Kontynuacja znakomitej serii „100 naboi”. Dalsze losy jednego z najkrwawszych Minutemanów. Trzy lata temu okaleczony wrak człowieka o imieniu Lono wtoczył się do kościoła ojca Pereza na obrzeżach Durango w Meksyku. Tam dostał wsparcie i przeżył nawrócenie, a potem pozostał przy kościele, by pomagać duchownemu w opiece nad sierotami i w nadzorowaniu posiadłości. Noce spędzał często w lokalnym areszcie z obawy, aby drzemiąca w nim bestia nie wydostała się na wolność. Bo choć Lono odnalazł Boga, nie oznaczało to, że został świętym. Kiedy więc członkowie bezwzględnego kartelu z Durango zaczęli ostrzyć kły na ziemię parafii, a lufy swojej broni wycelowali prosto w brata Lono, nie mieli pojęcia, w co się pakują.
Autorami komiksu są laureaci Nagrody Eisnera: Brian Azzarello („Wonder Woman”, „Joker”, „Strażnicy – Początek”) i Eduardo Risso („Batman – Rozbite miasto”, „Strażnicy – Początek”, „Dark Knight: A True Batman Story”). Komiks dla dorosłych.
11.2020
I
Kolor
Twarda
170x260 mm
192
79,99 zł
9788328196346
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Komiksowa seria „100 naboi” powstawała regularnie w latach 1999-2009. Biorąc pod uwagę, że była to produkcja autorska, to prawdziwy szmat czasu i tym bardziej trzeba docenić poziom na jakim utrzymali serię jej twórcy. Jednak 4 lata później zaczął ukazywać się spin-off poświęcony postaci, której kreacja jest jedną z najbardziej wyrazistych i niezapomnianych, a przy tym do bólu odrażających. Kto choć raz widziała Lono i jego spojrzenie, ten już go nie zapomni. Lono był ucieleśnieniem bezdusznego okrucieństwa i chyba jednak chciałbym żeby tak pozostało.
Niestety twórcy, a może i wydawcy, wpadli po latach na pomysł, żeby rozwinąć wątek dotyczący Lono. Dano mu szansę na zadośćuczynienie, umieszczając jego postać gdzieś na meksykańskiej prowincji, gdzie przestępczość rozbuchana jest do granic szaleństwa, a prawo stanowią kartele narkotykowe. Ta historia to w pewnym sensie podróż pokutna jaką odbywa Lono. Pytanie tylko, czy tego typu postać takiej drogi potrzebuje? Z jednej strony kreacja w „100 nabojach” jest tak oczywista, że trudno sobie wyobrazić marsz Lono w pokutnych szatach. Z drugiej strony nie raz już i nie dwa widzieliśmy jak autorzy tworzą kolejne spin-offy, sequele i prequele. W końcu przecież to nic nowego w branży komiksowej. I ja nie mam nic przeciwko, jeśli tylko poziom tych rozwinięć jest przystający do oryginału. Tutaj niestety mam poczucie, że autorzy odcinają kupony od sukcesu serii i nie mówią nic ciekawego. Odniosłem wręcz wrażenie, że z pełną premedytacją brutalizują swój przekaz licząc, że dzięki temu stanie się on w specyficzny sposób atrakcyjniejszy. Przecież nie tędy droga do dobrych historii. Szkoda, bardzo żałuję zmarnowanego potencjału.
Ale to nie jest tak, że odradzam czytanie „Brata Lono”. Pewnie wielu fanów „100 naboi” mimo wszystko będzie się tu przyzwoicie bawić. W końcu jest to bezpardonowa opowieść sensacyjna z silnym wątkiem odkupienia. Jednak z mojej perspektywy jest to historia, która nie wnosi nic nowego, nic sensownego. Przeszedłem zdecydowanie obok tego komiksu i pozostanie on dla mnie tylko średnim rozwinięciem WIELKIEJ serii.