Dziwi mnie, jak część odbiorców nie docenia współczesnego polskiego komiksu – wywiad z Marcinem Borzechowskim
23.02.2026 06:00
Z Marcinem Borzechowskim, kierownikiem specjalistycznego sklepu Gildia.pl, w ramach cyklu Wytłumaczę ci to, w którym zaglądamy za kulisy okołokomiksowych zawodów, rozmawiam m.in. o biznesie, strategiach, niezalu i trendach na rodzimym rynku komiksu.
Z Gildią nie jesteś związany od samego jej początku. Jak do niej trafiłeś i dlaczego postanowiłeś związać się na lata?
Gdy zaczynałem pracę, nie wiedziałem, że zostanę tutaj tak długo. W Gildii pracowali moi znajomi – czasem potrzebowali pomocy, więc im pomagałem. Były to czasy, gdy księgarnia mieściła się w jednym, najwyżej dwóch pokojach. W pewnym momencie pracy było już tyle, że zostałem na stałe. Zresztą mój przyjaciel również nadal pracuje w firmie.
Choć decyzja o związaniu się z Gildią na lata nie była w pełni zaplanowana, zawsze czułem się tutaj dobrze. Sam kontakt z książkami, komiksami czy grami daje mi dużo frajdy i radości. Myślę, że gdybym pracował w sklepie sprzedającym cokolwiek innego, nie wytrzymałbym tych kilkunastu lat bez zmiany.
Jak wyglądała Twoja ścieżka kariery?
Przez to, że już tak długo tutaj pracuję, moje początki na rynku pracy wydają mi się dosyć mgliste. Pracować zacząłem dość wcześnie — zaraz po liceum, a później także podczas studiów. Generalnie nie były to zawody, z którymi wiązałem dłuższą karierę. Na kilka lat utknąłem w gastronomii jako kelner, a potem barman. Dlatego przy lekturze Czy wszystko smakuje? Falauke miałem trochę flashbacków jak ten pies z mema (ale komiks polecam, jakby co). Potem trafiłem już do Gildii, która mieściła się jeszcze w starej siedzibie na Kolejowej.
W samej księgarni przeszedłem chyba wszystkie możliwe etapy. Zaczynałem od pakowania paczek i przyjmowania dostaw. Niejednokrotnie trzeba było samemu odebrać dostawę i ciągnąć paczki wózkiem po wysokim śniegu (sporo dostawców mieliśmy wtedy na tym samym kompleksie budynków). Dochodziło do tego przerzucanie palet komiksów, palet zamówień i palet opakowań – generalnie palet było dużo.
Potem, wraz z rozwojem sklepu, pojawiały się nowe obowiązki i wyzwania. Po przejęciu księgarni przez Prószyńskiego skupiłem się na kwestiach biurowych: kontakcie z klientem, zamawianiu dostaw oraz szukaniu nowych pozycji do oferty. Mój przyjaciel, który jest w Gildii jeszcze dłużej ode mnie, zajął się organizacją sklepu od strony wysyłkowej.
Teraz mam znacznie mniej okazji, by bywać w magazynie, ale lubię tam wracać. Zresztą możecie zobaczyć na zdjęciach nasze zapasy. Podejrzewam, że niejeden komiksiarz dałby się tam zamknąć na noc, a może nawet na cały weekend.
Zanim zacząłeś tu pracować komiks pełnił jakąś szczególną rolę w Twoim życiu?
Otrzymałem raczej standardowe „wychowanie” komiksowe dzieciaka z lat 90. Od małego przyjmowałem każdą ilość Gigantów, a potem TM-Semiców. Jednym z pierwszych komiksów, które pamiętam, że kupiłem sobie sam, był Batman: Black and White – gdzieś na jakimś wyjeździe rodzinnym. Ojciec dziwił się, że wolę czarno-biały komiks od tych kolorowych. No ale to był Batman, więc wtedy dla mnie wybór był oczywisty.
Następnie przyszedł czas na Produkt – to był wtedy dla mnie powiew świeżego powietrza. To, że mogłem po latach poznać chociaż część osób, które go tworzyły, wciąż jest dla mnie surrealistyczne.
Pojawiały się jeszcze jakieś mangi, ale raczej sporadycznie. Na studiach miałem raczej przerwę od komiksów, więc gdy zacząłem pracować w Gildii, zaskoczyło mnie, ile świetnych pozycji się ukazuje.
