Oni też czytają komiksy! – Adam Pękalski

Data publikacji

31.03.2025 08:00

Oni też czytają komiksy! to stały, choć nieregularny cykl, za pomocą którego udowodnimy, że komiksy czytają absolutnie wszyscy. Na jego łamach skupiamy się jednak na osobach spoza środowiska komiksowego, z tzw. świecznika, które z komiksem raczej nie są kojarzeni. Każdy z naszych gości otrzymuje kwestionariusz, a w nim dziewięć pytań, dzięki którym będziecie mogli poznać ich z zupełnie innej strony.

Dziś przedstawiamy Adama Pękalskiego, stuprocentowego Trójmieszczanina (urodzony w Gdańsku, wychowany w Sopocie, obecnie mieszka w Gdyni), autora oprawy graficznej do blisko 30 tytułów literatury dziecięcej i młodzieżowej, m.in. do antologii Julian i Irena Tuwim Dzieciom (Nasza Księgarnia, Warszawa 2012, wzn. 2016), Praktycznego pana Roksany Jędrzejewskiej-Wróbel (Wydawnictwo Bajka, Warszawa 2016), Sanatorium Doroty Gellner (Wydawnictwo Bajka, Warszawa 2018), Mamy Gęsi Małgorzaty Strzałkowskiej (Wydawnictwo Bajka, Warszawa 2018), Tatr. Przewodnika dla dużych i małych Barbary Gawryluk i Pawła Skawińskiego (Wydawnictwo Literackie, Kraków 2021), O sołtysie Salomonku i tęczy Marcina Szczygielskiego (Wydawnictwo Bajka, Warszawa 2021) i Gdańska dla młodych podróżników Jacka Friedricha (Muzeum Gdańska 2023) oraz autorskiego Kosmicznego śledztwa Heweliusza Kwazara (Edgard 2019).

W latach 2007-2018 jako visiting instructor na Uniwersytecie Bilkent w Ankarze prowadził zajęcia z Projektowania Graficznego oraz Ilustracji w Katedrze Projektowania Graficznego na Wydziale Sztuki, Designu i Architektury (Faculty of Art, Design and Architecture, Department of Graphic Design).

Od 2019 pełni obowiązki asystenta w pracowni Podstaw Projektowania Graficznego prof. Tomasza Bogusławskiego na studiach stacjonarnych I stopnia w Katedrze Grafiki Projektowej Wydziału Grafiki na ASP w Gdańsku; prowadzi również zajęcia z Ilustracji Kreacyjnej i Infograficznej dla I i II roku na studiach niestacjonarnych II stopnia (tamże).

Od jakiego tytułu zaczęła się Twoja przygoda z komiksem?

Nie bardzo pamiętam, jaki komiks przeczytałem jako pierwszy, ale miałem wtedy jakieś pięć-sześć lat. Mógł to być Codziennie jest ten sam dzień w Dolinie Ciekawości Magdy i Andrzeja Dudzińskich, albo Tytus, Romek i A’tomek, księga XVI. Któryś z tych dwóch tytułów na pewno.

Jak w Twoim otoczeniu postrzega się opowieści obrazkowe?

Moja Córka lubi, moja Żona raczej nie wykazuje zainteresowania; mój Tata od zawsze pogardza, a dla Mamy temat nigdy chyba nie istniał. Aczkolwiek różne komiksy jako dziecko miałem, więc mi je rodzice musieli mimo wszystko kupować. Chociaż pewnie patrzyli na nie podejrzliwie, że psują mi gust czytelniczy…

Lubisz komiksy bo…

…lubię narracje obrazkową. Przyznam się, że – jako ilustrator – komiksy przede wszystkim oglądam, a dopiero potem czytam. To nie znaczy, że nie doceniam dobrego scenariusza, wprost przeciwnie, ale najważniejsza jest dla mnie strona wizualna, rytm wyznaczony obrazkami, uroda kreski, kolory, liternictwo. Myślę, że wzięło się to z czasów, kiedy pożyczałem od kolegów, których ojcowie byli marynarzami, różne zagraniczne komiksy przywożone z rejsów do Hamburga czy Kilonii, a że nie znałem niemieckiego , musiałem odgadywać ich treść na podstawie samych tylko rysunków. Komiks to dla mnie medium przede wszystkim obrazkowe; strona literacka interesuje mnie mimo wszystko mniej.

