Zwycięzca Międzynarodowego Festiwalu Komiksu w Angoulême w 2025 roku!
Stulecie widziane z perspektywy… obrazu.
Wszystko zaczyna się w 1919 roku w lesie na obrzeżach Berlina, gdzie Otto Mueller maluje jeden ze swych obrazów. Stopniowo z białej płaszczyzny pierwszych stron komiksu wydobywają się kształty, ale nie te, których się spodziewamy – widzimy las, malarza i jego muzę, pracownię i ich codzienne życie, które wkrótce zostanie zagarnięte przez burzliwą historię tamtych czasów…
Przechodząc z rąk do rąk, obraz Dwie nagie dziewczyny staje się świadkiem dojścia do władzy w Niemczech narodowego socjalizmu, państwowego antysemityzmu, prześladowań i ograbiania żydowskich rodzin, nazistowskiej nagonki na sztukę nowoczesną jako „zdegenerowaną”, rozpaczy, wojny, ale także przetrwania.
Luz tworzy wyjątkowe dzieło: jako czytelnicy widzimy i słyszymy tylko to, co rozgrywa się bezpośrednio przed płótnem Muellera. W ten sposób autorowi udaje się zbudować fascynujący obraz epoki i społeczeństwa, a jednocześnie zaapelować o czujność wobec umacniania się skrajnej prawicy oraz wszelkich form cenzury.
Wiele czasu poświęciłem monachijskiej wystawie „Sztuka zdegenerowana”. Tam dzieła sztuki dosłownie zamieniano we wrogie symbole. Widzę w tym pewną paralelę do własnych doświadczeń. Dlatego chciałem opowiedzieć historię jednego z obrazów z tej wystawy – dzieła, które mimowolnie stało się częścią najważniejszej prezentacji malarstwa XX wieku. Luz
Książkę wydano dzięki dofinansowaniu Instytutu Francuskiego w ramach programów wsparcia wydawniczego.
13.03.2026
I
Kolor
Twarda
205x255 mm
194
99,90 zł
9788368331554
| Rok | Nagroda | Kategoria | Wynik |
|---|---|---|---|
| 2025 | Nagrody Festiwalu w Angoulême | Najlepszy album | 🏆 Wygrana |
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Michał Szczebak:
Debiutancki album Luza już na poziomie koncepcyjnym jest niezwykle ciekawym przedsięwzięciem. Stworzyć komiks nie tylko z perspektywy obrazu, ale z jego statycznego punktu widzenia - każdy kadr miałby być odbiciem tego co teoretycznie w danej sytuacji mogłyby widzieć postaci namalowane na obrazie. W ten sposób autor pragnie opowiedzieć, zarówno o burzliwej historii samego tytułowego obrazu Otto Muellera, jak i o ludziach, którzy przez lata, przed, w trakcie i po wojnie, byli z nim związani. Pomysł cholernie intrygujący i przede wszystkim bardzo odważny, wymagający bowiem naprawdę sporego bagażu umiejętności, aby w ogóle to wypaliło. Czy więc DWIE NAGIE DZIEWCZYNY sprawdzają się jako ten niekonwencjonalny, bardzo ambitny, komiksowy eksperyment? Zdecydowanie tak! Powiedziałbym wręcz, że album ten zaskoczył mnie swoim kunsztem i niezwykłym przywiązaniem do detali, przy jednoczesnym zachowaniu stosunkowej lekkości formy.
Już sam początek komiksu robi ogromne wrażenie z racji na swoją kreatywność. Kadry komiksu bowiem nabierają tutaj kształtu wraz z tym jak formę przybiera malowany przez bohatera obraz - powoli tworzące się kontury dwóch namalowanych postaci są naszym jedynym oknem na świat, a pełnię widoczności zyskujemy dopiero gdy obraz jest gotowy. Natomiast w momencie, gdy obraz zostaje podniesiony i przywiązany do tyłu roweru, a my obserwujemy jego “oczami” migawki międzywojennego Berlina, orientujemy się, że ta decyzja artystyczna, to nie tylko mający przyciągnąć naszą uwagę gimmick, a język tego komiksu. Nie powiem, już na starcie zrobiło to na mnie dość spore wrażenie, nawet jeśli jeszcze przed lekturą byłem świadomy formuły jaką autor przybrał. Co tu dużo mówić, forma ta sprawdza się znakomicie na każdym polu. Migawki z historii obrazu ujawniają nam fabułę oraz świat przedstawiony na wielu różnych planach, z jednej strony w standardowej formie dialogów między postaciami, które zdradzają z kim mamy do czynienia w danej chwili oraz jaka jest jego relacja z obrazem, z drugiej bardzo często wykorzystywany jest zabieg opowiadania tłem.
