Pierwszy tom serii „Absolute Wonder Woman” ukazującej się w ramach linii wydawniczej DC Al In. Komiks nominowany w 2026 roku do Nagrody Hugo.
Choć nie wychowała się na rajskiej wyspie w otoczeniu kochających sióstr i nie przyświeca jej misja szerzenia pokoju, to nadal… niezłomna Amazonka!
W mroczniejszym, odmienionym świecie Diana z Temiskiry jako niemowlę trafiła na wygnanie do Zaświatów. Nie złamało to jej jednak.
Przeciwnie – tragedia, niebezpieczeństwo i niesprawiedliwość zahartowały ją i uczyniły jeszcze groźniejszą. Odcięta od swego dziedzictwa Diana wreszcie wraca na powierzchnię. Obdarzona darami bogiń, władająca magią i uzbrojona w oręż stworzony w Piekle, podejmuje misję, w której chodzi raczej o sprawiedliwość niż o pokój. Diana nie spocznie, póki nie ocali świata i nie odnajdzie w nim swojego miejsca – nawet jeśli będzie musiała własnoręcznie je sobie wyrąbać!
Laureatka Nagrody Eisnera Kelly Thompson („Jem and the Holograms”, „Hawkeye”) wraz z niesamowitym Haydenem Shermanem („Detective Comics”, „Predator Vs Wolverine”) i laureatką Nagrody Eisnera Jordie Bellaire („Miły dom nad jeziorem”, „Pretty Deadly”) przedstawiają zupełnie nową wersję Wonder Woman!
Album zawiera materiały pierwotnie opublikowane w amerykańskich zeszytach „Absolute Wonder Woman” #1–7.
23.09.2026
I
Kolor
Twarda
170x260 mm
192
89,99 zł
9788328173620
| Rok | Nagroda | Kategoria | Wynik |
|---|---|---|---|
| 2026 | Nagrody Eisnera | Najlepszy rysownik/inker | Nominacja |
| 2026 | Nagrody Eisnera | Najlepsza seria kontynuowana | Nominacja |
| 2026 | Nagroda Hugo | Najlepsza powieść graficzna | Nominacja |

Minął miesiąc wypełniony żalem i pretensjami czytelników z powodu braku dostępności “Absolute Batmana” i oto mamy drugą premierę z nowej linii DC. Koniecznie przeczytajcie, bo ‘Absolute Wonder Woman” to komiks jeszcze lepszy niż pierwsza premiera ze świata Absolute.
Linia Absolute zmianą stoi, czego wymaga od niej geneza tego świata utworzonego na darkseidowych fundamentach. To miejsce, w którym superbohaterowie mają mieć gorzej i ciężej i ta zasada jak na razie działa jak trzeba. Co prawda Batman leje wszystkich jak popadnie, ale uświadomiony przez Alfreda na temat pewnych ograniczeń rozumie, że sam świata nie zawojuje. Najważniejsze, że tak nabuzowany wcale nie wygląda na idealistę, tylko na kogoś, kto ma zrobić w mieście porządek wszelkimi dostępnymi metodami. Natomiast z Wonder Woman jest nieco inaczej. Zachowuje się i wypowiada jak przysłowiowa idealistka, co jednak nie przeszkadza jej robić porządków w stylu Batmana. Tyle że w o wiele większej skali.
Historię Amazonki oglądamy w dwóch planach czasowych. Pierwszy, w teraźniejszości, w mieście Gateway City, to niezwykle widowiskowe łubudu. Drugi, w przeszłości, praktycznie od jej narodzin toczy się w piekle, pod wychowawczym okiem Kirke (której postać tak duże wrażenie zrobiła niedawno w “Odysei” Nolana) i tam też mamy najwięcej odniesień do greckiej mitologii. Od momentu, kiedy arogancki Apollo dostarcza Diane w postaci rozkosznego bobasa na Dziką Wyspę zaczyna się niezwykła historia Wonder Woman napisana przez Kelly Thompson, którą znamy u nas choćby z bardzo dobrej serii “Hawkeye” o Kate Bishop.
