Na warsztacie #26 – Mateusz Skutnik
22.04.2026 06:00
Jubileuszowa, 25. edycja „Na warsztacie” już za nami, a odliczanie do kolejnego kamienia milowego, czyli równej 50 zaczynamy z Mateuszem Skutnikiem, który opowie o pracach nad ostatnim tomem serii Rewolucje (i nie tylko!).
Mateusz Skutnik to jeden z najbardziej uznanych współczesnych twórców komiksowych. Na jego pokaźny dorobek składają się między innymi serię Rewolucje, Morfołaki, Blaki, czy albumy Wyznania właściciela kantoru, Alicja.
Publikował także na łamach między innymi autorskiego zina VormkfasA, a także w AQQ, Krakersie, Znakomiksie, Świecie Komiksu, a także w słoweńskim Stripburgerze i czeskim Aargh!. W 2006 otrzymał łódzkiego Komiksusa za Blakiego, którego stworzył z Karolem Konwerskim, a w 2014 warszawskiego Orient Mena za Blaki #04: Czwórka.
Oddajemy głos Mateuszowi Skutnikowi:
Co na warsztacie?
Aktualnie niewiele, ale to tylko dlatego, że całkiem niedawno ukazał się nowy tom „Rewolucji„.
„Rewolucje 12: Panaceum”, wydawca jak zawsze Timof Comics, oficjalna premiera na festiwalu komiksowym w Poznaniu.Pokażę wam mój proces tworzenia najtrudniejszego dla mnie osobiście elementu każdego albumu, czyli okładki. Tak samo, jak przy każdym zmywaniu na koniec dopada cię jeszcze realizacja o treści „o w mordę, jeszcze patelnia…”, tak samo dla mnie na koniec albumu jest to „o w mordę, jeszcze okładka…”.
Nie lubię, nie umiem, nie znam się, nie chcę, ale jak mus, to mus. Trzeba zrobić.
Pomysł na okładkę na ogół pojawia się niespodziewanie, wtedy należy być przygotowanym na szybki szkic pomysłu, żeby nie zapomnieć. Taki tylko poglądowy, co, gdzie i jak, najwyżej kilkuminutowy szkic, w miarę możliwości chwytający to pierwsze wyobrażenie jak najluźniej. Na ogół takich pomysłów jest kilka i po zebraniu trzech lub pięciu trzeba się na któryś zdecydować.
Drugi etap zaprojektowania okładki wymaga już dokładniejszego pomysłu na to, gdzie umieścić logo i tytuł. Na tym szkicu próbuję ustawić perspektywę sceny w taki sposób, by u góry na środku zostało wystarczająco dużo wolnego miejsca.
Jednak pojawia się problem, perspektywa pierwszego planu, ludzi siedzących w kawiarence i głównej postaci nie do końca zbiega się z perspektywą budynków w tle. Według tego rysunku, horyzont postaci jest o wiele wyżej niż horyzont budynków. Ale idźmy dalej.
Kolejny szkic, jeden horyzont, próba dopasowania całej sceny do jednej rzeczywistości perspektywicznej. Horyzont jest ustawiony na poziomie oczu głównej postaci albumu, podkreślając wagę tego elementu. Teraz postaci rzeczywiście zaczynają wyglądać, jakby siedziały przy stolikach na wąskiej, paryskiej uliczce.
Mając ustawioną perspektywę, możemy wrócić do pierwszego szkicu i rozwinąć układ postaci. Nie tylko wyciągam tutaj pozę głównego bohatera, ale przykładowo znikąd pojawił się tu z boku kelner. Kelner, który nawet nie był planach, po prostu podczas szkicowania wyskoczył mi z głowy na kartkę, bo przecież oczywiście, że on gdzieś tam powinien się kręcić.
Ustawianie pozy bohatera okładki jest nadal traktowane dosyć luźno, nic tutaj nie jest wyrzeźbione w kamieniu, wszystko pływa, wszystko można jeszcze dopracować. Dopracowanie następuje tylko i wyłącznie podczas rysowania na czysto, tak więc tutaj, na szkicach, każda drobna nawet zmiana ustawienia pozwala później na większy wybór szczegółu w wersji ostatecznej.
Kolejny szkic, tym razem kolejna wersja ustawienia głównej postaci, jak i próba wejścia w szczegóły ludzi przy stolikach. Możecie zaobserwować w wersji ostatecznej, że te postacie i ich ekspresja pojawia się czasami w tej samej wersji, co tutaj, niekoniecznie w tym samym miejscu, ale na tym polegał ten szkic. Złapać coś, kogoś siedzącego przy stoliku, rozmawiającego, śmiejącego się, piękne dystyngowane panie i tak dalej. Tutaj również mamy zmianę w pozycji kelnera, ponieważ tutaj ta okładka zaczyna powoli opowiadać swoją historię.
