Top 10 – najlepsze komiksy polskie 2025
18.02.2026 06:01
Oto drugie z naszych podsumowań 2025 roku – lista dziesięciu najlepszych naszym zdaniem premierowych komiksów polskich. Tych w tym roku było bardzo dużo, w tym całe mnóstwo niesamowitych debiutów, zatem wybór był trudny, ale udało się. Kolejność na liście przypadkowa.
Wyboru dokonali Maciej Bachorski, Paweł Deptuch, Tomasz Miecznikowski i Mariusz Wojteczek. Topka najlepszych komiksów zagranicznych tutaj.
Błonia tajemnicy (Kultura Gniewu)
Błonia tajemnicy to wyjątkowy album. Nie tylko dlatego, że bierze na warsztat twórczość jednego z mistrzów polskiej nowelistyki, który w tym akurat gatunku osiągnął prawdziwe wyżyny. To także pokaz talentu polskich rysowniczek i rysowników, którzy własnym, oryginalnym i jakże różnorodnym głosem potrafili opowiedzieć owe „niesamowitości” obrazem, wciąż zachowując ducha oryginału, a wręcz nawet uwypuklając go, wzmacniając, dodając mu bardziej piorunującej siły wyrazu.
Błonia tajemnicy
Perły polskiej fantastyki grozy po raz pierwszy w formie komiksu.
Tworzący w dwudziestoleciu międzywojennym Stefan Grabiński (1887-1936) zasłynął opowiadaniami z nurtu horroru nadnaturalnego. Przytłoczony niesamowitością zaświatów, zajmował się zjawiskami metapsychicznymi, spirytyzmem, demonologią i okultyzmem. W swoich tekstach budował pomosty łączące doczesny świat z „tamtą stroną”. Dzisiaj wymieniany jest jednym tchem z pisarzami takimi jak Edgar Allan Poe i H.P. Lovecraft.
Błonia tajemnicy to antologia komiksów na podstawie wybranych utworów Grabińskiego. Przedwojenne opowieści grozy na nowe medium zaadaptował scenarzysta Mateusz Wiśniewski, a zilustrowali je znakomici rysownicy i rysowniczki: Michał Araszewicz, Piotr Marzec, Antoni Serkowski, Judyta Sosna oraz Magda Zwierzchowska. Ich interpretacje pokazują, jak wiele odcieni kryje w sobie proza Samotnika ze Lwowa.
Publikacja, zaprojektowana przez Łukasza Mazura, opatrzona została wstępem Tomasza Kolankiewicza i zawiera materiały dodatkowe w postaci archiwalnych tekstów, ilustracji i zdjęć.
Stefan Grabiński to z wielu powodów twórca wyjątkowy. Uznaje się go nie tylko za prekursora polskiej literatury fantastycznej, ale i za pierwszego polskiego pisarza, który wyłącznie taką prozę uprawiał. Zajmowała go nie tyle rzeczywistość ziemska, co niesamowitość zaświatów. Zwracał uwagę na zjawiska, których większość z nas nie zauważa albo które zwyczajnie lekceważy, choć są one elementem codzienności każdego człowieka. Utwory Grabińskiego otwierają bramy nieskończoności, pozaziemskich wymiarów pełnych cudów i okropieństw, zagadek i ponurej grozy. A tę potrafił pisarz wywołać w czytelniku jak mało kto, bo uczucie lęku towarzyszyło mu od zawsze. – Mateusz Wiśniewski, pomysłodawca i scenarzysta antologii
WRELigion (Niezależne)
WREligion jest rubaszny i brutalny zarazem. To swoista kontynuacja uwielbienia wrestlingu, jako rozrywki, którą w komiksie niezależnym rozpoczął Łukasz Kowalczuk, a z nazwisk zagranicznych warto tu wspomnieć Daniela Warrena Johnsona. U Mączewskiego we WREligion, oprócz skrajnie brutalnej rozwałki znajdziecie również mnóstwo czarnego humoru i gorzki komentarz dotyczący świata. A to wszystko w sosie odniesień do popkulturowych lat 80-tych i 90- tych. Czego chcieć więcej?