A zatem piekło, demony, i dorastająca w takiej scenerii Diana - już sam ten koncept wpuszcza mnóstwo świeżości do fabuły. I żeby nie było - nie jest tu wcale tak strasznie i przerażająco jak w piekle, które zazwyczaj zwiedza John Constantine. Tutaj piekło to życie w zasadzie pustelnicze (choć z nieustającymi zagrożeniami), które wzmacnia w Dianie idealistyczne ciągoty. Służy też temu jej moc porozumiewania się ze zwierzętami, a wspomaga w budowaniu takiego wizerunku sama oprawa graficzna - na ilustracjach Haydena Shermana Diana ma wciąż jakże ciekawą świata fizjonomię i jakże antyczne rysy, przypominające fizjonomie wykorzystywane przez greckich artystów na wazach i innych artystycznych przedmiotach z tego okresu. Tej Diany nie da się nie lubić, a nie zawsze tak przecież było, bo ta podstawowa, posągowa Wonder Woman w jakiś sposób, nawet jeśli mimowolnie, budowała dystans z powodu swego rodowodu i potężnej mocy.
Natomiast ta Wonder Woman w żaden sposób (nawet ten mimowolny) nie wywyższa się. Może również dlatego, że ludzie ją fascynują, a szczególnie ten jeden, którego wielbiciele uniwersum DC Comics dobrze znają, czyli Steve Trevor. To z jego powodu Diana dokona aktu wyjątkowego poświęcenia, który chyba każdego czytelnika tego komiksu pozostawia w stanie jednocześnie podziwu i niedowierzania. Ale o to tu właśnie chodzi - Kelly Thompson stworzyła na nowo bohaterkę, którą podziwiamy, jednocześnie niedowierzając, że ktoś tak w tak bezinteresowny sposób jest w stanie pomagać ludziom, którzy jak wiemy, zazwyczaj na to nie zasługują.
Czy zatem Diana jest naiwna, kiedy rusza na szkieletowym Pegazie, z zarąbistym mieczem by stanąć w obronie całego Gateway City? Przestajemy się nad tym zastanawiać, kiedy oglądamy sceny walki - podobnie jak w “Absolute Batman” chce sie takie sceny oglądać, bo niezmiennie cieszą one nasze oczy. To troche rodzaj cudu graficznego, bo wygląda to naprawdę epicko, przy tejże cały czas odczuwalnej idealistycznej naiwności pomieszanej z determinacją Diany. Poza tym jest ona bardziej ludzka w swym zachowaniu od ludzi i to wrażenie dodaje epickości tych widowiskowych scen poczucia wiarygodności - oto co znaczy być prawdziwą bohaterką.
Żeby jednak nie było, że Wonder Woman to jakaś niedoswiadczona, choć obdarzona mocą naiwna dziunia, jakże jeszcze rozkoszna w dziecięcych, jednoplanszowych shortach (tak, na coś takiego też znalazło się tu miejsce). Aby skomplikować postać i nieco zakłócić nasze odczytanie dostajemy w niniejszym zbiorze jeszcze jedną historię zatytułowaną “Dama albo tygrys”, z większym udziałem greckiej mitologii, rozgrywającą się pod czujnym okiem Hadesa. Tu już Diana wygląda bardziej posągowo na rysunkach Mattia De Iulisa. Ta historia o trudnych wyborach (i zrozumieniu, co za nimi stoi) świadczy przede wszystkim o talencie Kelly Thompson, która poszerza swoją wizję - wizję zaświatów, wizję kształtowania postaci bohaterki, wizję bardziej złożonej historii niż moglibyśmy sądzić po “Ostatniej Amazonce” (tytuł zarówno pierwszej opowieści, jak i całego tomu). To będzie niezwykła opowieść, pełna nieprzewidywalnych wydarzeń, , w której ktoś, kto ludzkość przerasta, będzie się dla niej poświęcał. Brzmi może ciut patetycznie, więc powiedzmy inaczej - to będzie historia, w której Diana będzie regularnie wracała do piekła - bo w końcu był to jej dom i wciąż tam ktoś jej najbliższy. A to co przeżyje w piekle, będzie ją wzmacniać w tym, czego będzie musiała dokonać na Ziemi. Z wielką ciekawością czekam na kolejny tom.