W konsekwencji – nie sięgnę raczej po komiks, którego wygląd mi się nie podoba, choćby nie wiem jak zachwalano mi fabułę.

Adam Pękalski oni też czytają

Ulubiony komiks, którego nigdy nie zapomnisz?

Niekoniecznie ulubiony, ale na pewno nie zapomnę Asteriksa, podarowanego mi dawno temu przez zaprzyjaźnionego sąsiada, który miał żonę Francuzkę, co parę miesięcy jeździł sobie do Paryża i był Europejczykiem całą gębą – a to wszystko w schyłkowym PRL-u. Kto nie żył w tamtych czasach, nie potrafi sobie nawet wyobrazić tej siermiężnej szarości, jaka wówczas panowała i żałosnej bylejakości wszystkiego wokół. Każdy przedmiot, ba, każdy śmieć przywieziony z Zachodu wydawał się więc nadzwyczaj piękny i nabierał rangi skarbu pochodzącego z innego, dużo lepszego świata. No i tu nagle w moim posiadaniu znalazł się bajecznie kolorowy album w twardej, lakierowanej okładce (nikt chyba wtedy w Polsce nawet nie wyobrażał sobie, że tak można wydawać komiksy!), wydrukowany na pięknym papierze, ze wspaniałymi rysunkami Uderza… i z kompletnie dla mnie niezrozumiałym tekstem, bo nikt z rodziny nie znał francuskiego. Co mi zresztą specjalnie nie przeszkadzało, liczył się przecież wygląd, treść była drugorzędna.

Modliłem się do tego komiksu. Kiedy młodsza siostra pożyczyła go sobie bez pytania i zostawiła ślady umazanych czekoladą paluchów na marginesach, autentycznie dostałem szału; na szczęście interweniowali rodzice i dzięki temu nie zostałem siostrobójcą.

Album nosił tytuł La Zizanie, po polsku wiele lat później ukazał się jako Niezgoda. Mam go do dziś.

Z kolei komiksem, który mógłbym faktycznie określić jako ulubiony, jest (tu nie będę chyba szczególnie oryginalny) Zabójczy żart Alana Moore’a i Briana Bollanda. Mam go w kilku wydaniach (bo powstały dwie wersje kolorystyczne; osobiście wolę starą, oryginalną, ale nową też wypadało mieć), włącznie z tym starym, zgrzebnym, „semickim” z 1991 roku. To był, jeśli się nie mylę, pierwszy komiks o Batmanie wydany w Polsce (pamiętam swoje rozczarowanie, kiedy okazało się, że następne zeszyty nie są nawet w połowie tak dobre…)

Artysta/scenarzysta, którego prace podziwiasz?

Imię ich Legion, nie potrafiłbym wybrać tylko jednego. W kolejności przypadkowej: Chris Ware, Mike Mignola, Tadeusz Baranowski, Daniel Clowes, Craig Thompson, Joann Sfar, Grzegorz Rosiński, Tim Sale, Bill Watterson, Darwyn Cooke, Frank Miller, Moebius, Guy Delisle, Paul Pope, Jakub Rebelka, Alberto Breccia… Mogę tak jeszcze długo.

No i oczywiście jako tylko scenarzysty nie mogę nie wymienić Alana Moore’a, choć nie zawsze wszystko mi się podobało, co czytałem.

Co byś polecił/a osobie w Twoim wieku, która nigdy nie czytała żadnego komiksu?

Nie wiem, czy jest jakiś jeden uniwersalny tytuł, który można by polecić każdemu. Jeżeli ktoś w moim wieku, czyli pod pięćdziesiątkę, nigdy nie czytał żadnego komiksu, to znaczy, że musiał tego medium z premedytacją unikać, a więc próba „nawrócenia” takiej osoby jest raczej skazana na niepowodzenie, nawet gdybym znalazł coś, co teoretycznie pokrywa się z jej obszarem zainteresowań. Z drugiej strony, nie wyobrażam sobie, żeby ktokolwiek był w stanie oprzeć się urokowi Calvina i Hobbesa. Łatwo się go czyta, jest inteligentnie zabawny, a rysunki – nadzwyczaj sympatyczne.