WREligion
Bądźcie świadkami ostatniego dnia świata – Pablito Ramon zmierzy się na ringu z Rip Razorem. Zajmijcie wygodnie miejsca na trybunach, bo pojedynek nie ma zasad, a zawodnicy nie markują swoich ciosów.
Wynik tej walki stanie się początkiem nowego ładu na Ziemi. Wrestling będzie tu religią i wszyscy będziemy ją wyznawać.
Paweł Mączewski jest autorem scenariusza i rysunków brutalnej historii, w której oprócz przemocy znajdziecie też sporą dawkę czarnego humoru. Za liternictwo, skład i projekt graficzny odpowiada Łukasz Mazur. Redakcję i korektę tekstu wykonała Michalina Rajewska.
Komiks jest hołdem dla VHS-owej popkultury lat 80. i 90. ubiegłego wieku.
Sezon spadających gwiazd (Kultura Gniewu)
Recenzowanie komiksu Marcina Podolca przy całej lekkości narracyjnej jest trochę niewdzięcznym zadaniem – komiks powinno się przeczytać i poddać jego nastrojowi bez tych powyższych wyliczanek i prób interpretacji – tak działa najlepiej, przywołując echa młodości, kojąc swoim rytmem, ciesząc oczy i serce, niekiedy trącając w smutne struny. Z finałem, w którym autor nie rozdziera szat, tylko pokazuje, że owszem, nie da się zawojować świata, ale wystarczy nie iść zawsze za stadem, tylko podążyć własną drogą – wtedy jest szansa, że się w tym świecie odnajdziemy.
Sezon spadających gwiazd
Dorastasz na początku lat dwutysięcznych w małej miejscowości w Europie Środkowo-Wschodniej. Za oknem jesień. Do kina czy księgarni masz kilkadziesiąt kilometrów. Mija kolejny dzień, w którym nie wydarza się nic znaczącego, i nawet szarlotka upieczona przez babcię nie poprawia humoru. Tyle dobrego, że właśnie rusza nowy sezon waszej ligi.
Koszykówka to sposób na nudę, ale też szansa na wyrwanie się z rodzinnego miasteczka. Kto wie, może komuś z drużyny uda się wyjechać do Stanów? To przecież stamtąd ojciec kolegi przesyła paczki z oryginalnymi koszulkami i za dużymi butami. To tam grają największe gwiazdy basketu. To tam wszystko jest możliwe.
Dwudziesty album komiksowy Marcina Podolca to migawki z jednego sezonu nastoletniej drużyny koszykówki, które układają się w większą historię – tę najbardziej uniwersalną, o szukaniu swojego miejsca na świecie. Tuż pod niebem pełnym spadających gwiazd.
„Choć nie jest to autobiografia, nietrudno dostrzec tu hołd dla własnej młodości – jednocześnie wzruszający i zabawny. I tak przekonująco nostalgiczny, że sam zatęskniłem do tych pięknych lat, gdy grałem w koszykówkę. Choć nigdy nie grałem w koszykówkę”. – Bartek Przybyszewski, współtwórca „Podcastexu”, podcastu o latach 90. i 00., autor bloga „Liczne rany kłute”.
Pisto (Diablaq)
Pisto to jeden wielki miszmasz, nie tylko estetyki i konwencji, ale tez odniesień do postaci i ikonicznych scen czy motywów popkultury. Wszystko to przerysowane, podszyte humorem, może nawet absurdem. Ale – zaskakująco – całość działa. I to świetnie. Ten komiks to pokręcone postapo, żerujące na Mad Maxie czy Falloucie, wymieszany z estetyką Star Wars i motywami z kreskówek Disneya. Niby niemożliwe, ale popkultura już nie raz udowadniała, że właśnie takie „niemożliwe” projekty sprawdzają się najlepiej. I komiks Weissa jest tego świetnym przykładem. I kolejnym potwierdzeniem, że komiks niezależny w Polsce ma się nad wyraz dobrze.
