książki. Jeżeli jednak ktoś zechce połączyć je i postrzegać jako części większej układanki, będą w ten sposób działy.
Zdarzyło się tak, że zamierzałeś dodać którąś z kultowych postaci z ogromnego panteonu wrogów Batmana, ale nie pasowała do historii i ostatecznie zrezygnowałeś z niej?
Nie było takiej sytuacji, że chciałem użyć jakiejś postaci, ale z czasem przestała pasować i nie było też takiej, że do którejś z nich nie mieliśmy praw. Od początku wiedziałem natomiast, że będę unikał przedstawiania Harveya Denta jako Two-Face’a, bo pojawił w komiksach, ale oznaczało to po prostu tyle, że mogłem śledzić jego wcześniejszą karierę i pokazać, jak w tym czasie ewoluował. Nie było tak naprawdę niczego, czego nie mógłbym zrobić, a co chciałem zrobić.
Świat Batmana jest ściśle powiązany ze sferą wizualną. Zwłaszcza w filmach Tima Burtona, który dodał charakterystyczny dla siebie element mrocznego fantasy. Jak to odwzorować przy użyciu jedynie słów?
Filmy tak dobrze wykreowały zapadające w pamięć miejsca, że w zupełności wystarczyło wspomnieć o niektórych z nich i dodać kilka zdań o tym, co znajdowało się w pobliżu. Mogłem na przykład napisać tylko kilka słów o Katedrze w Gotham, bo wiedziałem, że wyobraźnia czytelników sama wypełni resztę. Zwróciłem natomiast szczególną uwagę na pojazdy i gadżety Batmana. Wiedziałem, że na wczesnym etapie swojej kariery wciąż wiele z nich udoskonalał i przeobrażał. W filmach jest to całkiem zabawne, bo wiele z nich zawodzi. Metodą prób i błędów Batman sprawdza, co będzie działało, a co nie. Poszliśmy tym samym tropem. Fani znajdą w książce interesujące nawiązania do niektórych z tych wcześniejszych wynalazków.
Fani nieustannie debatują nad tym, która filmowa wersja Batmana jest najlepsza, ale jeżeli chodzi o Bruce’a Wayne’a, ten w wykonaniu Michaela Keatona ma chyba największe grono wielbicieli. Głównie dlatego, że nie jest typowym playboyem. Podejmuje różne, ważne dla swojej misji działania bez zakładania maski. Ukazanie go w taki sposób było dla ciebie ważne?
Bardzo podoba mi się sposób, w jaki Keaton sportretował Bruce’a Wayne’a. W jego wydaniu jest odpowiedzialnym członkiem swojej lokalnej społeczności. Oczekuje się od niego obecności na różnego rodzaju wydarzeniach i rzeczywiście pojawia się na nich, nawet jeżeli trudno to pogodzić z działalnością Batmana. W drugim filmie współpracuje nawet z burmistrzem, by wspólnie pokrzyżować plany Maxa Shrecka. No i oczywiście w pierwszej części uratował imprezę z okazji obchodów dwustulecia Gotham, która ze względu na brak miejskich funduszy miała się nie odbyć, ale udostępnienie posiadłości Wayne’ów pozwoliło zrealizować pierwotny plan. Ten Bruce Wayne próbuje pomagać swojemu miastu w sposoby, które dla Batmana są niedostępne. Idealnie się dopełniają.
Wielu współczesnych scenarzystów komiksów o Batmanie zapomina, że jego przydomek to „najlepszy detektyw na świecie”. Są wyjątki, jak niedawna seria Rama V, ale często rozwiązywanie zagadek przypomina bardziej odcinek „Scooby’ego-Doo” i jest jedynie pretekstem do pokazania kolejnych scen akcji. Ty pamiętałeś o największym talencie Batmana.
Batman nie zajmuje się po prostu obijaniem przestępców. Jest przede wszystkim specem od rozwiązywania zagadek kryminalnych. To ważna część tożsamości tej postaci. Potrafi dokonać takich cudów, jakich inni bohaterowie w ogóle nie byliby w stanie wziąć pod uwagę. Doskonale wie, jak wykorzystać umiejętności obserwacyjne i zdolność rozumowania, które rozwijał latami z pomocą Alfreda. W ten sposób dostrzega niewidoczną dla innych prawdę. Dlatego zarówno w powieści „Batman: Odrodzenie”, jak i w jej kontynuacji, „Batman: Rewolucja”, pojawiają się zawiłe łamigłówki. Pokazuję Batmana na przykład w jego laboratorium w Jaskini. Pracującego z użyciem odczynników chemicznych i materiałów zebranych podczas sekcji zwłok, dzięki którym uzyskuje niezbędne informacje. W pierwszej książce bezdyskusyjnie jest „największym detektywem świata”, ale w drugiej nie jest to już takie pewne, bo pojawia się godna konkurencja.
Batmana z filmów Tima Burtona odróżnia to, że w 1989 roku aktywnie szukał, jak może pomóc mieszkańcom Gotham, a w 1992 roku działał dopiero wtedy, gdy zagrożenie już się pojawiło. Jakby na początku był nowy w tym fachu i chciał się wykazać, a trzy lata później działał już rutynowo. Do której z tych dwóch wersji bliżej jest twojemu Batmanowi?