Ulubiona ekranizacja komiksu?

Lubię bardzo filmy o Batmanie (z wyjątkiem tych dwóch campowych Joela Schumachera), nie potrafiłbym chyba wskazać, czy wolę wersję Burtona, czy Nolana, czy Matta Reevesa; wszystkie Gacki są fajne na swój sposób. Nawet Batfleck ze Snyderverse jest w porządku.

Podoba mi się trylogia Strażników Galaktyki, chociaż w zasadzie nie myślę o tych filmach jako o ekranizacji komiksu, bo najpierw obejrzałem filmy, a potem dopiero przeczytałem kilka historii z tymi postaciami, i wyszło na to, że filmy dużo lepsze od oryginału.

Jednym z moich ulubionych filmów (w ogóle, nie tylko komiksowych) jest Art School Confidential Terry’ego Zwigoffa według scenariusza Daniela Clowesa. Długo byłem przekonany, że to nie jest adaptacja, ale okazało się, że Clowes zrobił najpierw czteroplanszowy komiks pod tym tytułem, a dopiero później rozwinął pomysł w scenariusz pełnometrażowego filmu. Więc w sumie pasuje do kategorii „ekranizacja komiksu”.

Jakie jest Twoje komiksowe guilty pleasure?

Czy ja wiem? Nie mam takiej kategorii. Komiksy to w ogóle z definicji jest guilty pleasure (ze wskazaniem jednak mimo wszystko na pleasure). Mają być przede wszystkim ładne, nie muszą być koniecznie mądre. Głupotki superbohaterskie czy erotyczne też mnie cieszą, jeśli tylko jest na czym zawiesić oko.

To będzie dla niektórych może bluźniercze, co powiem, ale jak mam ochotę na naprawdę dobrą literaturę, raczej nie sięgam po komiksy.

Czy twoje komiksowe zaległości to jeszcze kupka wstydu czy już hałda hańby?

To jest spora kupka, ale chyba jeszcze nie hałda. Po prostu jestem dość zajęty i nie jestem w stanie czytać na bieżąco wszystkiego, co sobie kupuję, niektóre rzeczy jakoś też nie mogą trafić na swój moment. Na przykład mam na półce nieprzeczytany drugi tom Złotego wieku Cyrila Pedrosy i Roxanne Moreil, co gorsza nie bardzo już pamiętam o czym był tom pierwszy (pamiętam tylko, że to rzecz wybitna graficznie), więc musiałbym znaleźć czas na przeczytanie dwóch solidnych cegieł, ciężkich i nieporęcznych, żeby tę zaległość nadrobić. Mam też nietknięty Tokyo Ghost z rysunkami Seana Murphy’ego, którego notabene bardzo lubię – i znowuż, jest to wielkie, grube tomiszcze, którego nie da się czytać w drodze do i z pracy, trzeba by zarezerwować parę godzin na siedzenie w fotelu, a stale jest co innego do roboty…

Mam też przeczytanego zaledwie do połowy Rusty’ego Browna Chrisa Ware’a, ale tu odpadłem, bo zmęczyła mnie skopana typografia polskiej edycji. W angielskim oryginale literki u Ware’a są wprawdzie malutkie, ale bardzo czytelne, w wydaniu Centrali jest masakra – mimo, że mam bardzo dobry wzrok i nie potrzebuję okularów, czasami musiałem sięgać po lupę, żeby doczytać, co tam jest napisane. Jest to komiks wprawdzie genialny pod każdym względem (Ware jest nie tylko obłędnym rysownikiem i projektantem, ale i naprawdę świetnym pisarzem, bez żadnej taryfy ulgowej), natomiast męczący. Nie tylko z powodu niedociągnięć edycyjnych, ale i dlatego, że jest to pozycja po prostu dość przygnębiająca, ciężkawa psychologicznie. A przy tym długa i wymagająca skupienia…

Oprócz tego na swój czas czekają trzy tomy Sapiens ze scenariuszem Yuvala Noaha Harariego (duże! ciężkie!), Żeń-szeń. Zgniłe korzenie Craiga Thompsona (jakoś nie mam jeszcze nastroju) i Gotham: Rok pierwszy, który leży zaledwie od paru tygodni, za to pewnie najszybciej doczeka się lektury.

Więcej grzechów nie pamiętam.