8 ocen Show votes.
8 ocen Show votes.
8 ocen Show votes.
ABSOLUTE WONDER WOMAN to komiks dla mnie szczególny, mający specjalne miejsce w moim sercu. Jest to moja ulubiona seria wchodząca obecnie w USA. To także jedyny ongoing, który zbieram od samego początku. Mam wszystkie 1st printy. Z wypiekami czekam na kolejne zeszyty i czytam każdy jak tylko wychodzi. Uwielbiam ten komiks i jeśli o moją opinię chodzi, to więcej nie potrzeba. Biegnijcie do księgarni/przed ekrany i kupujcie. Ale to nie jedyny powód, dla którego warto się tym tytułem zainteresować. To pierwsza regularna seria z jakąkolwiek inkarnacją Wonder Woman, która wychodzi u nas od czasu Odrodzenia. Scenarzystka serii, Kelly Thompson, również nie jest u nas szerzej znana. Poza pojedynczymi tomami HAWKEYE. KATE BISHOP czy JESSIKI JONES nie była u nas wydana żadna jej seria, a to obecnie topka scenarzystek zza oceanu. Więc jak widać, powodów by mieć radarze tę konkretną pozycję jest naprawdę dużo. A jaki jest ten tytuł? O tym poniżej.
Jeżeli jakimś cudem jeszcze ktoś nie wiem czym to całe Absolute jest to wyjaśniam. Specyfiką serii z Uniwersum Absolute jest odarcie z zewnętrznej otoczki znanych nam postaci, przy zachowaniu ich rdzenia. Tak było z ABSOLUTE BATMANEM, tak samo jest w przypadku tej wersji Diany. Zamiast na Themiscirze wsród Amazonek, wychowywała się ona na Dzikiej Wyspie, w greckim piekle. Jej przybraną matką jest Kirke, co sprawia, że nie jest ona tylko wojowniczką, ale też bardzo potężną wiedźmą. Przy tym jednak ta wersja Wonder Woman wciąż cechuje się ogromnym współczuciem, miłością i uosabia najważniejsze cechy superbohaterki. Jest przy tym mniej pomnikowa niż jej mainstreamowy odpowiednik, a w stosunku do niektórych, potrafi być bardzo charakterna.
Na pierwszy tom składają się dwie historie, łącznie zajmujące siedem zeszytów. Pierwsze pięć to klasyczny story arc, który ma na celu przedstawić tę wersję postaci, jej origin, modus operandi czy pozostałą obsadę serii. Oczywiście zaczynamy z wysokiego C, czyli walki z olbrzymim potworem, który ma zniszczyć Gateway City. Daje to możliwość nie tylko scenarzystce na wyraźne zarysowanie sposobu działania Diany, ale też pokazania talentu jaki ma Hayden Sherman, osoba rysująca ten komiks. Ta dość prosta, ale efektowna walka to nie jedyna rzecz, która w tych zeszytach się znajduje. Oprócz tego mamy wgląd w życie Diany z Kirke, od dzieciństwa, do chwil przed pierwszym opuszczeniem Dzikiej Wyspy. Obie linie fabularne się uzupełniają i dają nam pełen obraz Diany, która chce przede wszystkim pomagać innym.