Czyli jesteś i fanem i przedsiębiorcą. Zatem czy podczas prowadzenia tak specjalistycznej księgarni zdarza Ci się podejmować decyzje bardziej fanowskim sercem niż rozumem biznesmena?
To chyba nie są aż tak rozbieżne stanowiska, na szczęście. Większy dylemat w tym zakresie mają pewnie osoby, które wydają komiksy. Wtedy faktycznie musisz się zastanowić, czy słuchać serca, czy rozumu. To, co ja robię jako fan, i tak ma zwykle pozytywny wpływ na sklep. Bardzo to lubię i zachęcam do sytuacji, w których młodzi twórcy zgłaszają się do nas ze swoimi tytułami. To nie są wielkie sukcesy biznesowe, ale cieszę się, że możemy dać debiutantom jakąś przestrzeń żeby się pokazać.
No właśnie, jako sklep internetowy wspieracie samowydawców na dużą skalę. Jak to się zaczęło? To był Twój pomysł?
Pierwsze takie komiksy kupował Wojtek Szot, kiedy prowadził sklep. Wtedy braliśmy jednak głównie nowości, które miały premierę przy okazji targów warszawskich lub łódzkich. Ja później poszerzyłem ten wybór, gdy zobaczyłem, jakie perełki można znaleźć wśród tych tytułów. Sam nie mogę bywać na wszystkich targach czy konwentach, ale zawsze zachęcam początkujących twórców, żeby odzywali się do nas, jeśli wydali własny komiks.
Czy były jakieś tytuły na których Ci bardzo zależało i sam zabiegałeś u autorów o to, żeby pojawiły się w sklepie? Śledzisz co się dzieje w niezalu?
Zwykle wygląda to tak, że kiedy pojawiam się na jakimś festiwalu, zagaduję do autorów, czy nie chcieliby sprzedać nam kilku egzemplarzy do sklepu. Lubię przejść się po takich targach i zobaczyć, co kto tym razem przygotował albo czy nie pojawił się ktoś nowy.
Staram się śledzić rynek na tyle, na ile pozwala mi czas. Różne festiwale są zazwyczaj dobrą okazją do nadrobienia braków w tym zakresie. Zawsze chętnie sprawdzam, co nowego przygotowali Ania Krztoń, Robert Sienicki, Falauke czy Błażej Kurowski. To nazwiska rzucone prosto z głowy — autorów, których odwiedzam na targach, jest znacznie więcej i chciałoby się wymienić ich wszystkich. Zawsze pojawiają się też nowe osoby, które nierzadko potrafią zaskoczyć tym, co stworzyły.
A jak to wygląda w praktyce? Macie klientów typowo niezalowych, którzy zapełniają koszyki wyłącznie tego typu tytułami, bo np. nie jeżdżą na festiwale, czy może fanom mangi lub superhero zdarza się dopełniać zamówienia zinami? Ciekaw jestem czy i jak bardzo te światy się przenikają.
Wiesz, mogę powiedzieć to tylko na podstawie naszych klientów — nie wiem, na ile przekłada się to na ogół. Najbardziej oczywisty podział to klienci komiksowi i mangowi. Rzadko zdarzają się tu „transfery”, choć oczywiście bywają wyjątki. Chyba najwięcej komiksiarzy czyta mangi wydawnictwa Hanami — to jest faktycznie zauważalne. Takie hity jak Chainsaw Man również potrafią przełamać ten dość wyraźny podział.
Jeśli chodzi o komiks niezależny, to z tego, co widzę, najczęściej kupują go osoby interesujące się polskim komiksem. W większości jest to klient dość świadomy tego, co kupuje. Dodatkowo tytuły niezależne w stylistyce nawiązującej do mangi wybierają klienci mangowi (np. Yaoi Market), natomiast bardziej „komiksowe” ziny znajdują nabywców wśród komiksiarzy.
Oczywiście ziny najlepiej sprzedają się przy okazji festiwali i premier — wtedy faktycznie widać większe zainteresowanie tego typu komiksem.
Od kilku lat na rynku widoczna jest dominacja mangi, zarówno pod względem liczby wydawanych tytułów, jak i sprzedaży. U was też to jest widoczne?
