Moja opowieść powstała z miłości do Mad Maxa, Fallouta 2 i Cartoon Network – wywiad z Michałem Weissem
25.03.2025 08:00
Czego uczy rodzicielstwo? Jak pogodzić Godzillę z Deszczową piosenką? Dlaczego Genndy Tartakovsky to guru? Na te i inne pytania odpowiada Michał Weiss, autor debiutanckiego komiksu Pisto, wydanego nakładem Diablaq.
Patrząc przez pryzmat wyłącznie Twojego debiutu powiedziałbym, że Michał Weiss to wielki miłośnik popkultury. Co jeszcze o sobie powiesz?
Od zawsze byłem miłośnikiem popkultury, ale marzyłem, żeby kiedyś stać się jej częścią. Kiedyś Genndy Tartakovsky powiedział, że tworząc Samuraja Jacka, chciał stworzyć coś co sam chciałby chętnie oglądać. Wziąłem to sobie do serca i starałem się stworzyć coś co mi się spodoba. A że popkultura to część mojego życia, nie wyobrażam sobie by nie przelać tej miłości do mojego debiutu.
A na co dzień, moim najważniejszym życiowym zajęciem od 4 lat jest bycie tatą. Jest to czasochłonna rola, natomiast mnie bardzo motywuje. Każdy moment, w którym znajduję chwilę na tworzenie czy obcowanie z popkulturą staram się dobrze wykorzystać, a wielka radość pojawia się, gdy zajawkę udaje się połączyć z rodzicielstwem. Zarówno w przekazywaniu pasji, jak również przy wspólnym tworzeniu. Poza tym pracuję w jednej z korporacji, no i wiadomo jak to korporacja, potrafi wyssać z człowieka energię i chęci. Robię co trzeba, a potem skupiam się na wszystkim co dla mnie ważne. Spędzam czas z rodziną i znajomymi, podróżujemy, odkrywamy nowe miejsca lub szwędamy się po lesie przy którym mieszkamy. A gdy mam czas dla siebie rysuje, czytam, oglądam filmy i kreskówki.

Czy to właśnie rodzicielstwo pchnęło Cię do wymyślenia przygód Pistacjusza?
Rodzicielstwo nałożyło mi rytm rysowania i wyznaczyło momenty, w których mogłem tworzyć. Przysłowiowy bat, którego wcześniej nie czułem i nie musiałem się spinać by cokolwiek robić w wolnym czasie. To nie tak, że usiadłem, wymyśliłem komiks i postaci. Ten proces trochę trwał. Komiks pewnie by nie powstał, gdyby nie wsparcie mojej Ewy, która walczyła z wielokrotnym brakiem weny, czy siostry Oli, której czasami podsyłałem jakieś moje pomysły, szkice czy teksty, których nie byłem pewny i doradzała co jest ok, a co nie.
Ten pomysł na realizację komiksu kiełkował we mnie od dłuższego czasu, można nawet rzec, że od dziecka. W podstawówce prowadziłem zeszyt, w którym na przerwach z kolegą rysowaliśmy różne stworki. Mam do tej pory te rozpadające się, zapełnione rysunkami zeszyty, w których to pojawia się na przykład postać Katara. Oczywiście tak się wtedy nie nazywał. Debiutuje w komiksie mojego 8-letniego autorstwa o nazwie Ptaki vs. Ssaki, gdzie nie trudno zgadnąć, wojny prowadzą poczciwe ssaki ze złymi ptakami. Ale wszystko dobrze się kończy, ptaki okazują się w porządku. Kartofla wymyśliłem w gimnazjum, w komiksie, którego nigdy nie skończyłem p.t. Supermarketowe Wojny. Kartofel nazywał się Obi-obity, w ręku trzymał ogórkowy miecz i podróżował z papierosem Jar-Jarem po supermarkecie.
Parodia Gwiezdnych Wojen i softowe Sausage Party, która wyprzedziła pomysł ożywionych produktów w markecie o 15 lat, ale nigdy nie wyszła z szuflady. Brzydkiego psa nakreśliłem przypadkowo chyba w okolicach 2013 roku. Do kształtu przypominającego garbatego stwora, dorysowałem nos, ucho i zezowate oczy. Przypominał psa. I był brzydki. Postać Pistacjusza powstała stosunkowo najpóźniej. Siedząc sobie na plaży we Włoszech usłyszałem jak jakaś kobieta woła na psa „Pisto”. Od razu uznałem, że to genialne imię, które muszę gdzieś wykorzystać. Główny antagonista Pisto, czyli Rzufi to wcielenie większości szefów, z którymi miałem do czynienia, bezwzględnych i łasych na pieniądze. Stworzyłem go pracując kiedyś na słuchawce w sprzedaży.