W moim założeniu scenariuszowym tej okładki leci to tak: główna postać wygląda na pozytywnie zaskoczoną, jakby znalazła plik banknotów lub kopalnie złota, z przodu mamy sugestię tego znaleziska, kawiarenkowe zebranie nieświadomych jeszcze niczego ludzi, natomiast kelner, widząc główną postać, wiedząc co zaraz nastąpi, skupia już swoją uwagę na intruzie.
Dobra, wystarczy tych szkiców, zacznijmy rysować i malować na czysto.
Tutaj mamy początek szkicowania okładki. Po raz pierwszy wpadłem na pomysł, żeby wydrukować sobie na kartce logo i tytuł dokładnie w tym miejscu, w którym pojawią się te elementy w druku. W ten sposób, używając stołu świetlnego, lub w moim przypadku okna, można podłożyć ten tytuł pod spód i nakreślić kilka pierwszych kresek perspektywicznych na czysto, tylko po to, żeby przestrzennie zaznaczyć relację pomiędzy okładką a tytułem.
Po naszkicowaniu pierwszego planu przechodzimy do tuszu, pamiętając, że mamy tutaj tak naprawdę trzy plany. Pierwszy, to wszystkie postaci. Od tego tutaj zaczynam. Zwróćcie uwagę, że podczas szkicowania mam dookoła wszystkie szkice do wglądu, wyciągając z każdego po trochu wedle uznania i zasług poszczególnych szkiców. Z jednego perspektywa, z drugiego główna postać, z kolejnych ludzie przy stolikach i tak dalej.
Drugi plan jest już narysowany innym narzędziem, cieńszą linią, delikatniejszym ruchem ręki. Tutaj ważne było stworzenie w miarę płynnego przejścia pomiędzy pierwszym a drugim planem. Tak, żeby to wszystko skleiło się w jedną przestrzeń a nie było serią wycinanek na osobnych warstwach.
Jak widać po temperaturze kolorów na tym zdjęciu, malowanie takiej okładki zajmuje mi co najmniej dwa dni, od rana do wieczora i znowu rano.
Trzeci plan jest już tylko narysowany ołówkiem, w sumie przygotowany do tego, by trochę zaginąć pod akwarelą, żeby złapać delikatne poczucie perspektywy powietrznej pomiędzy postaciami a ulicą z tyłu.
A tutaj mamy gotową, pomalowaną okładkę. Tutaj warto zwrócić uwagę, że farby są przygotowane pod konkretny malunek, wybrane kolory są wyjęte z pudełka, przyklejone do kartki i spróbkowane. To taka sama kartka jak ta, na której jest namalowana okładka, papier akwarelowy 300g. W ten sposób nie muszę szukać już kolorów, wiem co gdzie idzie i w jakiej kolejności.
Gotowy malunek wygląda tak, jest gotowy na nałożenie loga i tytułu i przesłanie do druku.
Teraz rozumiecie, dlaczego malowanie okładki to najgorszy element rysowania komiksu. Przynajmniej dla mnie.
~~
Okej, „Rewolucje” gotowe, co dalej?
Uwaga, zaskoczenia nie będzie. Kolejne „Rewolucje”!
Tak się składa, że ten tom, „Panaceum”, otwiera nową rewolucyjną trylogię, której drugi tom, „Panoptykon”, jest praktycznie już całkowicie napisany przeze mnie, jedyne co pozostaje scenariuszowo to złożenie wszystkich pomysłów do kupy.
Mój proces pisania komiksów jest dosyć chaotyczny, głównie dlatego, że trwa dosłownie latami. Jednak jak pojawia się klamra zamykająca dany album, wtedy przychodzi czas, żeby to wszystko co dzieje się pomiędzy otwarciem i zamknięciem poukładać w odpowiedniej kolejności.
Tak, tutaj na ostatnim zdjęciu wracamy do początku – to jest wstępny szkic okładki kolejnego albumu. Aby sobie ułatwić pracę, postanowiłem wszystkie trzy okładki tej trylogii zaprojektować podobnie. Oczywiście inne kolory, inna postać, inna sytuacja, ale ogólne założenie okładki będzie takie samo.
Czasami przyjemnym jest ułatwić sobie pracę.Ale to już zupełnie odrębna historia na przyszły rok.
Pozdrawiam i do zobaczenia na jakimś festiwalu!
Rewolucje #12: Panaceum
Panaceum to lek na wszystko. Uniwersalne rozwiązanie wszelkich problemów medycznych. Album opowiada historię wynalazcy, który łapie słowa siatką na motyle. Jego wizja jest ogromna, a postrzeganie ograniczone. Czy uda mu się dokonać przełomu i rozwiązać wszystkie problemy tego świata, nie tylko te medyczne?
Dwunasty tom serii Rewolucje, zatytułowany „Panaceum” to album otwierający fazę drugą serii. Jednocześnie to początek nowej rewolucyjnej trylogii, której kolejne tomy są zatytułowane „Panoptykon” i „Panteoria”.
27.03.2026
I
Kolor
Twarda
210×285 mm
48
60,00 zł
9788368259544






