Na pewno widać wzrost zainteresowania. Chyba nie zdradzę wielkiej tajemnicy, gdy powiem, że Egmont jest u nas największym wydawcą. Wydawcy mangowi również znajdują się wysoko w naszej topce dostawców.
Sumarycznie wydaje mi się, że komiksów wciąż ukazuje się więcej niż mang, ale gdybyśmy sprawdzili nakłady, nie byłbym już taki pewien.
Jeśli chodzi o sprzedawane ilości poszczególnych tomów, to wśród mang jest kilka hitów, które zdeklasowały by komiksy – ostatnio na przykład Chainsaw Man. Widzę też wyraźną korelację między sprzedażą mang a tym, co dzieje się na streamingu czy w kinie. „Efekt anime” jest u nas bardzo widoczny: tytuły, które wcześniej sprzedawały się poprawnie, nagle wystrzeliwują w górę.
Czy taki “efekt” jest też widoczny w przypadku komiksów? Np. po premierze Supermana, Fantastycznej Czwórki czy Daredevila było większe zainteresowanie tymi postaciami?
Generalnie tak, w pewnym stopniu. Sytuacja jest trochę inna w przypadku superbohaterów, ponieważ komiksy z tymi postaciami ukazują się dość regularnie i w różnych seriach. Nowy komiks ze Spider-Manem dostajemy niemal co miesiąc. Gdy pojawia się film, zainteresowanie rośnie, ale jednocześnie rozprasza się pomiędzy różne dostępne serie. W przypadku mang, ponieważ anime jest zwykle ściśle powiązane z jedną konkretną mangą, wzrost zainteresowania jest znacznie bardziej widoczny.
Niedawno opublikowaliście top 10 najlepiej sprzedających się u Was komiksów w 2025 r. Jak wyglądałaby ta lista gdyby dodać do niej mangi?
Liczb dokładnych już nie pamiętam, ale na pewno kolejność mocno by się przemieszała. Myślę, że na pierwszym miejscu zobaczylibyśmy raczej mangę, a nie tytuł ze Studia Lain. Jeśli dobrze pamiętam, to pierwsze miejsce wśród mang zajmował Chainsaw Man. Ten tytuł mocno wystrzelił w okolicach premiery anime.
Jak oceniłbyś obecną kondycję naszego rynku? Komiksów i wydawców jest coraz więcej, ale czy i czytelników? Spodziewasz się jakichś zmian w bliższej lub dalszej perspektywie?
W kontekście rynku mogę się wypowiedzieć raczej tylko w odniesieniu do tego małego fragmentu, którego my jesteśmy częścią. Poza sprzedażą w Internecie jest jeszcze sporo innych kanałów, w których trendy są zupełnie inne.
Wydawców jest sporo, ale nie wiem, czy zauważalnie więcej. Generalnie co jakiś czas pojawia się jakaś nowa postać i próbuje wziąć dla siebie kawałek tego komiksowego tortu. Często są to pasjonaci i ludzie, którzy po prostu lubią komiksy. Może zmęczeni czekaniem na wydanie swojego ulubionego komiksu, biorą sprawy w swoje ręce 🙂
Według mnie potencjał wciąż jest duży, jeśli chodzi o odbiorców. Takie bestsellery jak Heartstopper czy Hanako, duch ze szkolnej toalety pokazują, ile potencjalnie jest osób zainteresowanych komiksem.
Według mnie czas na zainteresowanie ludzi komiksem jest bardzo dobry. Szeroko pojmowana kultura geekowska jest już częścią mainstreamu. Mimo że wciąż część ludzi uważa komiks za medium dla dzieci, to mamy coraz więcej argumentów, by pokazać, że spektrum komiksu jest dużo szersze.
W środowisku komiksowym Gildia uchodzi za najważniejsze źródło zaopatrzenia w kolorowe zeszyty. Jak sam oceniasz wasz udział w polskim rynku komiksu, gdzie was na nim widzisz na tle konkurencji?