Pomysł śmietniska natomiast, gdzie mieszkają główni bohaterowie, to też w pewnym stopniu nawiązanie do mojej biografii. W przerwie wakacyjnej na studiach, pracowałem w Londynie na śmietnisku. Charaktery postaci jak zrzędzący Katar, infantylny Mały Be czy zwariowany Bo, w pewnym stopniu zapożyczyłem z tego szalonego świata pracowników wysypiska śmieci.
Także mój komiks to trochę taki zlepek postaci, sytuacji, które przypadkowo wymyśliłem lub mnie przez lata spotkały i uznałem za ciekawe. Chcąc wrzucić to wszystko do jednego wora, z racji mojej miłości do Mad Maxa, Fallouta 2 i kreskówek, starałem się zawrzeć ten miszmasz w jednym świecie. Tak jak wcześniej wspominałem, rysując nie myślałem o tym, że to w ogóle uda się wydać. Rysowałem dla siebie, do szuflady. Ale mocno wszedłem w ten świat i uznałem, że warto się nim podzielić. Gdyby nie fakt, że rodzice od dziecka kupowali mi zeszyty i ryzy kartek do rysowania, a lata później na święta dostałem od nich tablet, komiks by nie powstał. Mimo że nie wiązałem przyszłości z rysowaniem, dalej to robiłem. I myślę, że się to nie zmieni, ponieważ inaczej nie umiem.
Postapokalipsa, promieniowanie, magia, mutanty, potwory, wielkie roboty, postacie wyjęte wręcz z innych rzeczywistości. Wszystko to przyprawione dramatem, komedią, absurdem i szczyptą filozofii. Mnóstwo tu teoretycznie niepasujących do siebie elementów. Ale efekt piorunujący. Skąd w ogóle ta chęć wrzucenia wszystkiego do jednego wora? Tymi pomysłami spokojnie można by obdzielić kilka fabuł.
Dziękuję, bardzo mi miło. Lubię niekonwencjonalność w twórczości. Oglądam zarówno dramaty Bergmana, jak również horrory z lat 50-tych o wielkich mrówkach czy anime o rozciągającym się jak guma piracie. Jestem fanem Godzilli, ale też musicalu Deszczowa piosenka, animacji Disneya czy Power Rangers. Uwielbiam chłonąć wyobraźnię twórców jak gąbka i się nią inspirować, a komiks jest miejscem gdzie tę swoją fascynację mogę przelać, zmiksować i się tym pobawić. Wrzuciłem do jednego wora wszystko co kocham. Chciałbym żeby moja historia trafiła zarówno do 10-latka, jak również dorosłego czytelnika.
Wspomniany wcześniej Samuraj Jack jest poniekąd miszmaszem animacji, samurajskiego kina Kurosawy, horroru, dramatu, komedii, sci-fi i wielu innych gatunków. Nie ukrywam, że Tartakovsky jest dla mnie guru tworzenia i od kiedy pierwszy raz zobaczyłem pomysłowe odcinki Laboratorium Dextera, a później arcygenialnego Samuraja, byłem oczarowany. Zarówno grafiką jak i klimatem czy postaciami. W ogóle perełki Cartoon Network czy Adult Swim z czasów złotej ery to coś niewyobrażalnie przepięknego, dowód na nieograniczenie wyobraźni. To studio to idealny przykład gatunkowego miksu. Chociaż mam wrażenie, że aktualnie powstaje tam coraz mniej ciekawych kreskówek, jeszcze 10 lat temu wyprodukowali takie cudo jak np. „Za bramą ogrodu”, miniserial, który jest oniryczną, piękną animacją łączącą w sobie horror, dramat psychologiczny, komedię i musical. A jednak jest to kreskówka przeznaczona dla dzieci.