Znamienne dla tego sposobu narracji są sceny, w której nasza uwaga odciągana jest od pierwszego planu w kierunku planu drugiego lub trzeciego, najczęściej przybierającego postać dosłownego okna na świat, które tworzy kontekst historyczny i sytuacyjny danej sceny lub dialogu. To właśnie na tych dwóch planach rozgrywana jest narracja tego komiksu i Luz niezwykle umiejętnie nimi operuje. Pojawiają się w tym albumie również sceny, w których zburzony zostaje dość formalistyczny układ czterech kadrów na stronę - upadek obrazu na podłogę oddany zostaje dynamicznym ustawieniem kadrów, a przekrzywienie obrazu przez oglądającego go brzdąca wiąże się z przekrzywieniem kadru - i to również wypada bardzo kreatywnie. Generalnie z formalnego punktu widzenia DWIE NAGIE DZIEWCZYNY to absolutny majstersztyk. Jak jednak wypada sama historia?
Również jest bardzo dobra, momentami nawet świetna. O dziwo przybrana formuła nie sprawia automatycznie, że fabuła jest sucha i nomen omen statyczna. Wręcz przeciwnie, Luzowi udaje się wyciągnąć z tej historii całkiem sporo emocji, nawet jeśli niekoniecznie jest w stanie je tutaj porządnie poeksplorować. To przede wszystkim wina tej, tak zachwalanej przeze mnie, formy i to na dwóch poziomach. Z jednej strony przyjęcie POV obrazu dość mocno ogranicza możliwości przedstawiania intymnych, bądź po prostu prywatnych scen z życia bohaterów (choć i tak jest ich dość sporo!). Z drugiej natomiast fragmentaryczność tej fabuły, która składa się z krótkich migawkowych scen zamiast jednej ciągłej narracji, oraz fakt, że komiks bierze na warsztat całą dość długą historię obrazu, od momentu jego namalowania w 1919 roku, aż po dziś dzień, sprawiają, że bohaterowie i ich dramaty mają stosunkowo niewiele miejsca dla siebie. To co jednak o nich dostajemy w zupełności wystarcza, żeby emocjonalnie zaangażować się w tą opowieść.
Chociażby w pierwszej jej części naprawdę świetnie zarysowana zostaje postać autora tytułowego obrazu, Otto Muellera - zarówno jego artystyczne usposobienie, zakrawające o ekscentryczność (nazywanie siebie ‘cyganem’ oraz podkreślanie, że nie jest ekspresjonistą), jak i związana z tym zaborczość i pewna doza niedostosowania do społecznych norm. Gdy on znika, na jego miejsce na pierwszym planie wskakuje szereg innych postaci: kolekcjonerów sztuki, muzealników, marszandów, czy oficjeli III Rzeszy. Wielka historia, w postaci nazistowskiego próby wymazania tzw. “zwyrodniałej sztuki”, jako części szerzej zakrojonego projektu ideologicznego, sprawnie przeplata się tutaj z małymi historiami pojedynczych jednostek, chociażby kolekcjonera sztuki żydowskiego pochodzenia o nazwisku Littmann i jego rodziny, czy “ratownika” sztuki nowoczesnej o imieniu Haubrich.
Komiks ten opowiada więc o znaczeniu sztuki zarówno na poziomie makro - próbach jej niszczenia i uciszania, ale też jej trwałości i wywrotowości -, jak i poziomie mikro, który uwydatnia ulotne, zupełnie zindywidualizowane znaczenia, jakie jej nadajemy w naszych własnych umysłach. Pięknie się to wszystko komponuję w świetnie skonstruowaną historię, która mimo, że teoretycznie skupia się na obrazie, to tak naprawdę opowiada przede wszystkim o ludziach wokół. Jeśli boicie się, że będzie to sucha lekcja z historii sztuki to zapewniam was, że tak nie jest. To komiks, który robi ogromne wrażenie formalne (nie wspomniałem nic o kresce, ewidentnie stylizowanej na malarstwo Muellera, ale ona również pasuje tutaj idealnie), ale również na poziomie fabularnym angażuje i zmusza do przemyśleń. Kawał kapitalnej historii, zdecydowanie warto ją poznać.