Aby zapewnić jak najlepsze wrażenia, korzystamy z technologii, takich jak pliki cookie, do przechowywania i/lub uzyskiwania dostępu do informacji o urządzeniu. Zgoda na te technologie pozwoli nam przetwarzać dane, takie jak zachowanie podczas przeglądania lub unikalne identyfikatory na tej stronie. Brak wyrażenia zgody lub wycofanie zgody może niekorzystnie wpłynąć na niektóre cechy i funkcje.
Przechowywanie lub dostęp do danych technicznych jest ściśle konieczny do uzasadnionego celu umożliwienia korzystania z konkretnej usługi wyraźnie żądanej przez subskrybenta lub użytkownika, lub wyłącznie w celu przeprowadzenia transmisji komunikatu przez sieć łączności elektronicznej.
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest niezbędny do uzasadnionego celu przechowywania preferencji, o które nie prosi subskrybent lub użytkownik.
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do celów statystycznych.
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do anonimowych celów statystycznych. Bez wezwania do sądu, dobrowolnego podporządkowania się dostawcy usług internetowych lub dodatkowych zapisów od strony trzeciej, informacje przechowywane lub pobierane wyłącznie w tym celu zwykle nie mogą być wykorzystywane do identyfikacji użytkownika.
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest wymagany do tworzenia profili użytkowników w celu wysyłania reklam lub śledzenia użytkownika na stronie internetowej lub na kilku stronach internetowych w podobnych celach marketingowych.
Motomyszy z Marsa Tom 1: Panika na Czerwonej Planecie. Ten komiks kupiłem podczas Komiksowej Warszawy. Powód? Nie tylko ogromny sentyment do kultowej animacji, ale także okładka, która krzyczała do mnie: kupuj mnie w tej chwili, jestem zaj…ym komiksem! No i co miałem zrobić? Kupiłem.
I wiecie co? Ani przez moment nie żałowałem.
Spodziewałem się przede wszystkim solidnej dawki motoakcji i faktycznie jej tutaj nie brakuje. Pościgi, dynamiczne sceny i bohaterowie na jednośladach wymiatają. Ale największym zaskoczeniem okazało się to, że Motomyszy z Marsa to nie tylko akcja. To także całkiem rozbudowana motofabuła i bardzo przyjemne tworzenie motouniwersum.
Historia przedstawia Marsa znajdującego się pod opresją, gdzie rebelianckie Myszy działają z ukrycia, kąsając władzę tu i tam, i próbując pomóc terroryzowanej społeczności. Twórcy poświęcili sporo miejsca dialogom i budowaniu świata, dzięki czemu ten komiks ma znacznie więcej do zaoferowania niż tylko efektowne sceny akcji.
Ogromnym plusem jest również wykorzystanie postaci znanych z animacji. Na planszach pojawia się wiele znajomych twarzy, a każda z nich ma jasno określoną rolę do odegrania w historii. Nie są to przypadkowe występy dla fanserwisu, ale elementy dobrze działającej fabuły.
Całość czyta się lekko i z ogromną przyjemnością. To czysty fun, który skutecznie przypomina dawne czasy spędzone przed telewizorem i sprawia, że gęba się cieszy.
Od strony wizualnej jest równie dobrze. Kadry są pełne energii i dynamiki, a stylistyka mocno przypomina mi to, co w swoich komiksach wyczynia DWJ. Dla mnie to ogromny plus, bo właśnie taki żywiołowy, nieco szalony styl idealnie pasuje do tego świata.
Jeśli więc wychowaliście się na kreskówce albo po prostu szukacie lekkiej, przygodowej i pełnej serducha lektury, to zdecydowanie warto dać temu tytułowi szansę.
Ode mnie leci zdecydowana Motopolecajka!
Komiks ten i setki innych zobaczysz na moim Instagramie: Lukkegeek