Wspaniałe jest moim zdaniem przekraczanie takich barier. Fajnie gdyby kiedyś w Polsce powstało takie studio jak Cartoon Network. Szukające i łączące twórców, którzy mają pomysł na swoją odcinkową, kreskówkową historię i stworzenie autorskiego serialu animowanego. Super byłoby w czymś takim uczestniczyć. W Polsce powstają cudowne animacje, których jestem fanem. Ale często są przeznaczone albo dla dorosłych, albo dla małych dzieci. Nie ma nic pomiędzy. Poniekąd pomysł na wydanie komiksu był dla mnie kiedyś nieosiągalny, a się udało. Zrobiliśmy z przyjacielem Maciejem krótką animowaną zajawkę promującą Pisto. Niby nic wielkiego, ale stworzenie animacji nawet krótkiej, również wydawało mi się nierealne. Udało się chociaż na chwilę te moje postaci ożywić. Dlaczego by nie otworzyć kiedyś studia i stworzyć animowany serial Pisto lub jeszcze inne kreskówki. Takie wstępne mrzonki istnieją, ale zobaczymy czy kiedyś się to uda.
Mam wrażenie, że Pisto, tak jak Samuraj Jack, to opowieść skierowana bardziej do młodszego odbiorcy, ale dorośli, chyba będą się przy niej bawić znacznie lepiej. To celowe?
Cieszy mnie, jeżeli dziecko fascynuje się tym co ja. Lubię wspólnie oglądać kreskówki, które mi się podobają, czytać komiksy, które cenię, czy bawić się zabawkami z Godzilli, Żółwi Ninja lub Star Wars i zarażać dziecko moim światem. Jeśli uda się w przyszłości obejrzeć razem z synem poważniejsze animacje dla dzieci, takie jak np. Batman TAS i dziecku się to spodoba, będę zachwycony. Jeżeli nie – obejrzę je sobie ponownie sam.
Dlatego wychodzę z założenia, że jeżeli materiał rozśmieszy i trafi do starszego, może będzie mógł dzielić tę radość z dzieckiem. A jeżeli nie, to też ok. Być może sam sobie przeczyta ten komiks i uzna, że się dobrze bawił. No i pytanie, czy jeżeli dodałbym do Pisto przekleństwa albo rozlew krwi to byłby lepszym komiksem? Nie wiem, możliwe.
Ostatni sezon Samuraja Jacka przeznaczony był dla dorosłych i moim zdaniem to bardzo dobry materiał kończący historię. Tylko strasznie smutny. Czy ja tak kiedyś zrobię? Być może za 20 lat narysuję komiks o dorosłym Pisto, uzależnionym od alkoholu, hazardu i szukającym w dalszym ciągu sensu życia. Natomiast w tym momencie wolę zostać w klimacie bardziej ogólnodostępnym i pozytywnym. I tak jest już za dużo smutku i stresu na świecie. Mimo to, w komiksie sięgam również po ważniejsze i cięższe tematy, takie jak nietolerancja, rasizm czy radzenie sobie ze stratą bliskich, które staram się przekazać w sposób przystępny dla młodego czytelnika.
W kolejnym tomie chcę jeszcze bardziej rozwinąć te wątki, jak również dorzucić nowe. Na pierwszy rzut oka tematy takie jak znęcanie się nad zwierzętami, niewolnictwo czy traumy z dzieciństwa mogą wydawać się dla młodego widza zbyt skomplikowane, ale wprowadzone w odpowiedni sposób, mogą skłonić rodziców do porozmawiania z dzieckiem o różnych ważnych sprawach i otaczających nas problemach. A jeżeli nie, może młody czytelnik sam coś wyniesie z lektury i zrozumie co jest dobre, a co złe. Mimo wszystko, jest to głównie komiks rozrywkowy, a to, że porusza trudne tematy, nadaje mu moim zdaniem dodatkowych wartości.
A zatem postapokalipsa to chyba najbardziej wdzięczny i pojemny nośnik życiowych lekcji dla dzieci.
Na to wygląda. Choć brzmi to trochę zaskakująco, takie połączenie to kolejny przykład mieszania sprzeczności, o którym rozmawialiśmy. Spora część wspomnianych wcześniej kreskówek złotej ery Cartoon Network ma bardzo abstrakcyjną fabułę. Billy i Mandy, gdzie dwójka dzieci więzi w domu kostuchę, z którą następnie się zaprzyjaźnia czy Samuraj Jack, w którym samotny samuraj rozwiązuje problemy mieszkańców świata przejętego przez dyktatorskiego demona, nie są przykładami nośnika życiowych lekcji, ale produkcjami, gdzie rozrywka dla dzieci kontrastuje z przedstawioną historią. Tym też kierowałem się podczas tworzenia Pisto. Postapokalipsa to część popkultury. Nie widzę powodu, dla którego nie mogłaby być materiałem do opowiedzenia historii w postapokaliptycznym świecie w krzywym zwierciadle.