Pisto #01
Opowieść pełna akcji i humoru, ale też filozoficznych rozważań nad sensem istnienia. Walki wielkich robotów, starcie z gangiem dino-motocyklistów i przeprawa przez miasto pełne nieumarłych mutantów – to tylko niektóre z przygód, jakie na swojej drodze przeżyje Pistacjusz wraz z paczką niezwykłych przyjaciół.
Vaclav Draculic jedzie do urzędu (Kultura Gniewu)
Czy Vaclav Draculić jedzie do urzędu jest jedynie żartem w urzekającej oprawie? Ta ostatnia to miód dla oczu – perfekcyjne wydanie komiksu oraz kolory i rysunki, które są urokliwe nawet przy całej nie do pozazdroszczenia sytuacji tytułowego bohatera o jakże prozaicznym fizys. Pałętający się po urzędach Drakulić jest w jakimś stopniu komiksowym odpowiednikiem Józefa K. z Procesu Kafki, ale to jednak inna opowieść. Każdy z nas coś znaczy, każdy też może pęknąć – nawet spokojny obywatel, który za każdym razem zaprzecza, że jest tym wampirem, za którego go wszyscy uważają, by koniec końców ulec własnej naturze (albo przeważającej opinii ogółu). A zatem w postaci rozciągniętej fabularnie humoreski dostajemy coś więcej – nie tylko popisowy (pop)kulturowy miks, ale i odbicie każdego z nas w postaci Vaclava Draculića.
Vaclav Drakulič jedzie do urzędu
Mrożąca krew w żyłach historia o biurokracji, która ni czosnku, ni światła się nie boi.
Czy jest coś gorszego niż utrata domu? Może tylko niesłuszne oskarżenie o wampiryzm…
Na nieszczęście dla Vaclava Drakuliča obie rzeczy przydarzyły mu się tego samego dnia. Teraz zmuszony jest wyruszyć w podróż do samej stolicy, by odkręcić cały ten bałagan. Nie wie jednak, że czyha na niego ktoś, kto za wszelką cenę chce go przed tym powstrzymać.
Nowy komiks do scenariusz Jana Mazura („Tam, gdzie rosły mirabelki”, „Koniec świata w Makowicach”, „Incel”) powstawał ponad pięć lat. Najpierw miał go rysować Henryk („Tylko spokojnie”, „Doom Pipe”), ale po stworzeniu storyboardu wycofał się z projektu. Minęło troche czasu zanim „Drakuliča” postanowił narysować Mikołaj Ratka („Rodzice swoich dzieci. Dzieci swoich rodziców”, „Winda”). Efekt jest niesamowity!
Stachanowiec in space #02 (Niezależne)
Już za sam tytuł, temu komiksowi należy się miejsce w topce. Ale jakby tego było mało, Kurowski serwuje nam post-PRLowskie realia, które ruszają na podbój kosmosu! To się nie mogło udać! Ale jako że nasi rodacy mają dryg do wymyślania alternatywnych historii (w tym wypadku po ‘89 zostajemy po stronie wschodniej strefy wpływów), tak i tutaj otrzymujemy epicki rozmach Polski przyszłości, która nigdy nie wyzwoliła się z macek komunizmu. Konwencyjne, taki mariaż z estetyką PRL-u należy do jednej z moich ulubionych kreacji. Tutaj autor miksuje to wprawnie z solidną SF, a wszystko zamyka w quasi – mangowej oprawie. Zwyczajnie sztos!
Stachanowiec in Space #02
Władek Stachanowski powraca! Drugi tom kosmicznych przygód załogi statku Chiyoda-2 to jeszcze więcej napięcia, zagadek i niebezpieczeństw. Po odkryciu wraku brazylijskiego statku, który dryfuje w przestrzeni kosmicznej, załoga staje w obliczu mrocznych tajemnic i grożącego im śmiertelnego niebezpieczeństwa.