Kolejne dwa zeszyty to krótka historia, która ma pokazać relacje Diany z greckim panteonem, ugruntować status quo relacji jej i jej przybranej matki czy ustanowić zasady jej funkcjonowania na powierzchni. To także tutaj wychodzą na wierzch te cechy Wondi, które czynią ją bardziej ludzką. A jako wisienka na torcie te dwa zeszyty udowadniają jak ciekawie można przedstawić grecki panteon. Zarówno charakterologicznie, jak i designem.
To co ABSOLUTE WONDER WOMAN dzieli z ABSOLUTE BATMAN jest ten cool factor. Design Diany stał się z miejsca kultowy. Czerwono-czarna paleta kolorystyczna, fantastycznie wyglądający tatuaż, ogromny miecz czy praktyczna, ale podkreślająca również magiczny aspekt postaci, zbroja. Do tego pegaz-szkielet. A za pierwszego przeciwnika robi potwór wielkości blokowiska. Ale tam gdzie Dragotta lekko lśnił, tam Sherman świeci jak najjaśniejsza gwiazda. Nawet jeżeli z początku nie każdy panel jest idealny, to progres z zeszytu na zeszyt jest ogromny. Do tego od samego początku ta seria wywołuje u mnie podziw zabawą z kadrowaniem. Sherman to obecnie topka osób rysujących zachodnie komiksy, a przy okazji współpracy z Thompson daje popis swoich umiejętności i szybkiego progresu. A wisienką na torcie są kolory Jordie Bellaire, które pięknie łączą w sobie klimat piekielny z nadzieją i dobrocią płynącą od postaci Diany.
Uważam ABSOLUTE WONDER WOMAN za opus magnum Kelly Thompson. Scenariusz jest tu mistrzowski, a możecie mi uwierzyć, że w przyszłości będzie jeszcze lepiej. Pomysł na mitologię, relacje, drugi plan trafiają idealnie w mój gust. Do tego fantastyczne designy Sherman. Nie wiem czy dałoby się tu cokolwiek zrobić lepiej. Cudowny komiks, który mam nadzieję sprawi, że scenarzystka znajdzie u nas uznanie. Każdemu bez wahania polecam zakup. Zwłaszcza, że jest to tytuł szeroko dostępny i nie trzeba bić braw Empikowi za posiadanie pojedynczych egzemplarzy.
Absolute Wonder Woman Tom 1: Ostatnia Amazonka. Batman zarządził, a jak wypada Diana? No, no, też całkiem, całkiem! 😉
Zanim nasza nowa Amazonka urośnie do ponad dwóch metrów, zostaje jako niemowlę zrzucona do piekła, gdzie trafia pod opiekę Kirke. Ta jednak nie może wyjawić Dianie prawdy o jej pochodzeniu. I tak sobie nasza dziewczyna dorasta, czując, że coś tu nie gra. Że nie pasuje do tego miejsca i że jest kimś więcej. Wbrew woli bogów rusza więc na poszukiwanie własnego ja, a dopiero przy okazji bierze się za ratowanie innych.
Mamy tutaj sporo pozmienianych greckich mitów, które sprytnie wpleciono w znane motywy DC. I choć Diana, w przeciwieństwie do nowego Batmana, nie jest zupełnie nową postacią, to zmiana akcentów, inne spojrzenie na pewne wydarzenia oraz ciekawe przedstawienie jej moralnego kręgosłupa dają naprawdę fajny powiew świeżości. To wciąż Wonder Woman, ale potrafi zaskoczyć. Czyta się to bardzo przyjemnie i zdecydowanie czekam na kolejne tomy!
Niestety ilustracje jakoś nie do końca mnie przekonały i dopiero pod koniec, gdy zmienia się styl rysunków, zrobiło się dla mnie znacznie przyjemniej. Sama historia jest mroczniejsza, ale nie ma tu aż takiej brutalności , jakiej można by się spodziewać. I dobrze, bo wcale nie potrzeba tutaj przesadzać z przemocą, żeby zbudować odpowiedni klimat.
Bardzo fajny start! Polecam.