Szczerze mówiąc, po prostu staram się robić swoje. Nie chodzi o to, że nie patrzymy na inne sklepy ani na to, co dzieje się na rynku. Mam na myśli raczej to, że przez te wszystkie lata udało nam się wypracować pewien model działalności, który się u nas sprawdza. Pozwala on także na rozwój i w miarę stabilne funkcjonowanie. Nie patrzę na inne księgarnie jak na konkurencję — nie dlatego, że jesteśmy poza konkurencją (bo nie jesteśmy), lecz dlatego, że wydaje mi się, iż mimo wszystko mamy podobny cel: promowanie komiksu i docieranie do nowych odbiorców. Polski rynek komiksowy opiera się na pasjonatach komiksu i zamiast hegemonem chcemy być po prostu jego częścią.
Jesteście częścią spółki Prószyński Media. Ma ona wpływ na twoje decyzje czy raczej działa na zasadzie wsparcia?
Generalnie jak każdy szef 🙂 Ale myślę, że przez te wszystkie lata wypracowaliśmy pewien model współdziałania, który się sprawdza. My nauczyliśmy się sporo od wydawnictwa przez ten czas, a w drugą stronę mogliśmy pokazać trochę inne rejony tego komiksowego krajobrazu.
Przez te wszystkie lata obserwowałeś zmiany jakie zachodziły na rynku z perspektywy sklepu. Było coś co Cię zaskoczyło? Oprócz oczywiście skokowego wzrostu popularności mangi.
Trochę zaskakuje mnie, jak silny wpływ na wybory komiksowe wciąż ma nostalgia. Wychodzi na to, że najbardziej lubimy te piosenki, które już znamy.
Dziwi mnie również, jak część odbiorców nie docenia współczesnego polskiego komiksu. A jednocześnie nie przestaje mnie zaskakiwać, ile wspaniałych rzeczy można znaleźć w komiksie niezależnym.
Wraz z ewolucją branży, również i Gildia wprowadzała zmiany. Ostatnia z nich, i tu cios prosto w szczepionkę, początkowo przyniosła więcej problemów niż korzyści i sprowadziła na Was falę krytyki. Opowiesz o kulisach tych wydarzeń?
Nie ma tutaj jakiejś bardzo ciekawej historii. Zmiany, które wprowadzaliśmy, były konieczne. System musiał zostać wymieniony, a okno czasowe, w którym mogliśmy dokonać zmian, było dość wąskie. Testy wypadły dobrze i wydawało nam się, że start będzie bezproblemowy, ale niestety było inaczej.
Teraz, z perspektywy czasu, widzimy, co zrobiliśmy źle i gdzie powinniśmy postawić na lepszą komunikację. Po zmianie sklepu byliśmy w 100% skupieni na naprawach, przez co zaniedbaliśmy kontakt z klientami. Obecnie wychodzimy już na prostą — serwery działają znacznie lepiej, a w najbliższym czasie będziemy wprowadzać kolejne zmiany na stronie, tak aby zakupy były jak najmniej problematyczne.
Zdaję sobie sprawę, że przez pewien czas zakupy mogły był frustrujące, ale cały czas działamy żeby sklep funkcjonował lepiej.
Czy ostatnie sukcesy Studia Lain były też jedną z przyczyn tych zmian? Taki nawał użytkowników próbujących zrobić zakupy w jednej chwili nie zdarza się często.
Raczej coraz częściej zmieniające się przepisy i konieczność dostosowania się do nich. Do tego ogólna potrzeba odświeżenia systemu, który miał już sporo lat. Wyższa sprzedaż tytułów Studia Lain po prostu zbiegła się z tym w czasie. Obłożenie było większe niż kiedykolwiek wcześniej i to również nie pomogło w tej sytuacji. Na ten moment to już raczej gdybanie, ale nie wiem, jak stara wersja sklepu poradziłaby sobie z premierą Spawna – w obecnej sytuacji mamy w tym zakresie znacznie większe możliwości.
Czy w historii twojego urzędowania zdarzyły się jeszcze tak stresujące momenty?
I tak, i nie. Pracując tak długo w jednym miejscu, ciężko nie brać do siebie niektórych sytuacji. Chyba najbardziej, wbrew pozorom, stresujące są te, na które nie do końca mamy wpływ. Jeśli ja coś zrobię źle, to wiem, co zrobić, żeby to poprawić. Gdy wysypuje się coś, na co nie masz wpływu, jest gorzej, bo sam nic nie naprawisz.