Czy na pokładzie Chiyoda-2 znajdują się zdrajcy? Tajemnice przeszłości i ukryte motywy członków załogi zaczynają wychodzić na jaw! W atmosferze paranoi i rosnącej nieufności Władek, Filipa, Momo, Akio i ZUS muszą podjąć decyzje, które mogą zaważyć na losach ich misji – i życia.
Tymczasem na Ziemi, Kenji – dawny przyjaciel Władka – zostaje wplątany w aferę szpiegowską, która może mieć bezpośredni wpływ na losy załogi Chiyoda-2. Czy działania Kenjiego pomogą uratować misję? Kim jest tajemnicza Mariola Tachibana?
„Stachanowiec w Kosmosie – Tom 2” to pełna zwrotów akcji opowieść o zaufaniu, zdradzie i przetrwaniu w najtrudniejszych warunkach. Premiera już na Złotych Kurczakach 2025 we Wrocławiu!
Wydział 7: Medium (Kultura Gniewu)
Fakt, że twórcy Wydziału 7 robią naprawdę dobrą robotę poczułem podczas lektury zeszytu specjalnego Import- Eksport, w którym pokazali na podstawie krótszych, czasem prześmiewczych historyjek, jak duży jest tu potencjał i jak dużą mają radość z tworzenia. I tę radość i twórczy flow czuć właśnie w Medium, nawet jeśli podjęty temat jest bolesną zadrą w polskiej historii. Ale właśnie w taki sposób trzeba o niej opowiadać – przetwarzając popkulturowo, uciekając od martyrologii (albo mówiąc inaczej zakrzywiając ją), a jednocześnie potrafiąc oddać hołd ofiarom historycznych konfliktów.
Wydział 7: Medium
Pełnometrażowa historia ze świata serii „Wydział 7”!
Rok 1968. Helena Kwiatkowska jako wróżbitka i medium świadczy usługi warszawskim elitom. Jednak nagle duchy zaczynają pojawiać się nieproszone, a plaga opętań zatacza coraz szersze kręgi…
Helena wraz ze swoimi towarzyszami, lokajem Szawłem i boginką Kaliną, muszą stawić czoła zmarłym i rozwiązać zagadkę zapomnianego epizodu tragicznej historii stolicy.
„Medium” rozwija świat przedstawiony w nagradzanej serii komiksowej „Wydział 7” o specjalnej jednostce Służby Bezpieczeństwa zajmującej się badaniem wydarzeń paranormalnych na terenie Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej.
Starventure (Kurc)
A zatem mamy prostą historię, proste rysunki komiksowej debiutantki (choć kiedy trzeba z ciekawymi szczegółami) oraz kolory, które infantylizują świat przedstawiony i prostego w konstrukcji bohatera. W rzeczywistości cały ów świat przedstawiony wcale nie jest taki prosty, z czasem dopatrzymy się w nim różnych podtekstów, a odczucia Virlandila dotyczące zakłamanej rzeczywistości będą się nakładały na nasze. Jednak na pierwszym planie mamy pełną zwrotów historię uciekającego bohatera. I tego czasem potrzebujemy – nieskomplikowanych, rozrywkowych opowieści, podczas lektury których suniemy z wiatrem dynamicznej fabuły. Polubiłem ten komiks za jego bezpretensjonalność i z chęcią przeczytam kolejny tom Starventure.
Starventure
Virlandil nie wie, czego chce.
Jest oportunistą, który najchętniej zdobyłby fortunę na loterii. Rodzina wreszcie przestałaby namawiać go na znalezienie uczciwej pracy. Pewnego dnia, wbrew wszelkim oczekiwaniom, rzeczywiście uśmiecha się do niego szczęście… ale czy ten uśmiech jest szczery?
Tajemnicza firma, dziwne światy i ingerencja w czwarty wymiar… Cokolwiek by się nie działo, jedno w tym szaleństwie jest pewne. Virlandil ma przed sobą konflikt z korporacjami wysysającymi siły witalne oraz sterującymi naszym losem (a nawet losami), ale i nieoczekiwaną przygodę życia.
