Zorro. Z martwych

Zorro : d'entre les morts

Scenariusz
Rysunki
Tłumaczenie

Przygodowa opowieść o nowym wcieleniu jednego z najsławniejszych bohaterów popkultury – Zorro! W meksykańskim mieście La Vega rządzi bezwzględny bandzior El Rojo. Każdy, kto mu się sprzeciwi, jest likwidowany. Przed laty taki los spotkał ojca Rosy, która od tamtej pory nie wierzy w dobro ani tym bardziej w legendy. Kiedy spotyka Zorro, widzi w nim szaleńca, a nie obrońcę prostych ludzi. Jednak są tacy, którzy uważają, że dawny bohater naprawdę powrócił… Czy uzbrojony w szpadę zamaskowany mściciel ma szansę walczyć ze złem współczesnego świata?

Scenariusz i rysunki „Zorro” stworzył Amerykanin Sean Murphy, który uwielbia w nowy sposób ukazywać stare opowieści i motywy. Jest autorem tak znanych dzieł, jak „Batman: Biały Rycerz” i „Batman: Klątwa Białego Rycerza”.

Porównaj ceny

Szczególnie polecamy

Pozostałe księgarnie

Szczegóły wydania

Opinie redakcji
Avatar
Tomasz Miecznikowski
12.10.2025

Nowy komiks Seana Murphy’ego to dość zaskakujący tematycznie wybór. Taki bohater jak Zorro wydaje się być raczej popkulturowym reliktem, dlatego z ciekawością sięgnąłem po nowe dzieło amerykańskiego artysty, licząc, tak jak w przypadku “Batmana. BIałego Rycerza”, na ożywienie skostniałych, gatunkowych motywów. I cóż, trochę się przeliczyłem.

Komiksowy dorobek Seana Murphy'ego, zarówno w roli samego rysownika, jak i w tych w pełni autorskich albumach, w których występuje też w roli scenarzysty zwraca na siebie uwagę różnorodnością i rodzajem twórczej energii, które zawsze emanuje z dynamicznych plansz w jego komiksach. Charakterystyczną, ostrą kreskę znajdziemy również w “Zorro. Z martwych” - w powiększonym albumie rysunki Murphy’ego jeszcze bardziej cieszą oko, a kolorystyka w wykonaniu Simona Gougha, szczególnie we fragmentach wykorzystujących meksykańskie zwyczaje bywa zjawiskowa. Murphy ma w łapie dużo pary, co udowodnił podczas Festiwalu w Łodzi - zresztą “Zorro. Z martwych” był premierą naszykowaną pod festiwal i miejmy nadzieję, że Murphy (razem z Billem Sienkiewiczem) roześle wici wśród kolegów po fachu, że przyjazd do naszego kraju był fajnym doświadczeniem i wkrótce zawitają do nas kolejni komiksowi artyści podobnego kalibru.

Ale wróćmy do komiksu - okładkowa grafika zapowiada klasycznego bohatera w dobrze znanym kostiumie, choć gdy wczytamy się w okładkowy opis, od razu rozumiemy, jak Murphy to sobie wymyślił, żeby fabuła pasowała mu do dzisiejszych czasów. Pomysł jest najprostszy z możliwych - Zorro dzieje się współcześnie, a główny bohater walczy z narkotykowym kartelem. Więc z jednej strony jest to uwspółcześniona wersja Zorro, ale ma też bardzo rzetelną, inspirowaną klasyką podbudowę, która z miejsca sprawia, że akceptujemy pomysł Murphy'ego na tego retro bohatera popkultury.

Fabuła rozgrywa się w miejscowości, z której ponoć pochodził oryginalny Zorro, Diego de la Vega. Co roku podczas obchodów Dnia Zmarłych, w La Vega rozgrywa się spektakl z Zorro jako bohaterem. I właśnie podczas takiego spektaklu dochodzi do dramatu. El Rojo - szef kartelu narkotykowego zabija wcielającego się w Zorro mężczyznę. Robi to na oczach jego dzieci - Rosy i Diego. Na oboje to wydarzenie będzie miało przemożny wpływ - oboje są też kluczowymi postaciami tej fabuły, w której zaraz potem skaczemy wiele lat do przodu, by zobaczyć jak w La Vega odradza się legenda Zorro. W komiksowej teraźniejszości Rosa pracuje dla kartelu jako kierowca. Natomiast Diego to już osobny przypadek - dorosły już mężczyzna stracił kontakt nie tylko z siostra, ale i z rzeczywistością. I to jak ją postrzega, jest kluczem do pokazania nam współczesnej wersji Zorro.

Ten pomysł wydaje nam się naprawde atrakcyjny. Oto Zorro przeniesiony we współczesne realia i jednocześnie Zorro, który zachowuje się jak relikt popkultury. Widac, że zależało Murphy’emu na zderzeniu tych elementów w fabule, bo mogło z tego wyniknąć coś naprawdę świeżego. Problem w tym, że Murphy nie może złapać między tymi elementami odpowiedniego balansu. Z jednej strony naiwność i autentyczna bohaterszczyzna, z drugiej okrucieństwo i egzekwowanie różnych rzeczy poprzez przemoc (to ze strony kartelu, ale też tytułowego bohatera) - z tego równania tworzy się momentami chaotyczny i mało wiarygodny ciąg wydarzeń.

Zorro miał tu być postacią tragiczną, ale jego dezynwoltura wypada wśród padających ludzkich ciał trochę nie na miejscu. Tak jakby Murphy chciał zachować urok dawnych opowieści o Zorro (pamiętam z dawnego serialu szczególnie zabawne potyczki bohatera z sierżantem Garcią), ale też utrzymać twarde realia meksykańskiej scenerii. Ani to się nie udało, ani to - dostaliśmy rodzaj bajki, której fabularne rozwiązania jakoś trudno zaakceptować, bo tworzą fałszywy obraz. Rosa jakby to wszystko wyczuwała - nieustannie miota się w tej fabule, nie mogąc uwierzyć w jak dziwnej historii bierze udział. A nam zostają przede wszystkim smaczki - drugoplanowy bohater z twarzą i nazwiskiem Danny’ego Trejo, kolorowe czaszki z meksykańskiego święta i znakomita galeria okładek na koniec albumu. Trzeba szanować Murphy'ego, że podjął się tego wyzwania, ale rezultat nie jest tak zadowalający, jak w jego próbie reinterpretacji wizji Gotham w Uniwersum DC.

Oceny i opinie
Średnia ocen
3.00/6
1 ocena Show votes.
Ładuję ...
Liczba ocen
3.00/6
1 ocena Show votes.
Ładuję ...
3.00/6
1 ocena Show votes.
Ładuję ...

Dodaj komentarz