Trzeci tom świetnej serii kryminalnej uhonorowanej Nagrodą Eisnera.
Album składa się z historii poświęconych różnym postaciom, wśród których na szczególną uwagę zasługuje Loop Hughes, młody chłopak z Filadelfii, któremu pewnego razu agent Graves wręcza aktówkę z bronią i amunicją, obiecując możliwość dokonania zemsty doskonałej. W teczce jest zdjęcie człowieka, który kiedyś skrzywdził Loopa. To jego ojciec – Curtis. Czy młody Hughes zabije ojca? Tymczasem odsłaniają się motywy działania agenta Gravesa wraz z dodatkowymi informacjami na temat organizowanego przez niego spisku.
Autorami 100 naboi są mistrzowie komiksu amerykańskiego, obaj wyróżnieni Nagrodą Eisnera: Brian Azzarello (Wonder Woman, Joker, Strażnicy – Początek) i Eduardo Risso (Batman – Rozbite miasto, Strażnicy – Początek, Dark Knight: A True Batman Story).
Komiks dla dorosłych.
08.2018
I
Kolor
Twarda
170x260 mm
528
119,99 zł
9788328134171
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Trzeci tom „100 naboi” to dotychczas największy objętościowo album, składający się z 22 zeszytów. Jestem już zdecydowanie za połową całej historii i na szczęście z czystym sumieniem mogę oznajmić, że autorzy nadal trzymają znakomity poziom. W gruncie rzeczy nie mam do czego się przyczepić.
Największa różnica w odniesieniu do poprzednich albumów sprowadza się do faktu, że powoli, krok za krokiem, jestem raczony kolejnymi odpowiedziami na pytania, które roiły się w mojej głowie podczas czytania wcześniejszych zeszytów. Intryga, pomimo swej zawiłości, odkrywa coraz szerszy obraz. I przyznać muszę, że ten obraz chłonę z nieskrywaną satysfakcją. Zabawa autorów konwencją wyzwala we mnie uczucie zaangażowania w specyficznej zabawie, która pomimo brutalnego ładunku, dostarcza mnóstwo rozrywki, zarówno mnie jak i jej uczestnikom. Przecież „100 naboi” to niezwykle atrakcyjnie zaprezentowana galeria bohaterów, którzy bez wątpienia są jednak zwyrodnialcami wszelkiej maści. Ale jest w tych popaprańcach coś magnetycznego, co powoduje, że ciężko oderwać się od ich losów. Może to ich przeszłość, ich doświadczenia, a może ciągle przeplatające się losy i niezwykle elektryzujące interakcje.
Uwielbiam prosty w gruncie rzeczy, ale bardzo sprawnie wykorzystywany przez Briana Azzarello zabieg, polegający na tym, że od czasu do czasu wrzuca nową postać poboczną, o której na wstępie dowiaduję się niewiele. A potem, 100 czy 200 stron później wyskakuje on niczym królik z kapelusza, a ja wiem, że już go widziałem wcześniej. Zaczynam więc kartkować, sprawdzać, przypominać sobie skąd go znam. I wtedy następuje obowiązkowy opad szczęki z zachwytu nad fabułą i pomysłowością autora.
Bardzo doceniam też fakt, że jest to ciągle seria tego samego zespołu twórczego. Widać, że panowie rozumieją się doskonale, a ich praca zazębia się w sposób doskonały. Nie wyobrażam sobie innej formy graficznej dla „100 naboi”. To musiał być Eduardo Risso i nikt inny.
Będę się powtarzał, ale seria jest nadal rewelacyjna i podchodząc do kolejnego albumu ponownie będę miał w głowie tylko obawy o to, czy twórcy utrzymają dotychczasowy poziom.