Miks SF i komedii pomyłek z absurdalnym poczuciem humoru. Bezpretensjonalny debiut zawierający pochwałę kreatywności i ambicji.
Pandora #01 (Kultura Gniewu)
Efektowny początek nowej komiksowej serii, która klimatem kojarzy się z Gwiezdnymi Wojnami. Może nie ma tu (jeszcze?) takiego rozmachu jak w sadze Lucasa, ale za to jest konsekwentnie budowany świat przedstawiony i tak samo prowadzeni bohaterowie – zarówno ci pierwszo, jak i drugoplanowi. Jest tajemnica, związana choćby z samym tytułem, jest walka i poświęcenie, jest wreszcie młoda bohaterka obarczona wielkim ciężarem – z rodzaju takich, które mogą zmienić świat. Nie wdając się w szczegóły, bo najlepiej je samemu odkrywać, mamy tu szansę na atrakcyjną pod wieloma względami kosmiczną opowieść.
Pandora #01
Nowa polska space opera!
Na Ferusie, planecie targanej brutalnym konfliktem pomiędzy jej rdzennymi mieszkańcami a władzami międzyplanetarnego Protektoratu, ląduje młoda dziewczyna – Rina. Ścigana przez Protektorat, musi przetrwać w niebezpiecznym i obcym dla niej świecie. Jej zadaniem jest chronić coś, co może odmienić losy wszystkich mieszkańców planety.
„Pandora” to epicka space opera pełna intensywnej akcji i przygód, nieoczekiwanych sojuszy i dramatycznych wydarzeń. Jednocześnie to również historia o odpowiedzialności, poświęceniu i determinacji w obliczu śmiertelnego zagrożenia.
Autorem „Pandory” jest bydgoski twórca i badacz komiksów Kamil Dukiewicz, który do tej pory publikował swoje albumy samodzielnie, a za świetnie przyjętą serię „Black Hound” otrzymał dwa Złote Kurczaki, nagrody dla komiksu niezależnego.
Nawet nas tu nie ma (Kultura Gniewu)
Jędrzejewski w ciekawy sposób sięga po motyw zatracenia się w świecie wirtualnym, który to temat jest bliski wielu fantastycznym twórcom. (…) Ucieczka od szarości codziennej egzystencji w świecie przyszłości w jej podkoloryzowane wyobrażenie w świecie wirtualnym ma stanowić – wg licznych twórców – pewien nieodzowny element naszej przyszłości. Jednak – również u Jędrzejowskiego – pojawia się sugestia zagrożenia zafałszowaniem relacji, odarciem jej z prawdziwości. W jakim stopniu to, co jest tak naprawdę wytworem wyobraźni, możemy uznać za autentyczne? Jaką ma wartość, będąc tak naprawdę substytutem rzeczywistego kontaktu, prawdziwej, międzyludzkiej interakcji?
Nawet nas tu nie ma
Co jest prawdziwe, gdy każde przeżycie można zaprogramować?
Na Marsie każdy dzień wygląda identycznie.
Pobudka, śniadanie, praca, obiad, praca, kolacja, czas wolny, sen.
Jedyne, co ratuje Kida przed szaleństwem rutyny, to symulacje, w których spotyka najbliższe osoby i odwiedza miejsca pozwalające na chwilę zapomnieć o monotonii. Jednak gdy chłopak poznaje San, nawet najbardziej spektakularne wyobrażenia przestają wystarczać, a pragnienie prawdziwej obecności ukochanej osoby staje się obsesją.
Co jest jednak prawdziwe, gdy każde przeżycie można zaprogramować? I czy ucieczka w najdalsze zakamarki kosmosu pozwoli pozbyć się pragnień i lęków z przeszłości?
„Nawet nas tu nie ma” to komiksowy debiut Filipa Jędrzejewskiego, absolwenta prowadzonej przez Daniela Mizielińskiego pracowni komiksu na warszawskiej ASP. To także pierwsza część trylogii, której kolejne odsłony rozegrają się na Ziemi i Księżycu.