A rzeczy, które mogą się wysypać, jest wiele — awaria w drukarni, dostawa nie dotrze, kurier nie odbierze paczek. Kiedyś jedna z firm kurierskich prawie zgubiła nam paletę towaru. Dopiero po którymś telefonie okazało się, że paleta jest u nich na magazynie, schowana w kąt, zawinięta ich strechem, bo coś im się przewróciło i nikt nie chciał się przyznać.
Generalnie stresujące momenty są, ale na szczęście chyba nie aż tak jak ostatni upgrade.
W dalszej perspektywie planujecie może w jakiś bardziej zorganizowany sposób budować lojalność i zaangażowanie klientów? Np. poprzez stworzenie wokół siebie społeczności, własne produkty typu mystery boxy czy inne materiały? Pamiętam, że kiedyś mieliście dodatkowe rabaty dla stałych klientów, dedykowane tylko wam okładki czy nawet epizod wydawniczy.
To jest temat, nad którym wciąż się zastanawiamy. Możliwe, że nie wszyscy pamiętają, ale kilka lat temu mieliśmy program z dodatkowym rabatem. Różnica polegała na tym, że w tamtym czasie maksymalne rabaty oscylowały w okolicach 25% i były ograniczone czasowo. Później zmieniliśmy ten system na stały rabat 30% na szerszą ofertę, obejmujący wszystkich klientów. W związku z tym nie ma większego sensu wracać do poprzedniego rozwiązania. Jednocześnie zastanawiamy się nad dodatkami, które moglibyśmy zaproponować naszym klientom. Myślę, że niedługo będziemy mogli podać więcej szczegółów.
Jeśli chodzi o wydawanie komiksów, to my – jako Gildia – na ten moment nie mamy takich planów. Jest to bardzo czasochłonne zajęcie i aby zrobić to dobrze, trzeba poświęcić mu dużo uwagi. Prószyński i S-ka, wydawnictwo którego jesteśmy częścią, na pewno jeszcze nie raz będzie dodawać komiksy do swojej oferty, ale my nie bierzemy udziału w tym procesie.
Jakich nowych udogodnień można się spodziewać w najbliższym czasie? Jak zamierzacie ułatwić życie kolekcjonerom?
Na ten moment nie chciałbym jeszcze nic obiecywać w 100%, ponieważ sprawdzamy różne rozwiązania. Na pewno chcemy poprawić ergonomię strony zarówno w wersji desktopowej, jak i mobilnej. Doskonale wiem, kim są nasi klienci, i będę się starał, aby pojawiły się również zmiany wprowadzane z myślą o nich. Sam mam dość sporą wishlistę i kolekcję komiksów, więc będzie na kim testować nowe zmiany i rozwiązania 🙂
Na koniec powiedz, jak minęła Ci pierwsza edycja Podziemnych Kocurów? Zainteresowały Cię szczególnie jakieś nowe ziny, których lada moment można spodziewać się w księgarni?
Całkiem przyjemnie (poza kapryśną pogodą). Pierwszy raz byłem na festiwalu niezależnych komiksów na ostatnich Kurczkach i teraz jestem drugi raz na pierwszych Kocurach. Akurat żeby zobaczyć dwa zwycięstwa Dema 😉 Byłem trochę zabiegany więc nie miałem okazji posłuchać i obejrzeć wszystkiego co chciałem, ale to będzie dobry powód żeby wrócić za rok.
Widziałem mnóstwo świetnych tytułów. Razem z żoną upolowaliśmy kilka bardzo fajnych zinków i komiksów autorskich. Jeśli chodzi o to co bym chciał wziąć do sklepu, to odpowiem trochę na odwrót, że nie widziałem niczego czego bym nie chciał wziąć. Z częścią autorów już udało mi się pogadać, innych będę się dopiero starał namierzyć. Jeśli ktoś z nich to przeczyta to śmiało może się odezwać na nasz gildiowy adres mailowy. Taka wiadomość na pewno trafi do mnie 🙂
Na takich targach, szczególnie jednodniowych, nie zawsze jest okazja porozmawiać z każdym. Autorzy są zwykle w swoim żywiole, dzieje się wszystko wszędzie naraz i ja też nie chcę zawracać głowy w takim momencie. Ale na pewno będę starał się sprowadzić jak najwięcej z festiwalowych nowości.




























