Czwarty tom przygód Matty’ego Rotha, młodego korespondenta wojennego, w rewelacyjnej serii „DMZ – Strefa Zdemilitaryzowana”. Kiedy Matty Roth po raz pierwszy pojawił się w DMZ, dostał wyjątkową szansę, aby z dziennikarską rzetelnością opowiedzieć światu o życiu oblężonego miasta. Stało się jednak inaczej, ponieważ Matty w pewnym momencie zaczął wspierać populistycznego polityka Parco Delgado. Nie tylko pomógł samozwańczemu przywódcy wygrać wybory, ale także przyczynił się do tego, że Parco zdobył broń atomową. Teraz Matty, przygnieciony poczuciem winy za rolę, którą odegrał w ostatnich wypadkach w DMZ, czuje się odrzucony przez wszystkich. Nie potrafi wrócić do społeczeństwa. Wkrótce zacznie się ostatnia bitwa. Czy Matty opowie się po stronie mieszkańców miasta, które pokochał?
Autorem scenariusza „DMZ” jest wielokrotnie nominowany do Nagrody Eisnera Brian Wood, znany z takich serii jak „Ludzie Północy”, „The Couriers”, „The Massive”, „Star Wars”, „Conan Barbarzyńca”, „Lord of the Rings” i „X-Men”. Rysunki wykonał włoski artysta Riccardo Burchielli, znany polskim fanom z serii „Ludzie Północy”. Tom trzeci zawiera zeszyty 45–59 serii oryginalnej. Komiks dla dorosłych.
02.2021
I
Kolor
Twarda
170x260 mm
384
109,99 zł
9788328160040
DMZ: Strefa Zdemilitaryzowana Tom 4 to kolejna porcja gęstej, dusznej opowieści o władzy, kontroli i cenie, jaką płacą zwykli ludzie. Parco Delgado coraz mocniej odpływa w stronę tyranii, władza uderza mu do głowy, a sytuacja tylko sprzyja jego zapędom. Mając po swojej stronie Matty’ego, może działać praktycznie bez większych ograniczeń, a posiadanie broni jądrowej daje mu argument ostateczny. Manhattan staje się jego prywatnym królestwem, a mieszkańcy schodzą na dalszy plan.
Matty, choć wyraźnie ma wątpliwości i nie do końca podoba mu się kierunek, w którym to wszystko zmierza, nadal wspiera Parco, co dodaje całej historii ciekawego napięcia moralnego. Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy Delgado nagle znika, a rząd USA rozpoczyna gorączkowe poszukiwania atomówki. W powietrzu od razu czuć nadciągający konflikt i to taki, którego raczej nie da się już zatrzymać.
Największą siłą tego tomu nadal pozostaje klimat i sposób prowadzenia głównej fabuły. Wciąga, angażuje i trzyma w napięciu. Niestety, nie wszystko działa równie dobrze: liczne historie poboczne wypadają dość blado na tle głównego wątku i momentami sprawiają wrażenie zapychaczy. Z drugiej strony, bez nich tom byłby zdecydowanie krótszy, więc coś za coś.
Wizualnie bez zmian: surowy, szorstki styl idealnie współgra z militarnym klimatem i brudem tego świata. To nadal wygląda świetnie i robi robotę.
Trzeba jednak uczciwie powiedzieć, że to tom przejściowy. Wyraźnie czuć, że historia zmierza do wielkiego finału, przez co całość kończy się dość szybko i zostawia pewien niedosyt. Mimo to seria wciąż trzyma bardzo wysoki poziom i zdecydowanie ją polecam.
Ten i setki innych komiksów zobaczysz na moim Instagramie: Lukkegeek
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Seria „DMZ” bez wątpienia jest wyjątkowa. Przeczytałem cztery z pięciu tomów i, co jest naprawdę zjawiskiem rzadkim, z tomu na tom jest coraz lepiej. A przecież poprzeczka już od pierwszej części zawieszona była wysoko. W dodatku udało się autorowi tak napisać ten komiks, że każdy z tomów wyraźnie niesie ze sobą inny wydźwięk, fabuła kładzie nacisk na coraz to nowe elementy. Mam tylko nadzieję, że ostatni tom nie popsuje tego znakomitego wrażenia.
Tom czwarty jest chyba dotychczas najbardziej przygnębiającym elementem tej nowojorskiej epopei. Brian Wood zdecydowanie i bez ogródek postanowił nam ukazać UPADEK. Upadek wszystkiego. Począwszy od głównego bohatera, po bohaterów pobocznych, po miasto, po wszystko co wokół. Jest to upadek bardzo smutny, niosący ze sobą mnóstwo negatywnego ładunku emocjonalnego, z którego trudno się podnieść, nie tylko bohaterom komiksu ale równie mocno również czytelnikom.
Na szczęście pojawia się też w tej opowieści światełko w tunelu, pojawia się szansa na odkupienie. Nie wiem jeszcze co z tego będzie, ale nawet ta nadzieja na lepsze jutro jest w jakiś nieuchwytny, trudny do nazwania sposób, dramatyczna.
Dotychczas tylko zachwycałem się pracą Briana Wooda, nie miałem jej nic do zarzucenia, ale w tomie czwartym zdarzył się mało znaczący epizod, który mnie rozczarował. To pierdoła, nic nie znacząca głupotka, taka mała bzdurka, ale jednak się zdarzyła. Na stronie 193 psy goniąc kogoś wbiegają na dach i wygląda na to, że robią to bezpośrednio z drabiny (!). Ja wiem, że się czepiam bo jest to jakieś uproszczenie i nie ma najmniejszego wpływu na ocenę „DMZ”, ale ten mały drobiazg jakoś tak mnie raził.
Nie mam jednak najmniejszych wątpliwości, że „DMZ” pozostanie na moich półkach. To komiks, który trzeba przeczytać. Zastanawiam się tylko czy robiłby na mnie tak samo ciężkie do przetrawienia wrażenie gdybym czytał tę serię w innych, spokojniejszych czasach.