Piąty i ostatni tom przygód młodego korespondenta wojennego w rewelacyjnej serii „DMZ – Strefa Zdemilitaryzowana”. W szóstym roku wojny Matty Roth dostaje niesłychaną szansę, aby relacjonować sytuację w DMZ. Tym razem nie musi wysługiwać się wielkiej stacji telewizyjnej, ma bowiem pełnić funkcję bezstronnego obserwatora, przedstawiciela światowej opinii publicznej, który dopilnuje, aby obie strony konfliktu grały uczciwie. Ma całkowitą swobodę i dostęp do wszystkich danych i chce jak najlepiej przysłużyć się miastu, które kiedyś tak haniebnie zawiódł.
Autorem scenariusza „DMZ” jest wielokrotnie nominowany do Nagrody Eisnera Brian Wood, znany z takich serii jak „Ludzie Północy”, „The Couriers”, „The Massive”, „Star Wars”, „Conan The Barbarian”, „Lord of the Rings” i „X-Men”. Rysunki wykonał włoski artysta Riccardo Burchielli, znany polskim fanom z serii „Ludzie Północy”. Tom trzeci zawiera zeszyty 60-72 serii oryginalnej.
08.2021
I
Kolor
Twarda
170x260 mm
304
99,99 zł
9788328160057
DMZ: Strefa Zdemilitaryzowana Tom 5.
Zakończenie tej świetnej serii nie zawodzi. Może i bywa momentami trochę rozwleczone, ale robi to w służbie czegoś ważniejszego - domknięcia historii w sposób szczery, melancholijny, skłaniający do refleksji.
Bo to nie jest opowieść o zwycięstwie w klasycznym sensie. Konflikt zostaje zażegnany, ale bardzo szybko pojawia się pytanie: czy cena była tego warta? Czy odbudowa ma sens, skoro fundamenty są tak kruche, a widmo powtórki wisi w powietrzu? Te wątpliwości towarzyszą Matty’emu Rothowi od samego początku. Co ważne, jego rola w zakończeniu konfliktu nie jest ani heroiczna, ani oczywista. W tej historii nic nie jest czarno-białe.
Całość przesycona jest melancholią. Nawet tam, gdzie pojawia się cień nadziei, trudno mówić o prawdziwej uldze. Smutek wręcz sączy się z każdej strony, przypominając, że niektórych strat nie da się odrobić, można jedynie nauczyć się z nimi żyć.
Ciekawym kontekstem jest też to, jak ta historia rezonuje dzisiaj, szczególnie patrząc na sytuację w Stanach Zjednoczonych. Czytana współcześnie nabiera dodatkowego ciężaru, a słowa autora z końcowego wywiadu, wyrażające obawę, by DMZ nie okazało się „proroczym opisem przyszłości” brzmią wręcz niepokojąco aktualnie.
W warstwie wizualnej nie ma zaskoczeń, styl pozostaje surowy,szorstki, militarny. Dla mnie to plus. Nie ma tu miejsca na upiększanie świata, który dawno się rozpadł.
Świetne domknięcie bardzo dobrej serii. Warto sięgnąć, nie tylko dla samej historii, ale też dla refleksji nad tym, jak łatwo społeczeństwo może stracić kontrolę i jak boleśnie trudno jest ją potem odzyskać.
Komiks ten i setki innych zobaczysz na moim Instagramie: Lukkegeek
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Muszę się przyznać, że bardzo obawiałem się o jakość tego finału. Ileż to już razy zakończenia ciekawych, długich serii były dla mnie rozczarowujące. Na szczęście Brain Wood mnie, i myślę, że wielu innych czytelników, nie zawiódł.
Wielki finał nastąpił po 5 albumach, po 72 zeszytach, po ponad 6 latach ciężkiej charówki – cholera, doceniam ogrom pracy i jej jakość. Odnoszę wrażenie, że autor od samego początku miał jasno ułożony plan na to jak ta historia się potoczy, jak się zakończy, co chce nam powiedzieć. I powiedział to w taki sposób, że historia zdemilitaryzowanej strefy DMZ pozostanie ze mną jeszcze na długo. Ileż udało się tu zawrzeć przygnębiającej prawdy o naszej rzeczywistości. To bez wątpienia bardzo smutny komiks, ale też bardzo potrzebny. Wiem oczywiście, że naiwnym z mojej strony byłoby myślenie, że tego typu utwory zmienią, uzdrowią Świat. Nic z tych rzeczy. Ale może jednak od czasu do czasu znajdzie się ktoś, kto po przeczytaniu historii mieszkańców DMZ przynajmniej zastanowi się nad tym, co dzieje się wokół.
Muszę też wreszcie napisać coś o oprawie graficznej „DMZ”. Była tworzona przez wielu artystów, ale głównym rysownikiem był Riccardo Burchielli i jak dla mnie stworzył on niezapomnianą wizję Nowego Jorku zmierzającego niechybnie ku upadkowi. Szata graficzna jest tu równie ważnym narzędziem jak fabuła. Pokazuje zgniły mrok, dokłada wręcz do scenariusza Wooda jeszcze więcej niepokoju. Nie wyobrażam sobie tego komiksu ukazanego w inny sposób.
Patrząc na „DMZ” z perspektywy całej serii z czystym sumieniem mogę ją polecić każdemu czytelnikowi. To trudna i ciężka do przełknięcia przygoda, ale zdecydowanie warto czasami wyjść ze swojej strefy komfortu. Trzeba zobaczyć i uświadomić sobie do czego zdolni są ludzie w tym naszym „cywilizowanym Świecie”. Bo przecież za oknami i na naszych dużych i małych ekranach wcale nie jest dużo lepiej.