Geneza wymyślonego przez Ciebie świata jest intrygująca, nieoczywista, sensowna. Nie kusiło Cię jednak, żeby te przyczyny katastrofy owiać mgłą tajemnicy?
Faktycznie, zastanawiałem się czy w ogóle poruszać ten wątek. Początkowo komiks powstał bez baśniowego prologu, który dorysowałem później. Całkowita rezygnacja z tej historii, wydawała mi się zmarnowaniem okazji na ciekawy pomysł. Inną możliwością było pozostawienie pola manewru na przyszłe tomy. Ostatecznie uznałem, że przedstawienie genezy tego odmiennego świata będzie dobrym punktem wyjścia do rozwinięcia dalszych wątków fabularnych.
Poza tym, chciałem też uzasadnić tak liczne nawiązania do lat 90-tych i początku lat 2000. Prolog opisuje odległe uniwersum, które zatrzymało się na granicy minionego i obecnego wieku. To okazja na przedstawienie młodemu czytelnikowi czym zajmowało się nasze pokolenie w dzieciństwie, czyli grą w kapsle, walkami na „bączki”, oglądaniem VHS czy słuchaniem muzyki z discmana. Wiadomo, są też elementy bardziej nowoczesne, jak m.in. roboty, mięso stworzone z roślin czy teleport, ale jest to efekt ewolucji społeczeństwa, które rozwinęło wcześniejsze wizje na swój unikalny sposób. Bo mimo katastrofy, świat w dalszym ciągu idzie do przodu i się rozwija. Był to też dobry moment na zabawę konwencją i połączenie baśni z postapo.
A jak to w baśniach bywa, w tym prologu również można odszukać morał. Geneza postapokaliptycznego świata jest zawsze taka, że ludzie nie uczą się na błędach, a jedynym sposobem na rozwiązanie problemu jest całkowite zniszczenie.
Pierwszy nakład Pisto wyczerpał się w kilka dni. Spodziewałeś się takiego zainteresowania?
Jako początkujący twórca nie myślałem o poziomie sprzedaży wychodzącego debiutu. Jestem bardzo podekscytowany i wzruszony, że się udało. Komiks, który z przerwami tworzyłem parę lat, wyszedł z szuflady, dzięki czemu spełniłem jedno ze swoich marzeń. Jestem bardzo wdzięczny wszystkim, którzy zdecydowali się kupić Pisto. Cieszę się również, że wydawnictwo Diablaq mi zaufało i wydało komiks. Teraz czas na realizację kolejnych pomysłów, rozwinięcie świata, historii i bohaterów.
Premiera w przyszłym roku na nowym festiwalu we Wrocławiu?
Byłoby miło, gdyby kolejna część również miała premierę na Złotych Kurczakach. Niestety, festiwal zakończył swój żywot. Cieszę się jednak, że jeszcze ostatnim rzutem na taśmę, miałem szansę uczestniczyć w tej kultowej imprezie jako początkujący twórca. Wrocław już na zawsze będzie kojarzyć mi się z moim debiutem. Może również drugi tom będzie mieć tam swoją premierę.
Scenariusz do kolejnej części mam już w głowie, chociaż w trakcie realizacji na pewno dokonam jeszcze zmian. Zacieram ręce na kolejny miszmasz gatunkowy. W większości pozytywny odbiór komiksu wśród bliskich, nieznajomych czy innych twórców bardzo mnie motywuje do działania, ale ilością stron nie chcę odbiegać od 1 tomu, a to jak wiadomo trochę potrwa. Także narzucam sobie osobisty deadline około dwóch lat, ale nie dam sobie ręki uciąć. W sumie gdybym dał, nie miałbym czym rysować! (Ba dum tss). Postaram się dalej okazjonalnie wrzucać grafiki czy może krótkie historie związane z tym światem na moich mediach społecznościowych, żeby ktoś kto czeka na drugi tom, nie zapomniał o Pisto. Jak to mówi pewien znany piosenkarz disco polo – „Na pewno, na pewno. Czas pokaże”.
Pisto #01
Opowieść pełna akcji i humoru, ale też filozoficznych rozważań nad sensem istnienia. Walki wielkich robotów, starcie z gangiem dino-motocyklistów i przeprawa przez miasto pełne nieumarłych mutantów – to tylko niektóre z przygód, jakie na swojej drodze przeżyje Pistacjusz wraz z paczką niezwykłych przyjaciół.
15.02.2025
I
Kolor
Miękka
170×240 mm
124
49,90 zł
9788397237292