To bardzo celna obserwacja. W drugim filmie działalność Batmana jest już powszechnie akceptowana przez policję. Jest wzywany, kiedy tylko sytuacja wymyka się spod kontroli. To nadal dość krucha relacja, co wynika z ciążących na nim przez pewien czas podejrzeń o skrzywdzenie wytypowanej do zapalenia światełek na choince podczas corocznej ceremonii Ice Princess, ale dość łatwo sobie z tym poradził. Głównie poza ekranem. Akcja pierwszej książki rozgrywa się pięć miesięcy po wydarzeniach z pierwszego filmu, więc na takie zaufanie Batman jeszcze liczyć nie może. Dopiero zaczyna współpracę z komisarzem Gordonem, który jest dla niego bardziej jak mentor, ale obydwaj tak naprawdę odkrywają jeszcze, jakie pełnią w tej historii role. Czytelnicy będą też świadkami interakcji Batmana z Harveyem Dentem, który próbuje sobie poradzić z nową sytuacją, w której w mieście pojawia się samozwańczy mściciel i wspiera działania policji. A do tego, jak wcześniej wspomniałem, wiele gadżetów Batmana jest jeszcze we wczesnej fazie rozwoju. W pierwszej książce jest na przykład wiele na temat budowy batarangu.
Masz duże doświadczenie w branży komiksowej, rozważałeś adaptowanie „Batmana: Odrodzenie” do tego medium?
Z wielką chęcią zobaczyłbym obydwie książki przeobrażone na komiks. Decyzja nie należy do mnie, ale jestem gotów do działania. Póki co współpracuję z Joe Quinonesem, z którym działałem lata temu przy komiksach o „Star Wars”, nad stworzeniem ilustracji promocyjnych z Clayfacem oraz Riddlerem do drugiej części.
Większość twojej twórczości jest osadzona w kosmosie, chociażby „Star Wars”, „Star Trek” czy „Mass Effect”. Pisanie o czymś bardziej przyziemnym przyniosło ulgę czy przełączenie się stanowiło wyzwanie?
Z początku trudno było mi przeskoczyć do pisania o czymś, co działo się na Ziemi w latach 80., bo musiałem wykonać dogłębny research na wiele tematów, co wcześniej w ogóle nie było konieczne. Jaką wagę miała sygnalizacja świetlna, w jaki sposób przebiegała praca strażaków albo koronerów – niczego podobnego w książkach osadzonych w kosmosie nie potrzebowałem. Pisałem o droidach i oficerach naukowych, którzy wszystkim tym zajmowali się w zgodzie z futurystyczną, wymyśloną technologią. Tym razem musiałem zdobyć określoną wiedzę, co było bardzo pouczające.
Pisałeś o takich bohaterach, jak Darth Vader, Obi-Wan Kenobi, kapitan William T. Riker, kapitan Jean-Luc Picard, Indiana Jones czy Batman. Masz spośród nich swojego ulubieńca?
Kilkukrotnie wracałem do pisania o Obi-Wanie Kenobim i zawsze sprawia mi to ogromną przyjemność. Bardzo lubię też pisać o kapitanie Riosie z serii z Pickardem. Pojawił się w książce „Rogue Elements”. Świetnie bawiłem się też, opisując losy Worfa w klingońskiej trylogii „Prey” z 2016 roku. Tak naprawdę w każdym tytule, nad jakim pracowałem potrafiłem odnaleźć coś przyjemnego.
Marzy ci się praca nad jeszcze jakimś znanym tytułem?
Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że możliwe będzie pisanie o Batmanie w wersji Tima Burtona. Uznaję to za spełnienie marzenia.
Batman: Odrodzenie
Batman: Resurrection
Joker nie żyje, ale jego śmiech wciąż rozbrzmiewa w Gotham. Choć miasto zostało ocalone, to bezpieczeństwo jego mieszkańców pozostaje złudzeniem. Nocą Batman niestrudzenie strzeże niewinnych i słabych. Jednak za dnia jego druga twarz, Bruce Wayne, zadaje sobie pytanie, czy nadejdzie czas, w którym zdoła porzucić życie pełne cieni, ukrytych przejść i samotnych wędrówek po dachach miasta?
Niedobitki gangu Jokera przyciągają nowych wyznawców, opętanych jego szaleńczą legendą. Pod ich przewodnictwem w Gotham rozprzestrzenia się fala podpaleń — groźna nie tylko z powodu zniszczeń, lecz także dlatego, że staje się narzędziem w rękach chciwych cyników pokroju milionera Maxa Shrecka. Tymczasem ofiary skażenia chemiczną bronią Jokera, Smylexem, wciąż przepełniają miejskie szpitale.
Batman obiecał mieszkańcom Gotham wytchnienia od narastającej przestępczości, ale zło nie śpi. Najlepszy detektyw świata musi rozwiązać zagadkę i odpowiedzieć na pytanie: czy Joker jakimś cudem przetrwał? I czy to właśnie on będzie śmiał się jako ostatni, uderzając w samo serce Gotham?
25.09.2026
I
Twarda
140×205 mm
552
89,90 zł
9788384081419
















