MOTOMYSZY Z MARSA WJEŻDŻAJĄ PROSTO W MIĘDZYGALAKTYCZNY KRYZYS
Scenarzysta Matt Hotson („Power Rangers: The Return”) i rysownik Jordi Tarragona („Hal Jordan i Korpus Zielonych Latarni”) podkręcają akcję w zupełnie nowej przygodzie, która rzuca naszych bohaterów w sam środek Nacelleverse!
THROTTLE, VINNIE I MODO BIORĄ NOGI ZA PAS, u swego boku mając niezwykle cenną – i nieprzewidywalną – sojuszniczkę pochodzącą z innej planety: doktorkę Hawwki, która stworzyła broń zagłady odpowiedzialną za unicestwienie zamieszkanego przez myszy miasta. Teraz Hawwki może przechylić szalę zwycięstwa w tej wojnie na stronę myszy… Ale żeby się to udało, trzeba utrzymać ją przy życiu, co nie jest wcale takie proste.
Zagrożenie czyha z każdej strony, wybucha bowiem bezpardonowy konflikt między myszami, Plutarkianami chcącymi uciszyć zbuntowaną naukowczynię oraz ziemskim konglomeratem Utopia Aegis, który nie cofnie się przed niczym, aby odzyskać swoją zgubę. Uciekając między gwiazdy, Motomyszy stają do walki z całą galerią nowych i starych wrogów – w tym z Detonatorem Okrutnym z RoboForce, magnetycznym destruktorem Lectromagiem oraz bezwzględnymi łowcami nagród znanymi jako Stalkerzy – podczas gdy los ich planety wisi na włosku.
Od napromieniowanych księżyców Marsa po pełne niebezpieczeństw dżungle Symbionu, ojczyzny owadzich wojowników – „Międzygalaktyczna odyseja” szeroko rozwija świat Motomyszy, wpychając je na szaleńczy, niezapomniany kurs kolizyjny z bohaterami i koszmarami Nacelleverse!
Dla fanów: Wojownicze Żółwie Ninja, Komandosi z podwórka, Kosmiczne wojny, Kowboje z Krowigrodu, Transformers, Władcy wszechświata.
27.10.2026
I
Kolor
Miękka
170x260 mm
104
55,00 zł
9788368346930
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Motomyszy z Marsa Tom 1: Panika na Czerwonej Planecie. Ten komiks kupiłem podczas Komiksowej Warszawy. Powód? Nie tylko ogromny sentyment do kultowej animacji, ale także okładka, która krzyczała do mnie: kupuj mnie w tej chwili, jestem zaj…ym komiksem! No i co miałem zrobić? Kupiłem.
I wiecie co? Ani przez moment nie żałowałem.
Spodziewałem się przede wszystkim solidnej dawki motoakcji i faktycznie jej tutaj nie brakuje. Pościgi, dynamiczne sceny i bohaterowie na jednośladach wymiatają. Ale największym zaskoczeniem okazało się to, że Motomyszy z Marsa to nie tylko akcja. To także całkiem rozbudowana motofabuła i bardzo przyjemne tworzenie motouniwersum.
Historia przedstawia Marsa znajdującego się pod opresją, gdzie rebelianckie Myszy działają z ukrycia, kąsając władzę tu i tam, i próbując pomóc terroryzowanej społeczności. Twórcy poświęcili sporo miejsca dialogom i budowaniu świata, dzięki czemu ten komiks ma znacznie więcej do zaoferowania niż tylko efektowne sceny akcji.
Ogromnym plusem jest również wykorzystanie postaci znanych z animacji. Na planszach pojawia się wiele znajomych twarzy, a każda z nich ma jasno określoną rolę do odegrania w historii. Nie są to przypadkowe występy dla fanserwisu, ale elementy dobrze działającej fabuły.
Całość czyta się lekko i z ogromną przyjemnością. To czysty fun, który skutecznie przypomina dawne czasy spędzone przed telewizorem i sprawia, że gęba się cieszy.
Od strony wizualnej jest równie dobrze. Kadry są pełne energii i dynamiki, a stylistyka mocno przypomina mi to, co w swoich komiksach wyczynia DWJ. Dla mnie to ogromny plus, bo właśnie taki żywiołowy, nieco szalony styl idealnie pasuje do tego świata.
Jeśli więc wychowaliście się na kreskówce albo po prostu szukacie lekkiej, przygodowej i pełnej serducha lektury, to zdecydowanie warto dać temu tytułowi szansę.
Ode mnie leci zdecydowana Motopolecajka!
Komiks ten i setki innych zobaczysz na moim Instagramie: Lukkegeek